1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Najlepsze filmy z (nie tylko) wielkimi robotami w rolach głównych [TOP 7]

Mechy, cyborgi, androidy, transformery – jestem prostym człowiekiem i jak widzę roboty w filmie, to się nimi jaram. Poniżej zbiór moich ulubionych produkcji z robotami z okazji premiery "Transformers: Ostatni Rycerz".

Wielkie roboty

Transformers

Skoro "Transformers" są moim punktem wyjścia, to zacznę od filmu Michaela Baya. Animowany pierwowzór z lat 80., to bajka mojego dzieciństwa. Swego czasu marzyłem o tym, by jej filmowa adaptacja kiedykolwiek powstała, choć nie sądziłem, że kino rozwinie się na tyle, by to było możliwe. Na szczęście po latach okazało się, że nic nie stoi temu na przeszkodzie. Gdy tylko dowiedziałem się, że takowy film powstaje, wpadłem w niemałą euforię połączoną z sentymentalną podróżą do czasów zerówki i podstawówki.

Michael Bay na szczęście podołał zadaniu, tworząc całkiem udane widowisko przygodowe, które wykorzystując postaci z klasycznej kreskówki. Film "Transformers" okazał się szalenie efektownym współczesnym blockbusterem pełnym zapierających dech w piersiach wizualnych cudach CGI, które dostarczało bezpretensjonalnej rozrywki.

Stalowy gigant

Nieczęsto płaczę na filmach. Jeśli już to ze wzruszenia dojmująco smutną sceną. Naprawdę rzadko zdarza mi się uronić łzę ze szczęścia i poczucia, że oglądam coś unikalnego i pięknego. A tak było, gdy po raz pierwszy sięgnąłem po "Stalowego giganta". Film ten nie był jakimś wielkim hitem (niestety) przez co dużo się o nim nie mówiło i dość szybko zniknął z ekranów kin - zresztą trafił na okres pierwszego boomu na animacje komputerowe - więc tym bardziej zginął w tłumie. Chociaż może to i dobrze, bo nie jest to typowy film masowy. Narysowany tradycyjną kreską, piękną, ale dość oszczędną, nawet na tle analogicznych dzieł Disneya.

Z drugiej strony niewiele znam filmów, które potrafią wywołać tak głębokie emocje za pomocą tak skromnych środków. "Stalowy gigant" to przede wszystkim przepiękna i poruszająca opowieść o przyjaźni i tolerancji oraz tego w jaki sposób odnosimy się do obcych, kimkolwiek by oni nie byli. W dobie kryzysu emigracyjnego przydałby się jakiś ogólnoświatowy seans tego filmu dla każdego z nas.

Pomimo iż jestem fanem polskiego dubbingu, to akurat tę animację polecam wszystkim w wersji oryginalnej, w której to głos tytułowemu stalowemu gigantowi znakomicie podłożył Vin Diesel.

Wall-E

"Wall-E" to też rozrywka, ale już na bardziej wyrafinowanym poziome. To unikalna perełka animacji, która wznosi się na poziom sztuki z najwyższej półki. Wizualnie "Wall-E" po prostu olśniewa, zarówno jakością animacji jak i dojrzałością podejmowanego tematu. No i film ten ma u mnie dodatkowego plusa za wyraźne nawiązanie do historii kina, szczególnie z naciskiem na erę kina niemego, którą parafrazuje w całej pierwszej połowie.

Neon Genesis Evangelion

Ze wszystkich anime z wielkimi robotami w rolach głównych, które - nie oszukujmy się - nie były zbyt lotne ani oryginalne, "Neon Genesis Evangelion" prezentuje się wyjątkowo. Pierwszy raz natknąłem się na oryginalną serię anime z lat 90., będąc w liceum. I był to idealny czas dla mnie, by trafić na Evangeliony. Zachwyciłem się już samym konceptem fabularnym i głównym założeniem tego anime. Połączenie apokaliptycznej wersji przyszłości z walkami wielkich robotów oraz wymieszanie tego w sosie filozoficzno-religijno-mitologicznym było dla mnie strzałem w dziesiątkę.

Chyba tylko japońscy twórcy posiedli tę umiejętność finezyjnego mieszania różnych, często kompletnie odległych od siebie motywów i spajania ich w jedną spójną całość. Neon Genesis Evangelion, obecnie dystrybuowany w zreamasterowanej wersji czterech filmów kinowych (na czwarty ciągle czekamy), to pełna dramatyzmu i intymności opowieść o dojrzewaniu, o odpowiedzialności, bólu straty. No i oczywiście oparta na efektownych i wciskających w fotel walkach robotów w samym środku Neo-Tokyo.

Pacific Rim

Znam ludzi, którzy potwornie zachwycają się tym filmem. Osobiście jestem bardziej powściągliwy, bo "Pacific Rim" jako typowy blockbuster sprawuje się co najwyżej dobrze. Gdzieś w środku tempo spowalnia, zanika napięcie, a najważniejsze bitwy między mechami i kaiju nakręcone zostały w nocnej i ciemnej scenerii (typowa zagrywka twórców chcących przykryć niedoskonałości CGI bądź po prostu przyoszczędzić na efektach specjalnych).

Mimo tego, jako film o robotach, "Pacific Rim" jest rzadkim przykładem podchodzącym do całej mitologii tego gatunku z pieczołowitością oraz szacunkiem. To co mi szczególnie przypadło do gustu to skala mechów, które są naprawdę olbrzymie i pełne majestatu. Oraz fakt, że sterowane są one z kokpitu przez ludzi dokładnie tak samo, jak to miało miejsce w japońskich animacjach z lat 70 i 80, na których to "Pacific Rim" się wzoruje.

Giganci ze stali

"Giganci ze stali" to trochę takie połączenie "Transformers", "Rocky'ego" i "Karate Kid" w opakowaniu kina familijnego. Pomimo tego że skierowany jest do młodego widza, to twórcy traktują go poważnie i z empatią. "Giganci..." to więc nie tylko znakomite sekwencje walk robotów na ringu, ale też szczerze poruszająca i wzruszająca historia relacji ojca z synem

Roboty

"Roboty" jakimś cudem nie stały się przebojem kinowym, zyskując zaledwie poprawną widownię. A szkoda, bo to lepsza animacja niż chociażby "Auta" czy "Epoka lodowcowa". I przy okazji jeden z najlepszych filmów o robotach, jakie znam. Pełen lekkości, optymizmu, przygody, zabawy, zachwycający barwą, jakością i szczegółowością animacji. Od strony wizualnej to, nie bójmy się tego słowa, dzieło sztuki – ze świetnie rozpisanymi scenami, zawrotnym tempem i ciekawymi pomysłami formalnymi.