1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Nie rozumiem rodziców twierdzących, że "Auta 3" to nieodpowiednia bajka dla ich dzieci. Zalatuje hipokryzją

Rodzice twierdzący, że Auta 3 to nieodpowiednia bajka, to hipokryci

"Auta" to w moim przekonaniu jedna z najnudniejszych, najbardziej banalnych serii Piksara. Marka sprzedaje się jednak na tyle dobrze, że trzecia część była jedynie kwestią czasu. Pierwsze materiały reklamowe bardzo nie spodobały się rodzicom.

"Auta 3" to pierwsza część tej serii, która zainteresowała mnie w jakikolwiek sposób. Wszystko za sprawą niecodziennej kampanii reklamowej. W niej główny bohater animacji - czerwony samochód wyścigowy Lightning McQueen - zostaje poważnie uszkodzony/permanentnie skasowany podczas wyścigów NASCAR.

Jako że tytułowe auta to personifikacja ludzkich bohaterów, rodzice poczuli się oburzeni. "Jak można pokazywać tak brutalną scenę w zwiastunie i na plakacie?!". "Jak tak można, uśmiercać głównego bohatera już w zwiastunie?". "Przecież moje dziecko będzie miało po czymś takim traumę!". Takich komentarzy pojawiła się cała masa, głównie w anglojęzycznej części Internetu.

Kampania reklamowa filmu "Auta 3" dobitnie pokazuje, że nasz system wartości stoi na głowie.

Gdy alarmowałem, że wchodzące na wielki ekran "Smerfy" są reklamowane wulgarną piosenką rapera Ludacrisa, niemal nikt nie widział problemu. Gdy kolorowe Trolle okazały się „lekcją braku tolerancji i ksenofobii”, nasz recenzent został nazwany „ponurakiem”. Przez współczesne bajki sączone są fatalne wartości. Do teraz przypomina mi się salon tortur/BDSM z "Minionków". Nikt nie podnosi jednak z tego powodu alarmu. Wystarczy jednak, że coś stanie się głównemu bohaterowi…

"Auta 3" pokazują przecież to, z czym na co dzień zmagamy się w życiu. Czasami dzieje się tak, że uwielbiana przez nas postać, idol wręcz, może ciężko zachorować. Zdarza się również tak, że odchodzi od nas na zawsze. Nasi bliscy, nasi rodzice, nasi przyjaciele - każdy wcześniej czy później zniknie z tego świata. To i tylko to wciąż jest pewne i niezmienne w dzisiejszym, galopującym świecie.

We współczesnej globalnej wiosce temat śmierci to wielkie tabu.

Możemy mówić o seksie. O mniejszościach seksualnych. O terroryzmie. O wyrównywaniu szans. O osobach niepełnosprawnych. O aborcji. Śmierć to jednak temat zakazany. Temat przerażający. Nie chcemy, aby nam przypominano o naszej śmiertelności. Na świecie panuje trend gloryfikacji życia - najlepiej hedonistycznego, skoncentrowanego na własnej osobie, prywatnych potrzebach oraz narzuconych przez społeczeństwo szablonach aspiracji.

Śmierć jest passe. Dawniej osoby cierpiące po stracie ukochanej osoby były wspierane. Żałoba była celebrowana. Dzisiaj od takich ludzi najchętniej się odcinamy. Nie chcemy mieć nic wspólnego ze wszystkim, co przemijające. Z tymi „ponurakami”, którzy „nie potrafią iść do przodu”. Dzisiaj nie można zbyt długo cierpieć po stracie. Dzisiaj trzeba się szybko pozbierać.

auta-3-plakat

Nic dziwnego, że przed ową śmiertelnością rodzice próbują chronić nie tylko siebie, ale również swoje dzieci.

Homofobia? Spoko. Rasizm? Ujdzie. Wulgarni raperzy i ich piosenki o narkotykach, imprezowaniu i porachunkach z bronią palną? No dobra, jakoś to będzie. Niech jednak producent animacji pokaże, że główny bohater może okazać się śmiertelny - bijemy na alarm! Tak być nie może! Upadek wartości! Jak moje dziecko to zniesie?!

Stworzyliśmy bezpieczny kokon wokół dzieci, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem. Nowe pokolenie zna się na nowych technologiach, bezpiecznym seksie, tolerancji, fizyce i polityce, ale nie ma pojęcia o uczuciach i emocjach. O tym, co czeka każdego z nas, co kruche i przemijające. Nie piszę tego, żeby zmieniać świat, bo sam nauczyłem się „unikać śmierci”. Byłbym takim samym hipokrytą.

Chciałem jedynie zasygnalizować, że czasami taka „szkoła prawdziwego życia” może dziecku się naprawdę przydać. Może przygotować go lepiej na to, od czego coraz bardziej się oddalamy - od rzeczywistości.