1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Muzyczny list miłosny do *N Sync i Britney Spears – Meghan Trainor „Thank You”. Recenzja sPlay

Muzyczny list miłosny do *N Sync i Britney Spears – Meghan Trainor „Thank You”. Recenzja sPlay

Nowy album Meghan Trainor brzmi dokładnie tak jak wyobrażalibyście sobie składankę hiciorów podsumowujących muzykę pop z końca lat 90. i początku XXI wieku.

Słychać to niemal od pierwszych nut kawałka Watch Me Do, którym rozpoczyna się płyta. Funkowe rytmy i zaśpiewy przywodzące na myśl Christinę Aguilerę z czasów albumu „Stripped” połączone z hip-hopowymi cytatami. NO z kolei brzmi jak zagubiony w czasie utwór *N Sync zmieszany z feelingiem Destiny’s Child, który z jakichś powodów nie trafił na najpopularniejszą płytę macierzystej formacji Justina Timberlake’a.

Hopless Romantic to przyjemna soulowo-popowa ballada z naprawdę ładną linią melodyczną, jakiej nie powstydziłby się żaden boysband z lat 90. Woman Up spokojnie mogłoby się znaleźć na jednej z pierwszych płyt Rihanny. Uroczy, po trosze folkowy Just a Friend to You to z kolei hołd dla starszego pokolenia Elvisa czy Beach Boys.

„Thank You” jest oczywyście świetnie wyprodukowana, wyoski głos Meghan brzmi dobrze; piosenki są skrojone bezpośrednio pod stacje radiowe, zarówno pod względem melodii jak i czasu trwania (średnio każda trwa niewiele ponad 3 minuty). To płyta tak bezpieczna i zachowawcza jak to tylko możliwe. Z drugiej strony stanowi ona swoiste podsumowanie tego co działo się w muzyce pop przez ostatnie 20 lat, przynajmniej z perspektywy tego co słuchała sama Meghan. Jeśli oparlibysmy się na tym to doszlibyśmy do wniosku, że przez ten czas nie działo się za dużo...

Słuchając płyty „Thank You” Meghan Trainor naszła mnie refleksja (a to nieczęste podczas słuchania do bólu komercyjnego popu), że to ten czas, gdy powoli karierę zaczynają robić młodzi wykonawcy wychowywani na MTV z końca lat 90.; boysbandach i Tamagochi.

Co to oznacza? Nie chcę narzekać i siać „apokaliptycznych” wizji, ale może być źle. Nie mam nic do boysbandów czy pierwszych płyt Britney Spears – to świetnie wyprodukowane farmy bezpretensjonalnych przebojów. Dziś coraz trudniej trafić na tak przyjemne w odbiorze „muzyczne blockbustery” jak „No Strings Attached” *N Sync czy „Millenium” Backstreet Boys. Była to muzyka, która znała swoje miejsce w szeregu i swój cel – robiona była z pobudek czysto komercyjnych, ale nie była jeszcze aż tak przeżarta cynizmem, jak to jest w dzisiejszych czasach.

Ale mimo wszystko, nie była to muzyka wysokich lotów; dla wielu owe „czasy boysbandów i Britney ‘zawsze dziewicy’ Spears” to muzyczny dołek pod względem artystycznym, z którego dość długo podnosił się cały rynek (a niedługo potem przecież swoje trzy grosze dołożył jeszcze nu-metal). Także, jeśli dzisiejsza muzyka pop zacznie coraz częściej spoglądać w tamtym kierunku to czeka nas „powtórka z rozrywki”. I oczywiście, fani euro-dance’u i cukierkowego popu schyłku lat 90. z pewnością z chęcią dadzą się ponieść fali nostalgii, w końcu mody muzyczne to tak naprawdę cykliczny proces. Mozna się było spodziewać, że prędzej czy później zatoczy to wszystko pełne koło i pewne mody zaczną wracać. Tylko chyba po prostu nie spodziewałem się, że będzie to tak szybko. Dopiero co przecież wróciła moda na brzmienie lat 80. Ale cóż, zobaczymy jak bardzo „Thank You” Meghan Trainor się przyjmie i wtedy będziemy się martwić.