1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Mobile

Lindsay Lohan zazdrości Kim Kardashian przychodów z aplikacji. Mobilna gra toczy się o gigantyczne sumy

Lindsay Lohan zazdrości Kim Kardashian przychodów z aplikacji. Mobilna gra toczy się o gigantyczne sumy

Lindsay Lohan, aktorka jednej roli sądząca się z Rockstarem o wykorzystanie wizerunku pozazdrościła sukcesu Kim Kardashian. Zupełnie mnie to nie dziwi, abstrahując od umiejętności obu produktów przemysłu medialnego. Darmowa aplikacja „Kim Kardashian: Hollywood” w kilka tygodni od premiery zarobiła 43 miliony dolarów.

Szacuje się, że dziennie aplikacja „Hollywood” zarabia nieco ponad 100 tysięcy dolarów. Stały dopływ gotówki Kim ma jak w banku. W kilka miesięcy od premiery gry ta wciąż cieszy się olbrzymią popularnością. Dotychczas zainstalowało ją już około 20 milionów razy. Niesamowity wynik, którego pani znanej z amatorskiego filmu pornograficznego może pozazdrościć każde mobilne studio. Tak się składa, że w „Kim Kardashian: Hollywood” sam próbowałem zagrać, aby zrozumieć fenomen. Jak łatwo się domyślić nie było to dla mnie proste, z kolei pełen wojenny raport znajdziecie w tym miejscu.

kim kardashian 1

Po kilku miesiącach wytężonego namysłu Lindsay Lohan postanawia iść tą samą ścieżką. Zwieńczeniem jakże oryginalnej inicjatywy będzie aplikacja „Lindsay Lohan’s The Price of Fame”

Kim jest Lindsay Lohan? To aktorka grająca w podrzędnych komediach, która graczom może kojarzyć się z głośnego pozwu przeciwko Rockstarowi. Kobieta pozwalała producentów Grand Theft Auto V dopiero w kilka tygodni od premiery gry, po opublikowaniu rewelacyjnych wyników finansowych. Sprawa dotyczy rzekomego niezgodnego z prawem wykorzystania jej wizerunku na grafice promocyjnej. Co zabawne, Lohan jest kompletnie niepodobna do odzianej w bikini blondynki. Szansa na łatwy zarobek to jednak coś, co kobieta nie może przepuścić koło nosa. Aplikacja „Lindsay Lohan’s The Price of Fame” jest na to kolejnym dowodem.

Nie to, żebym fascynował się życiem tego medialnego wyrobu. Prawdę mówią, przed stworzeniem tekstu musiałem odwiedzić profil pani Lohan na portalu filmowym. Podobieństwo „Lindsay Lohan’s The Price of Fame” do „Kim Kardashian: Hollywood” jest jednak tak uderzające, że nie sposób o tym nie napisać. Nie w kontekście informacji o nowej, wartej pobrania aplikacji. Chodzi mi o trend, który za kilka miesięcy może zdominować platformy takie jak iTunes App Store czy Google Play. Oczywiście już wcześniej gwiazdy show-biznesu dawały swoje nazwiska oraz facjaty na poczet mobilnych produkcji. Nigdy jednak żadna z nich nie była tak bezpośrednio związana z postacią gwiazdy co „Kim Kardashian: Hollywood”.

Wyobraźcie sobie do jakiego szaleństwa dojdzie, kiedy własną grę wypuści Justin Biber czy grupa One Direction

Nas, „poważnych” i „dojrzałych” graczy może to nie zajmować. Mamy przecież swoje „Tales from the Borderlands”, „Monument Valley”, „X-COM: Enemy Unknown” czy innego „Bioshocka”. Niestety, w branży mobilnej wartość artystyczna nie ma praktycznie żadnego znaczenia. O ile na stacjonarnych platformach wyższa forma wykonania i tak zwana dusza jest premiowana przez krytyków i graczy, świat dotykowych aplikacji to zupełnie inna przestrzeń. Tutaj liczy się tylko jeden element – zysk. Jeżeli gry pokroju „Kim Kardashian: Hollywood” będą pewniejszym krokiem niż konwersja „Baldur’s Gate II” – wszyscy mobilni producenci bez mrugnięcia okiem przestawią się na nowy tor.

Bardzo by mnie to zabolało. Jak wielokrotnie podkreślałem, jestem olbrzymim miłośnikiem przenośnej rozgrywki. Nie tylko na konsolach, ale również smartfonach i tabletach. Bardzo mnie cieszy, że w sklepie Windows Phone, Google Play oraz iTunes App Store można znaleźć coraz bardziej pełne, rozwinięte i satysfakcjonujące produkcje. Jest w co grać – to bez dwóch zdań. Boję się jednak, że niespotykany sukces „Kim Kardashian: Hollywood” zatrzyma pewien trend. Lawina już ruszyła. Jestem przekonany, że Linsdey Lohan to dopiero wierzchołek góry lodowej. Na całe szczęście aplikacja tej pani zapowiada się na jakościowy sukces równie wielki, co jej aktorska kariera. Przyjdą jednak kolejni. Potem następni i jeszcze jedni. Kto w końcu nie schyliłby się po 100 tysięcy dolarów dziennie? Potencjał jest z kolei jeszcze większy.

Nie znam się na show-biznesie, ale śmiem twierdzić, że Kim Kardashian to wcale nie największa ryba z tego paskudnego środowiska. Narzekamy na mikro-płatności i drogie tytuły, ale być może mobilna roz(g)rywka najgorsze ma dopiero przed sobą.