1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Czar sentymentu prysł jak mydlana bańka. "Głupi i głupszy bardziej", recenzja sPlay

Czar sentymentu prysł jak mydlana bańka. „Głupi i głupszy bardziej”, recenzja sPlay

Do "Głupi i głupszy bardziej" podchodziłem z wielką ostrożnością. Entuzjazm mieszał się z obawami. Zresztą jak mogłoby być inaczej? Od premiery "Głupi i głupszy" minęło dwadzieścia lat, sentyment z lat dzieciństwa bardzo łatwo mógł zostać wdeptany w ziemię, ale z drugiej strony zwiastuny prezentowały się całkiem dobrze. Niestety, po zobaczeniu sequela nostalgia ulotniła się bardzo szybko, została tylko mało śmieszna komedia z podstarzałymi komikami i bardzo złym scenariuszem.

Postawmy sprawę jasno, "Głupi i głupszy" nigdy nie był dobrym filmem. Tyle, że w latach 90-tych specyficzny typ humoru reprezentowany przez Jimma Carreya (Lloyd Christmas) i Jeffa Danielsa (Harry Dunne) mógł się sprzedać. Młodsi o dwadzieścia lat aktorzy w roli idiotów sprawdzali się wyśmienicie, tworząc postacie, które stały się ikoniczne dla tamtych lat, podobnie jak Neo czy T-800. Nie oczekiwałem, że sequel powtórzy sukces poprzednika, ani tym bardziej, że przywróci "magię" z lat dzieciństwa. Po cichu liczyłem jednak na to, że skoro Carrey, Daniels oraz reżyserski duet Bobby'ego i Petera Farrelly biorą za kontynuację filmu, który można uznać już za swego rodzaju dzieło kultowe, zrobią z niego coś, co chociaż pozwoli widzom wyjść zadowolonym z kina.

głupi i głupszy bardziej

"Głupi i głupszy bardziej", to jeden z tych filmów, który nie powinien był nigdy powstać.

Przypomina mi to sytuację, gdy po latach odpalamy ulubioną kreskówkę z dzieciństwa i nijak nie jesteśmy w stanie zauważyć w niej tej magii co kiedyś. Gdyby "Głupi i głupszy" zadebiutował w 2014 roku, zostałby tak samo potraktowany jak sequel. Ten humor, 20 lat później już po prostu nie jest się w stanie sprzedać. A przynajmniej mnie go nikt nie wciśnie, nawet za dopłatą.

W "Głupi i głupszy bardziej" mamy powtórkę z rozrywki, tyle że w znacznie mniej ciekawym opakowaniu. Głównymi bohaterami oczywiście jest para przygłupów, która z grubsza przeżywa te same przygody co dwie dekady temu. Lloyd i Harry muszą wyruszyć w podróż przez USA, co z uwagi na ich poziom IQ średnio im wychodzi, zwłaszcza, że ktoś znowu czyha na ich życie i utrudnia im całą wyprawę.

głupi i glupszy bardziej recenzja

Film zaczyna się najlepszym gagiem, którego do końca filmu już nic nie przebije. Okazuje się, że Lloyd przez dwadzieścia lat udawał stan katatoniczny, tylko po to, żeby wkręcić swojego najlepszego (i jedynego) przyjaciela. To ten sam humor, z którego śmialiśmy się przy "Głupim i głupszym" i znak tego, że scenarzyści i reżyserzy chcieli właściwie odtworzyć przepis na sukces z 1994 roku. Choć użyto tu tych samych składników, ktoś wyraźnie zapomniał dokładnej receptury. Nowa historia dwóch nierozgarniętych kumpli to wątpliwy popis żartów, które w ogóle nie bawią. Ma się wrażenie, jakby wszystko zostało zrobione na siłę i nic do siebie nie pasowało.

Tam, gdzie scenarzyści dali ciała, Carrey i Daniels starali się robić wszystko, aby przywrócić swoim postaciom dawny blask.

Ta sztuka z pewnością im się udała, aktorom może przybyło parę zmarszczek, ale w buty Lloyda i Harry'ego udało im się wejść bez najmniejszego problemu. To jednak nie wystarczyło, by po seansie wyjść z kina z uśmiechem na ustach. Ciągnąca się jak makaron akcja, z trudem nadążała za popisami Carreya i Danielsa, którzy jako jedyni z obsady przykuwali oko swoimi minami, postawami, chorą wyobraźnią i niecodziennym postrzeganiem otaczającej ich rzeczywistości. Na drobne wyróżnienie zasługuje także Rachel Melvin, która wcielając się w Penny Pichlow - przygłupią córkę Harry'ego - przypomniała mi młodszego Lloyda Christmasa.

głupi i głupszy bardziej jim carrey

Z początku także fabuła nie wyglądała najgorzej. Jednak im dalej w las, tym bardziej pierwsze pozytywne wrażenie zaczynało znikać. Na samym końcu okazało się, że cała historia była tylko słabo namalowanym tłem do popisów Carreya i Danielsa. Być może ci, co pamiętają film "Głupi i głupszy" odnajdą w sequelu coś dla siebie (cameo, mnóstwo odniesień do "jedynki"), jednak młodsi widzowie raczej nie. Tym bardziej, że najśmieszniejsze sceny z filmu można zobaczyć w zwiastunie.

"Głupi i głupszy bardziej" to film, o którym powinniśmy zapomnieć. Miejmy tylko nadzieję, że twórcy zafascynowani sentymentem widzów, nie będą chcieli brnąć dalej w historię o dwóch przyjaciołach-przygłupach. Ten eksperyment być może przyniesie im całkiem niezły zysk, ale trzeba przełknąć gorzką prawdę i odłożyć go na półkę z napisem "nieudane". I nie wspominać. Komu tęskno za Lloydem i Harrym niech lepiej obejrzy sobie pierwszą część filmu. Zdecydowanie wyjdzie mu to na dobre.