1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

W Europie Spotify płaci artystom więcej niż iTunes. Nowy początek ery streamingu

W Europie Spotify płaci artystom więcej niż iTunes. Nowy początek ery streamingu

Ostatnio Spotify jest pod mocnym ostrzałem, ale nie jest to pierwszy tego typu przypadek. Większość muzyków i wytwórni pewnie najchętniej pozbyła się każdego serwisu streamingowego i trudno im się dziwić. Z ich punktu widzenia, abonament na muzykę jest złem, ponieważ nie daje im zarabiać kokosów na sprzedaży płyt, zarówno w wersji fizycznej jak i cyfrowej. Tylko czy na pewno?

Nieunikniona ewolucja

Nie ma co ukrywać, że streaming w oczach muzyków jest krwawą rewolucją. Jednak w oczach innych ludzi, niezwiązanych bezpośrednio z branżą, wygląda raczej na ewolucję. Kolejny, nieunikniony etap w cyfrowej dystrybucji muzycznych zasobów, który jest tak samo ważnym wydarzeniem jak pojawienie się iTunes, które zwiastowało śmierć sprzedaży fizycznych krążków. Teraz streaming jest zwiastunem spadku sprzedaży muzyki w ogóle. Nie trzeba jednak popadać w skrajny pesymizm. Choć streaming moim zdaniem będzie ciągle rósł w siłę, to faktyczna sprzedaż albumów nigdy nie zniknie. Zawsze ktoś będzie chciał będzie po prostu poczuć, że realnie posiada dany longplay, EP-kę i singiel. Właściwie to także - paradoksalnie - jedna z zalet serwisów typu Spotify. Ludzie korzystają z zasobów muzycznych, ale dzięki temu nabierają ochoty na nabycie płyty albo przynajmniej pójście na koncert konkretnego artysty. W obu przypadkach oznacza to zysk dla wykonawcy.

spotify abonament

W związku z ostatnią aferą dotyczącą Taylor Swift, ciężko nawet w ogóle twierdzić, że ewolucja dystrybucji muzyki jest złem i krwawym procesem. Każdy chciałby być taką "ofiarą" streamingu jak Swift, której album "1989" sprzedaje się wyśmienicie. Według muzyków, Spotify zarzyna ich, pozbawia środków do życia, jak bezwzględna, bezduszna machina. Dlatego też niektórzy - jak Thom Yorke czy Swift - usuwają z serwisów streamingowych swoją muzykę, a inni, jak The Black Keys, po prostu od początku trzymają się od nich z daleka. Jeszcze inni po prostu czekają, aż hype na nowy album opadnie i dopiero wtedy dają materiał do streamingu, tak jak w przypadku "Ghost Stories" od Coldplay i "Red" od Taylor Swift. Na te wszystkie zarzuty Spotify już rok temu odpowiadał i ruszył ze stroną Spotify Artists, na której wszystko wyjaśnia i uspokaja.

Marne zarobki?

Z tego co podaje Spotify w swoim wyjaśnieniu wynika, że na streamie da się zarobić. To znaczy na pewno zarabiają ci, którzy są wielcy i znani. Serwis wypłaca 70% swoich zarobków przekazuje tym, którzy posiadają prawa do utworów, zwykle to są wytwórnie. Rzecz jasna to, że wytwórnia zarobi sporo, niekoniecznie przekłada się na to, że artysta tak samo dużo zarobi. Wszystko zależy od kontraktów i od tego, czy jakiś artysta ma udziały w wytwórni i jak dużo posiada praw do danego utworu. Jeżeli zatem brać pod uwagę setki tysięcy dolarów wyliczane dla najpopularniejszych płyt i singli, to na końcu okazuje się, że tych pieniędzy wcale tak dużo nie ma. Problem zatem dotyczy po prostu dystrybucji środków między różne podmioty.

spotify-generic

Załóżmy jednak, że wykonawca przestał nagrywać i wydawać płyty. Zyski ze sprzedaży krążków rzecz jasna się zmniejszają, ale streamingu może to wcale nie dotyczyć. Poza tym zarobki rozłożone są na długie lata. Biorąc pod uwagę rosnącą popularność Spotify i innych usługodawców, można oczekiwać że z czasem tantiemy również wzrosną. Co więcej, jak wspomniałem wyżej, dzięki streamingowi napędzany jest hype na konkretnego artystę. Niekoniecznie zatem pojawienie się jakiegoś albumu w streamingu musi oznaczać spadek jego sprzedaży. Ludzie i tak mogą kupić jakąś płytę, niezależnie od tego czy mają do niej dostęp w Spotify czy nie.

Notabene, serwisy tego typu pozwalają różnym wykonawcom, szczególnie tym mniej znanym, dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Martwi mnie jedynie to, że serwisy streamingowe oferują bezpłatne konta, co może prowadzić do pojawienie się postaw roszczeniowych i krytycznej dewaluacji muzyki w dalekiej (a może i bliskiej) przyszłości. Po co ktoś ma płacić jakiekolwiek (nawet małe) pieniądze za muzykę, skoro może absolutnie nic nie płacić? Myślę, że z czasem Spotify i inni usługodawcy tego typu, odejdą od polityki darmowej dystrybucji muzyki. Stanie się to chociażby z tego powodu, że przestanie im się to opłacać.

Tantiemy ze Spotify wyższe niż z iTunesa

spotify itunes zarobki

Darmowe konta miały służyć promocji, ale niedługo będzie to zbędne. Okazuje się bowiem, że w Europie Spotify daje zarobić więcej niż iTunes. Kobalt - mniej więcej odpowiednik naszego ZAiKSu - podaje dane, z których wynika, że wpływy ze Spotify w 2014 roku były wyższe niż z iTunesa. Biorąc pod uwagę fakt, że popularność Spotify i innych graczy na rynku streamingu rośnie, można oczekiwać, że w kolejnych latach ten trend się utrzyma. Póki co mamy dane z Europy, która jest bardziej otwarta na streaming niż USA, ale jak już wcześniej pisałem, popularność sprzedaży cyfrowej muzyki będzie z czasem coraz bardzie maleć. Nie bez powodu Apple pracuje nad nowym kształtem Beats Music...

Być może, gdy ludzie oswoją się na dobre ze streamingiem, usługodawcy podniosą ceny abonamentu do bardziej realnych. Jeżeli podwyżka cen ma oznaczać więcej wpływów dla artystów i utrzymanie się rynku "pożyczania" muzyki, to jestem jak najbardziej za.