1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Podsumowujemy The Strain. Najlepszy serial o wampirach zamienił się w największe rozczarowanie

Podsumowujemy The Strain. Najlepszy serial o wampirach zamienił się w największe rozczarowanie

Skończył się pierwszy sezon serialu "The Strain". Produkcja o ogromnym potencjale i świetnym otwarciu rozkochała w sobie miliony miłośników wampirów na całym świecie. Niestety, z każdym kolejnym odcinkiem było coraz gorzej, kończąc na słonym, rozczarowującym finale.

Kiedy starożytne, plugawe zło w postaci Mistrza po raz pierwszy zdjęło swój kaptur, coś we mnie pękło. Wylała się czara goryczy, miarka się przebrała. Uśmiechnięta twarz Toudiego z Gumisiów towarzyszyła mi już do samego końca sezonu, będąc jednocześnie jego zwieńczeniem oraz największą atrakcją. Gdzieś wyparował cały mrok, gdzieś uleciała groza, z kolei scenarzyści już dawno oderwali się od ziemi, lecąc wysoko ponad ziemską stratosferę.

the strain 2

Pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu było tak dobrze.

Mistrz latający pod osłoną nocy od łóżka do łóżka w niemieckim obozie zagłady zbudowanym na terenie Polski – to aż kipiało od klimatu. Początkowe sceny w samolocie i na pasie lądowiska trzymały widza w napięciu nie gorzej niż hollywoodzki thriller. Do tego ta ciekawość wampirów, które zostały pokazane zupełnie inaczej od dominujących dzisiaj wzorów w popkulturze – odliczałem dni do każdego nowego odcinka "The Strain".

Niestety, z serialem zaczęło dziać się coś bardzo, bardzo niedobrego. Na pierwszy plan wyrosły dramaty głównych bohaterów, którzy byli niesamowicie irytujący. Osoby, które do samego końca wytrzymały ze starszą palaczką Marielą Martinez powinny dostawać od stacji dyplomy. Medale przysługiwałyby z kolei wszystkim, którzy potrafią przymknąć oczy na niekonsekwencję oraz dziury w scenariuszu, wołające o pomstę do nieba. To właśnie oderwanie od rzeczywistości spowodowało, że "The Strain" ze strasznego, przez nijaki i nudny, zamienił się w serial słaby.

the strain 3

Na początku było nieźle. Mroczny wymiar wampirów i ciemnych sił zetknął się ze światem nauki, postępu i technologii. Odcinek za odcinkiem było jednak coraz gorzej. Pozwolę sobie przytoczyć jedynie kilka z największych niesamowitości, które sprawiły, że na mojej twarzy zaczął odmalowywać się uśmiech politowania:

- Internet oraz sieć komórkowa nad Nowym Jorkiem nie działają, a za wszystko odpowiada grupa młodych hakerów. Chciałbym sobie wyobrazić, że mobilna i zapracowana społeczność Wielkiego Jabłka pozwoliłaby operatorom na chociaż godzinę bez dostępu do sieci. Wiązałoby się to z milionowymi, o ile nie miliardowymi stratami. Nawet, gdyby jednak doszło do szeregu sabotaży, taki atak zostałby wyeliminowany w ile? Minutę? Godzinę? Dzień? Podczas kiedy w "The Strain" większość cieci komunikacyjnym nie działa od tygodnia albo i więcej, bez żadnych konsekwencji.

- Gwardia Narodowa smacznie śpi. Na ulicach Nowego Jorku zaczyna panować chaos. Ludzie napadają na sklepy. Gdzieniegdzie wybucha pożar. Notuje się rekordową liczbę aktów agresji i zgonów. Z kolei prezydent Stanów Zjednoczonych czeka na podjęcie decyzji, ponieważ… No właśnie, ponieważ co? O ile opinią publiczną można manipulować, tak żaden rządzący nie pozwoliłby na taki chaos. Pamiętacie, jak kilka tygodni temu Gwardia Narodowa pojawiła się w amerykańskim miasteczku zaraz po manifestacjach połączonych z napadami po zastrzeleniu czarnoskórego człowieka przez policjanta? Co dopiero Nowy Jork!

the strain 6

- Apokalipsa? Jaka apokalipsa? Producenci serialu starają się nam przedstawić Wielkie Jabłko jako aglomerację pogrążającą się w mroku i zepsuciu. Ów obraz budują przedstawiając panikę na ulicach, okazjonalne grabieże i ataki. Problem polega na tym, że kiedy patrzymy na Nowy Jork w szerszej perspektywie, wszyscy mają się doskonale. Szefowie departamentów i publicznych agencji nie widzą niczego dziwnego, policja łapie zwykłych bandytów, z kolei FBI o niczym nie ma pojęcia. Kiedy jednak trzeba, „losowe wampiry” pojawiają się na każdej klatce schodowej i w ilości przekraczającej kilk sztuk atakują konkretne sklepy oraz domy. Meh, to po prostu nie może przejść.

- Zdolności bojowe bohaterów po prostu śmieszą. Podoba mi się, że część z bohaterów "The Strain" sprawia wrażenie osób, które wiedzą, jak sobie radzić w kryzysowych sytuacjach. Niestety, kiedy przychodzi do ważnych dla scenariusza i fabuły wątków, mamy do czynienia z łamagami wpadającymi sobie pod nogi. Weźmy ostatni odcinek. Dzielna drużyna miała na tacy zarówno świetnie granego, nazistowskiego wampira Thomasa Eichorsta, jak również samego Mistrza. Wyposażeni w srebrną broń dystansową oraz białą, atakujący leżę zła po prostu czekali, kiedy osłabieni przeciwnicy powoli wycofają się na bezpieczne pozycje. Profesor Abraham Setrakian z wyciągniętym mieczem, stojący bez ruchu nad wyjącym z bólu Mistrzem przeważył szalę.

the strain 15

Nie oznacza to oczywiście, że serial nie ma dobrych stron.

Główny bohater jest najjaśniejszym punktem telewizyjnego widowiska, lecz cała suma pozostałych składowych położyła ten projekt, nim mógł rozwinąć swoje skrzydła. Dialogi, niedorzeczności, przewidywalne zwroty akcji oraz narracja odczuwalnie wydłużana w czasie – z tymi bolączkami nie wygra ani Corey Stoll, ani nawet bardzo ciekawy wątek „dobrych wampirów”, które są świadome i nie rzucają się na każdego napotkanego człowieka.

Jestem bardzo zawiedziony. Pierwsze kilka odcinków dało mi nadzieję na to, że doczekałem się serialu o wampirach bez tej disney’owskiej miłosnej otoczki, rywalizacji o amerykańskie nastolatki oraz pięknych modeli w obcisłych strojach. Niestety, po świetnych epizodach wszystko zmieniło się na gorsze. Dawno już nie byłem świadkiem tak olbrzymich dysproporcji między pilotem, a resztą sezonu. Po całkowicie nijakim zakończeniu wiem jedno – już nie czekam na drugi sezon. Niesamowicie zaczynający się projekt, który został całkowicie spalony.