1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Choroba to nie wyrok. "Red Band Society", czyli nie taki rak straszny jak go malują - recenzja sPlay

Choroba to nie wyrok. „Red Band Society”, czyli nie taki rak straszny jak go malują – recenzja sPlay

Seriale, których fabuła koncentruje się wokół szpitala nie są dla mnie. Z ekranu zwykle unosi się ta nieprzyjemna woń, a wspomnienie hasła "Będzie żył!" psuje jakąkolwiek rozrywkę. Nie potrafi zainteresować mnie szybkie tempo, które związane jest z resuscytacją czy wykrajaniem komuś serca. Od ratowania życia wolę trupy w kryminałach. Ale ostatnio pojawiły się dwie produkcje, które przez swoją inność i ciekawsze podejście do tematu medycyny mogą na dobre coś zmienić w tej materii. Pierwszym serialem jest "The Knick", drugim  "Red Band Society".

"Red Band Society" to amerykański remake hiszpańskiego serialu "Polseres vermelles".

Rzecz dzieje się w szpitalu na oddziale pediatrii. Głównymi bohaterami są chore dzieci i nastolatkowie. U jednych zdiagnozowano raka, inni mają problem z odżywianiem, a jeszcze inni są w śpiączce.

Tak, jak narrator całej historii, Charlie. To właśnie on opowiada nam o losach Leo, Emmy, Dasha, Jordiego, Kary, personelu szpitala (świetna Octavia Spencer w roli Nurse Jackson aka Scary Bitch!) i rodziny młodych pacjentów.

red band society

Całą fabułę "Red Band Society" podsumować można słowami Charliego - niektórym wydaje się, że kiedy idzie się do szpitala życie się zatrzymuje, a tak naprawdę jest zupełnie na odwrót. I rzeczywiście, życie na oddziale pediatrii pędzi na łeb, na szyję.

Nasi bohaterowie mają swoje rozterki, nie tylko te zdrowotne, chodzą do szkoły, przeżywają pierwsze miłości i usilnie próbują znaleźć odpowiedzi na pytania o sens życia. Przy tym wszystkim znajdują czas na dobrą zabawę i nawiązywanie znajomości, przyjaźni, które w normalnym życiu nie zawsze by rozpoczęli. Bo życie w szpitalu zbliża i zmienia patrzenie na świat.

"Red Band Society" jest obrazem, który jednocześnie bawi i smuci. To bardzo familijny serial, ale nie ma się co dziwić w końcu został wyprodukowany między innymi przez ABC Studios. Świetne jest to, że mimo powagi problemów,  które zostały tu poruszone całość nie wypada ckliwie, a budująco.

Główni bohaterowie to ludzie, którzy znajdują w życiu coś ponad przeciętne uciechy. Choroba sprawiła, że mimo różnych wybryków potrafią być dorośli. To niesienie własnego krzyża nie jest jednak napompowane i nadęte. Jest przedstawione z jajem i w sposób przystępny, nierzadko bardzo dowcipny.

red band society 1

Leo, Jordie, Dash, Kara i Emma potrafią wyprawić imprezę na dachu szpitala, bo jeden z nich jutro z powodu raka straci nogę. Co prawda mieli się zalać w trupa, a główny zainteresowany miał trochę pobzykać, ale ostatecznie dobre jest po prostu bycie razem. To bycie razem ma zresztą odzwierciedlenie w samym tytule, który nawiązuje do swoistego rodzaju paktu, jaki zawierają ze sobą główni bohaterowie.

Postaci wykreowane na potrzeby serialu, ich wątpliwości, sam klimat tej produkcji  mają w sobie coś ze Skinsów (tych brytyjskich na całe szczęście). Jasne, "Red Band Society" jest - jak można stwierdzić po pilocie - nieco bardziej złagodzony i kolorowy (po prostu amerykański, chciałoby się rzec), ale czuć tu momentami tę samą niepokorność nastolatków, ten sam bunt.

Bohaterowie "Red Band Society" nie godzą się na to, by choroba zawładnęła ich życiem i je zniszczyła, tak jak Tony, Sid, Maxxie i Cassie nie godzą się na rzeczywistość i rodziny, które ich nie rozumieją bądź nie akceptują. Zresztą w obu serialach możemy znaleźć nawet podobne przypadki medyczne i rysy charakterologiczne.

Mimo że "Red Band Society" to serial o nastolatkach nie jest wyłącznie dla tej grupy wiekowej. Świetnie bawiłam się i naprawdę wzruszyłam, oglądając tę historię o młodych ludziach, którzy zostawieni zostali przed faktem dokonanym - jesteście chorzy i teraz musicie sobie z tym poradzić. Z niecierpliwością i wielką nadzieją czekam na kolejny odcinek. Dobra robota, ABC! Chętnie przyjrzę się też wersji europejskiej, zobaczymy, czy Amerykanie naprawdę dali radę!