1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Cyfrowe Archiwum Muzyczne: Przegapione w 2013 roku

Cyfrowe Archiwum Muzyczne: Przegapione w 2013 roku

Jestem zły, zły na siebie, że podniecony premierami Arctic Monkeys, Queens Of The Stone Age, Haim, Kanyego Westa (i wielu innych znanych większości wam), zapomniałem o tym co niekomercyjne, nie mainstreamowe. Teraz postaram się to nadrobić, wybrałem kilka płyt z 2013 roku, które warto posłuchać. Obiecuję, nie zawiedziecie się.

The 1975

The 1975 to chyba najbardziej znany i najświeższy zespół w tym zestawieniu, a dodatkowo zdecydowanie brzmiący najbardziej popowo i radiowo – w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Ich album 1975 jest po prostu napiszkowany hiciorami, większość płyty to czyste strzały w dziesiątkę. Zespół pochodzi z Manchesteru, składa się z idealnego składu pozwalającego tworzyć przeboje, tzn. dwie gitary, perkusja i bas. Tylko tyle by tworzyć kawałki mogące spokojnie konkurować z czołówką mainstreamu.

Betty Who

No to teraz lecimy na Antypody i witamy Betty Who, która wydała swoją debiutancką EPkę (The Movement) w połowie kwietnia 2013 i uratowała zeszłoroczny pop w moich oczach. Już myślałem, że nic ciekawego oprócz gwiazdorskich płyt Katy Perry i Lady Gagi nie usłyszę, a tu proszę! Może Betty Who nie rozsadziła przemysłu muzycznego od środka, ale przypomniała mi, że banalny (czyli nie ten w stylu Janelle Monáe), przyjemny i trochę á la 80s brzmiący pop,  jeszcze istnieje poza zmurszałą Europą i purytańską Ameryką.

Classixx

Classixx to dwóch DJów pochodzących z Kaliforni. Od dziecka się znają, od bardzo dawna nagrywają i całkiem nieźle im to idzie. Do tej pory mając na koncie remixy i sety nie wypłynęli na szerokie wody muzycznego oceanu. Teraz jednak, dzięki swojemu longplayowi Hanging Games ich sytuacja się trochę poprawiła. Oczywiście nie stało by się tak, gdyby Hanging Games było złym albumem. Kalifornijczycy robią elektronikę i osadzają ją w tanecznych retro klimatach, przez co słuchając płyty odnosi się wrażenie, że zima to tylko stan umysłu. No to co, wypada tylko zakładać „rejbany”, wciągnąć krótkie spodenki i zacząć kleić fototapetę z Venice Beach, upychając gdzieś w kącie plakaty z Pamelą ze Słonecznego Patrolu.

Electric Six

Lubicie głupie (czasami nawet śmieszne) teksty osadzone w klimatach disco/rock? Posłuchajcie Electric Six. W trakcie słuchania ich długogrającego Mustanga można darować sobie zagłębianie się w liryczną warstwę, odpuścić sobie doszukiwanie się czegoś mądrego. Prosta muzyka i niewyszukane słownictwo same do was popłyną, najlepiej jeśli przedtem skropiliście swe gardła czymś mocniejszym, wtedy nawet śpiewanie do lustra „you are a superstar, at the gay bar” nie będzie brzmieć dziwnie.

Flume

Z Flume wypływamy już na właściwie wody elektronicznego „hipsteryzmu”. Album Flume z 2012 roku (zatytułowany tak samo jak pseudonim artysty) jest jednym z moich ulubionych elektronicznych płyt sprzed dwóch lat, dlatego sam sobie się dziwiłem jakim cudem przegapiłem kolejny krążek. W 2013 Flume wydał tylko EPkę, ale gdybym miał wybierać między świetnie grającą EPką a średnim LP wybrałbym to pierwsze. Tym razem młody Australijczyk połączył swoje siły z Chetem Fakerem i muszę powiedzieć jedno – ten duet nie rozczarowuje. Trochę zawodzące i melancholijne śpiewanie Cheta w zestawieniu z elektronicznymi podkładami Flume’a pozwalają pokonywać długie kilometry ulic. Mając słuchawki na uszach można szybko znaleźć się w pożądanym miejscu, taka teleportacja mimowolna.

Kim Cesarion

Coś lekkiego i popowego, ale ze Szwecji. Kim Cesarion obił mi się o uszy całkowicie przypadkowo, jakiś czas temu wyskoczył na mnie z telewizora i wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ten szwedzki wokalista może dumnie reprezentować swój kraj obok takich gwiazd jak Roxette. Niestety na razie wydał tylko dwa single, ale jeżeli Kim ma tak dalej śpiewać (falsetem), to już przebieram nogami na wszelkie wieści o jego longplayu.

Kurt Vile

Szukacie brzmienia przypominającego Springsteena i śpiewania na modłę Lou Reeda? Kurt Vile ze swoim najnowszym albumem będzie zatem w sam raz. Trochę melancholii, dużo gitarowego grania oraz zmuszanie słuchacza do wsłuchiwania się w tekst, tak wygląda Wakin On A Pretty Daze. Genialne wydawnictwo do posłuchania, gdy pod sobą ma się wygodne łóżko i chwilę dla siebie.

Man Man

On Oni Pond – od Man Man – nie jest może najwybitniejszą płytą 2013 roku, ale wydaje się idealną odskocznią od reszty napuszonej alternatywy. Krążek miejscami snuje się niczym nasze polskie pociągi, ale bywają takie momenty (jak podczas słuchania Head On), że jedno wysłuchanie utworu nie wystarcza i z każdym krokiem zaczyna się doceniać płytę coraz bardziej. Czasami prosty groove i nienachalne melodie wystarczają za sztab producencki, tak jak na On Oni Pond.

Okkervil River

No to teraz trochę ambitniej. The Silver Gymnasium to album koncepcyjny i dosyć osobisty. Will Scheff (wokalista) wyśpiewuje nam do ucha swoje przeżycia z rodzinnego miasteczka, wciągając nas w swoiste słuchowisko ze świetną ścieżką muzyczną.

Pentatonix

Jeżeli dotychczas sądziliście, że zespoły wokalne są passé, to musicie posłuchać Pentatonix. Ich a cappella wykonania przebojów – jak chociażby Can’t Hold Us – brzmią często lepiej niż oryginalne wersje.

Rebeka

Rebeka, czyli polska duma z zakresu muzyki elektronicznej, nie jest może tak przebojowa jak Kamp!, ale nie można temu duetowi (Iwona Skwarek, Bartosz Szczęsny) odmówić klimatu, jaki tworzą na swojej Helladzie. Płyta nie jest pozbawiona wad, bo miejscami byłem zmuszony skierować swój palec na przycisk przewijania, ale hej, to ich pierwsza płyta. A żeby być na czasie, to wypada znać Rebekę i koniec.

Roosevelt

Roosevelt to muzyczny projekt za którym stoi młody Niemiec – Marius Lauber. Ten pan nie ma za grosz pokory, bo jego EPka może spokojnie konkurować z takimi gigantami jak Disclosure czy Caribou. Oprócz Classixx, Roosevelt to zdecydowanie topowe (elektroniczne) brzmienie w tym zestawieniu, szkoda tylko, że tak późno sobie o Roosevelt przypomniałem.

Sarah Jarosz

Ta teksańska piosenkarka o polskich korzeniach spowodowała, że po raz pierwszy od dłuższego czasu, zatrzymałem się na płycie country i przesłuchałem ją całą. Sarah nie usypia, nie powoduje odruchów uduszenia się kablem od słuchawek, niebywały wyczyn jak dla mnie, w końcu to country…

The Preatures

Co byście powiedzieli na takie Haim, ale dużo mniej znane? Dzięki The Preatures można zabłysnąć w towarzystwie. Ten rockowy zespół z Australii zaskoczył mnie całkowicie. Kiedy już myślałem, że nic tak dobrze brzmiącego jak wspomniany wcześniej Haim się nie pojawi, włączyłem sobie Manic Baby i zamarłem. Is This How You Feel to jedna z tych EPek, które powodują natychmiastowe przeczesywanie internetu żeby się dowiedzieć, kiedy longplay się ukaże.

Son Lux

Tym razem nie cała płyta, a tylko jeden utwór (Lost It Trying) przykuł moją uwagę. Lanterns – longplay od Son Luxa – jest straszliwie nudny i wywraca flaki do góry nogami, ale za to Lost It Trying? Uff, wyobraźcie sobie dziecko M83 i chłopaków z MGMT, nie wiem jakim cudem byłoby to możliwe, ale postarajcie sobie to wyobrazić. Coś cudownego.

The Virgins

The Virgins to idealny przykład tego, jak amerykański zespół może brzmieć bardzo brytyjsko, tak jak Rooney kiedy jeszcze nagrywali. Płyta  Strike Gently powstała w wytwórni Cult Records, założonej przez Juliana Casablancasa i wiecie co? Julian powinien może wybrać się do The Virgins na parę lekcji tego, jak robić dobre płyty, bo ostatnio coś kiepsko mu to wychodzi z The Strokes.

Tomasz Makowiecki

Tak, Tomek Makowiecki żyje i ma się dobrze. Tomek pokazał wszystkim, że nie jest tylko mężem Reni Jusis i chłopakiem co wystąpił w "Idolu". Jego Moizm jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych polskich płyt wydanych w 2013 roku. Cieszę się, że Makowiecki porzucił pop-rock dla nastolatek i zajął się synthpopem, dobrze mu to wychodzi, oby tak dalej.