1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Miłość na Bogato – nowa nadzieja i predyspozycje na horyzoncie

Lekko zawiedziony drugim odcinkiem sądziłem, że teraz może być już tylko lepiej („aktorsko”), co dla mnie znaczy gorzej. Moja ukochana Marcela (prawie) przestała nas zachwycać swoją nowobogacką mową, Monika nie wtykała swoich plastikowych ust tam gdzie nie trzeba, Janek był trochę mniej „spuchnięty”, a Justyna miała policzki mniej wypchane watą niż zwykle. Karolina, Sylwia i Gabron ratowali trochę sytuację, ale powiedzmy sobie szczerze, Marceli nikt nie zastąpi, nawet „optykalność” Sylwii. Na całe szczęście w trzecim odcinku stary porządek został przywrócony. Jest źle, jest bardzo źle i o to chodzi!

Miłość na Bogato – nowa nadzieja i predyspozycje na horyzoncie

Takie tam problemy pierwszego świata (spojlery)

Pamiętacie jak w drugim odcinku Justyna zostaje postawiona przed dramatycznym zwrotem akcji, tj. brakiem wystarczających funduszy na koncie? Biedna w szale zakupowych uniesień nie zwróciła uwagi na jedno zero więcej. Pff, w końcu dla przedstawicielki klasy średniej Wałcza, o przepraszam Warszawy, 5600 za sukienkę to jeszcze nic takiego. Tak przynajmniej wynika z konwersacji Marceli z Justyną:

Justyna: Okazało się, że sukienka nie kosztuje 560 zł tylko 5600 i to trochę zmienia… wszystko. – O RLY? Mi jak wypada z portfela 100 zł to się nawet nie schylam, takie bogactwo!

Marcela: To jest wiesz, sukienka od (wybaczcie mi nie wiem co tutaj Marcela mówi, na przeszkodzie stanęła mi jej dykcja), także tyle takie sukienki kosztują, nie?

Justyna: Teraz już wiem…

Marcela: Ale jak mogłaś w ogóle cenę przeoczyć? Powiedz mi, dla mnie to jest niemożliwe – oj nie tylko dla Ciebie Marcelo, nie tylko dla Ciebie…

Skoro jednak Justyna już wie, że miłość „na bogato” jest na bogato, to może czas już skończyć z tym pastwieniem się nad nią? Heh, ale ze mnie dowcipniś ostatnio, oczywiście że nie. Justyna oddałaby sukienkę do sklepu jak normalna kobieta, której przecież może od czasu do czasu coś się pomylić, ludzkie to, ale skądże znowu. Justynka wyszła w sukience ze sklepu i wyobraźcie sobie, że ją ubrudziła! Gdzie? Jak? Nie wiadomo. Trudno, 5600 się zarobi i nie ma co płakać, przynajmniej jest w co się ubrać na imprezę, a to podstawa wielkomiejskiego życia.

Marcela is back!

Taka, jaką ją wszyscy znamy i lubimy, czyli hiperpoprawna językowo i mająca problemy ze składnią Marcela powraca. W zasadzie to całkiem intrygujące, skąd taka nienawiść Marceli do zaimka „ci” i uwielbienie dla zaimka „tobie”. Może w przeszłości ktoś ją zmuszał do ciągłego powtarzania „tobie” i tak już zostało biednej – tajemnicę pewnie zabierze do grobu. Przykłady marcelowskiej burżuazyjnej mowy:

Ja Tobie pożyczę

Ja chcę Tobie pomóc, naprawdę

A gdybym znalazła Tobie jakiś inny casting?

Wszystkie te zwroty padły podczas jednego ujęcia! Biorąc pod uwagę aktorskie popisy Marceli, Justyna przy swojej serialowej kuzynce wypadła naprawdę… dobrze! Jeszcze trochę a pomyślę, że Justyna się stara. Na deser, ostatnie „tobie” w odcinku:

Marcela do Justyny: A coś napisał znowu Tobie? – jak tak dalej pójdzie i Marcela będzie rozwijać swoją zdolność rujnowania szyku zdań, to sam mistrz Yoda jej pogratuluje.

Poprawność językowa to jedna rzecz, ale dykcja… Za każdym razem, gdy oglądam Miłość na Bogato muszę zakładać słuchawki, przy scenach z Marcelą dodatkowo rozkręcam potencjometr do granic możliwości. Moje uszy krwawią, ale nie ma innego sposobu żeby zrozumieć, co nasza ukochana bohaterka ma nam do powiedzenia. Jak Boga kocham, no nie ma innego sposobu!

A na koniec jeszcze ulubione zakończenie zdania, czyli słynne pytające „nie?”. Tak jakby jakaś siła nieczysta próbowała tutaj ingerować i za każdym razem zmuszała biedna modelkę do podkreślania swojej głupoty, nie?

Do wytwornych dialogów niewątpliwie mógłbym zaliczyć też komentarz Marceli na temat przyniesionych przez Janka drinków w klubie nad Wisłą:

Marcela: Kochanie piciu piciu, bo uschnę z pragnienia!

Nagle słychać w tle wołanie przywodzące na myśl wygłodniałe Crittersy:

Justyna: PICIEE!

Jednak najjaśniejsza gwiazdą tej sceny była pojawiająca się znikąd Monika. Najpierw w kadrze widzimy usta, biust, długo długo nic, dopiero potem pojawia się reszta ciała wyfiołkowanej Moniki, która (chyba) specjalnie dla męskiej części publiczności występuje w swym gustownym outficie i głową pełną genialnych dialogów. Marcela obrażona, że na moment zabrano jej tytuł „autorki najgłupszych wypowiedzi”, zabiera Janka i zostawia Justynę z Moniką sam na sam, co kończy się w ten sposób:

Monika: Cześć. Nie miałyśmy okazji się poznać. Widziałam Cię w klubie, ale teraz muszę zaczepić Cię o Twoją sukienkę – nie wiem jak ona chce zaczepić Justynę o jej sukienkę, ale ok - ponieważ jest taka piękna i mi się podoba, że… - w tym momencie masywne ilości neuronów poszły w ruch – masz gust widać.

A jak już odpowiednie parte mózgu zostały wprawione w ruch, to efekt jest taki:

Monika: Mam nadzieję, że nie odziedziczyłaś tutaj po kuzynce. – jak ktoś mi wytłumaczy proces dziedziczenia po kuzynostwie, to będę bardzo wdzięczny. Dziedziczenia tutaj, rzecz jasna.

Na osłodę dostajemy jeszcze przepiękną scenę zabawy Moniki ze słomką, aaach…

Iza i Mateusz – I para odcinka

Bez wątpienia relacje Izy i Mateusza bardzo miło się ogląda. Iza jest „głupiutka”, chce wakacji, mieć ciągle chłopaka przy sobie, żeby go głaskać i pić z nim drinki, ale jednocześnie bogactwo musi być! Tak jest, szczególnie jeśli mowa o weselu. I to nie byle jakim weselu, bo Iza swoich gości nędznym barszczem nie poczęstuje! Za to kuchnia molekularna czy „coś”, już prędzej. Pytanie tylko jak biedny Mateusz, który ciągle musi chodzić na imprezy, ma zarobić na to wszystko?

Gabron i Sylwia – II para odcinka

Gabron i Sylwia w konkursie na najdziwniejszą parę przegrali tylko dlatego, że Iza zaszła w ciążę, a dziecko to rzecz najważniejsza, więc nawet (pierwsze na antenie) przekleństwo Sylwii na literę „k” i „bójka” Gabrona z adoratorem swojej niedoszłej ex nie były w stanie pomóc. Poza tym, Gabron zaniża (czyli podwyższa) poziom serialu, dzięki doświadczeniu wyniesionemu z Hotelu 52 jest zdecydowanie najlepszym „aktorem” z całego grona, czym niemożebnie psuje mi całą zabawę.

Imprezy na plaży ciąg dalszy

Muszę przyznać, że podziwiam Janka, Marcelę, Gabrona i Justynę, spędzić prawie cały dzień, a potem jeszcze noc w klubie... wow. Jednak ta „warszawka” to się potrafi bawić! Koniec końców szczęśliwi/bogaci czasu nie liczą, a już na pewno nie zważają na swój potok słów, intonację, akcenty i dykcję, przez którą musiałem po kilka razy odtwarzać te same dialogi:

Iza: Serce nie wybiera, on mnie dobrze traktuje, no.

Sylwia: Cały czas te sytuacje się powtarzają.

Iza: Ta? A Ty i Gabron to co? – celna riposta Izo – Pogodzeni jesteście?

Sylwia: Nieee.

Iza: Gdzie masz chłopaka? Gdzie masz chłopaka?

Kilka niepotrzebnych wyrazów dalej…

Sylwia: Musi swoje zrozumieć.

Iza: No i super świetnie, hyhyhy.

Na scenę wkracza Monika, co Marcela komentuje w typowy dla siebie pozbawiony emocji sposób:

Marcela: Jezu, jak mnie ona denerwuje.

Poziom wczuwania się w swoją rolę i odpowiednie kierowanie intonacją przypomina mi słynne „daaaj kamienia” albo „k… moje pole”.

Dzięki imprezie na plaży poznajemy bliżej – czy tego chcemy czy nie – postać Nikodema, tego od „Już. Teraz. Tak. Jutro?”. Najwyraźniej Nikodem odstawił już swoje proszki pobudzające, bo w tym odcinku jego język już tak bardzo giętki nie jest i nie natrafiamy na cieszące ucho zbitki wyrazowe, niestety.

Wszystko przez jajecznicę

Mateusz zmartwiony tym, że za mało się stara dla swojej ukochanej, zrobił Izie jajecznicę na śniadanie. Danie najwidoczniej było za mało wytworne dla matki i… dla dziecka. Organizm przyzwyczajony do kuchni molekularnej odrzucił przaśne śniadanie. Niech się dziecko uczy od małego, jak żyć na bogato.

Jako że zajście w ciążę to wspaniała nowina, toteż Iza postanowiła zwierzyć się swojej przyjaciółce Marceli. Dzięki temu na sam koniec odcinka dostajemy wybitną konwersację:

Iza: Coś mnie tknęło i poszłam do apteki po test ciążowy.

Marce: Po test ciążowy? Po co?

Niestety nie potrafię za pomocą słowa pisanego oddać bezsensowności tej sceny, wybaczcie mi.

Jak widzicie, trzeci odcinek był doprawdy wyśmienity. Teraz jestem już pewien, że czas wcale nie wpłynie pozytywnie na umiejętności aktorskie obsady Miłości na Bogato. Nie mam się już o co martwić. Dopóki aktorzy będą wymyślać własne dialogi, dopóty serial będzie zły i ja go będę oglądać.