1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Dlaczego nie jestem fanem Hansa Zimmera, na przykładzie soundtracku do Incepcji

Dlaczego nie jestem fanem Hansa Zimmera, na przykładzie soundtracku do Incepcji

Chcąc nie chcąc, Zimmera słyszymy dosyć często. W tym roku najpierw w Man Of Steel (o którym pisał Czarny Iwan), a teraz na soundtracku do filmu The Lone Ranger. Mając jednak na uwadze wiele głosów, na temat tego, jaki to Zimmer nie był wspaniały tworząc muzykę do Incepcji, postanowiłem raz jeszcze rzucić okiem na to „arcydzieło” i rozprawić się z tym mitem.

Na początku ustalmy pewne fakty. W przypadku Incepcji nie ma mowy o pisaniu muzyki do filmu, tzn. nie powstała żadna, specjalnie przygotowana partytura. Co oznacza, że muzyka w filmie to po prostu zwykły skompilowany soundtrack. Żeby było prościej, wyjaśnię na przykładzie Gwiezdnych Wojen, które większości z was z łatwością przyjdą do głowy jeśli mowa o muzyce filmowej. W przypadku dzieła Lucasa, John Williams oglądał każdą minutę filmu i to co czuł przelewał na papier pisząc partyturę, dzięki czemu powstał unikalny twór żyjący własnym życiem.

W zasadzie pomysł z pisaniem muzyki do filmów opiera się na tym, że ustala się pewien motyw przewodni (czasami nawet nie jeden) i tworzy się na podstawie niego różne wariacje w zależności od pojawiającej się na ekranie postaci lub sceny (tragicznej, komediowej etc.). Najlepszym, w miarę nowym przykładem niech będzie muzyka do Piratów z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły, za produkcję której odpowiedzialny był Klaus Badelt. W tym soundtracku przeważa jeden, znany wszystkim motyw (szczególnie wytłuszczony w utworze He’s a Pirat), który był przeistaczany w kolejne utwory.

Soundtrack może być też zbiorem opublikowanych wcześniej piosenek - najłatwiej zapadające w pamięci są chyba te spod znaku Tarantino. Hans Zimmer stworzył taki właśnie własny zbiór, który Nolan zaakceptował i wykorzystał później w Incepcji. Dlatego nie jest to muzyka pisana specjalnie pod obraz, a po prostu zaaranżowanie i wykorzystanie kompozycji już istniejących i dopasowanie ich do filmu. W skrócie: pokaż Hans co tam masz, a coś się z tego pewnie upichci.

O ile jednak dzieła Tarantino słyną z genialnie dopasowanej ścieżki dźwiękowej, to muzyki z filmów Nolana się w ogóle nie czuje. Jest bo jest, wkracza wraz z wyświetlanym obrazem i zostaje w kinie, w którym ją słyszeliśmy. Kompletnie nie wpływając na nasze emocje już po seansie. Co więcej, ciężko skojarzyć jakąkolwiek postać/scenę z konkretnym motywem.

Niektórzy mogą odnieść inne wrażenie, ale domyślam się, że podyktowane jest to faktem „napompowania” patosem i nadużyciem ciężkich brzmień, basów syntezatorowych w parze z tubami, helikonami, kontrafagotami i kontrabasami, czyli tym co najniższe w rejestrze orkiestry symfonicznej. Dodać do tego szczyptę dramatycznych skrzypiec i proszę bardzo, zaraz człowiek ma wrażenie, że obcuje z czymś „wielkim” i wybitnym. Tak, jak chociażby w Dream Is Collapsing.

Ogrom brzmienia impoujący, prawda? Jakże to typowy zabieg dla Hansa Zimmera, ale słuchając następnego utworu (Radical Notion) spróbujcie wrócić myślami do poprzedniego, zadanie dosyć karkołomne. To, co było jeszcze kilka minut temu, teraz ulotniło się w bardzo szybki sposób. Nie ma tutaj mowy o jakiejkolwiek melodyjności. Ma być głośno jak jest rozwałka, cicho w momentach intymnych i gęsto/żwawo podczas ucieczki bohaterów. Prosty algorytm zastosowany praktycznie w każdym nowszym filmie z udziałem Zimmera, dzięki któremu z łatwością mogę sobie wyobrazić soundtrack z Dark Knight Rises w Incepcji i na odwrót. Jakoś nie potrafię jednak zrobić tego samego z Batmanem i Sokiem z Żuka Burtona...

Odnoszę nieustanne wrażenie, że innowacyjność Zimmera, wyniesiona z lat 80-tych, kiedy to potrafił łączyć muzykę elektroniczną z symfoniczną, stała się jego kula u nogi i czymś, co powoduje maksymalną wtórność jego dzieł. O Rain Manie już wielu zapomina, tak samo o świetnym Królu Lwie, także panie Zimmer, czas się wziąć chyba do uczciwej roboty. Koniec z kalkowaniem samego siebie, może nawet czas odłożyć na bok komputer, a wziąć do ręki zwykły długopis i kartkę z pięciolinią.