1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Co się dzieje z Bad Company? EA i DICE nie chcą iść za ciosem

Co się dzieje z Bad Company? EA i DICE nie chcą iść za ciosem

Tegoroczne targi E3 pokazały, że DICE ma ręce pełne pracy. Szlifowanie nadchodzącego Battlefield 4, prace nad Mirror’s Edge oraz otwarcie studia w Los Angeles, które zajęło się nowym Battlefrontem – gdzie w tym planie działania jest miejsce na kapitalne Bad Company, które podbiło serca graczy?

Bad Company nie dla posiadaczy komputerów

bad company logo

Kiedy Battlefield: Bad Company ukazało się na konsolach aktualnej generacji, posiadacze komputerów osobistych słusznie zgrzytali zębami. Pierwsza część przygód jedynej w swoim rodzaju kompanii B, pod dowództwem sierżanta Samuela Redforda, była ogromnym sukcesem. Chociaż 3 miliony sprzedanych egzemplarzy nie da się porównać do wielomilionowych zysków Activision i ich Call of Duty, nowa marka wniosła do gatunku wymagany powiew świeżości.

Głównie za sprawą humoru, który po prostu wylewał się z ekranu. Wulgarność, aluzje do innych gier oraz naprawdę dobre dialogi postaci zwróciły na siebie uwagę wszystkich znudzonych smażalnią kotletów od Acitvision. Zresztą, zobaczcie sami:

Bad Company 2 podbija serca posiadaczy PeCetów

Kompania B wykonuje misje typu stealth w unikalnym stylu. Chłopaki wiedzą, jak bezpiecznie obchodzić się z granatami. Nie zabrakło również aluzji do zwiastuna Gears of War, ze znanym „Mad World” w tle. Kiedy okazało się, że Bad Company 2 jednak wyląduje na komputerach, radości nie było końca. Użytkownicy PeCetów dali nowemu Battlefieldowi szansę, co zaowocowało bardzo dobrymi wynikami finansowymi. Jak przyznają sami Elektronicy, sprzedaż Bad Company 2 w edycji na PC „przerosła ich oczekiwania”. Tytuł przyniósł twórcom dwa razy więcej zielonych, niż pierwsza odsłona.

Ogromna w tym zasługa rozbudowanego trybu wieloosobowego, z rewolucyjnym systemem zniszczeń – przy użyciu pojazdów i odpowiedniej siły ognia mogliśmy doszczętnie zdemolować mapy, nie tylko niszcząc budynki, ale również orając ziemię lejami po wybuchach i potężnym ostrzale. Kontynuacja serii wydawała się więc oczywistą sprawą, prawda?

EA chce większy kawałek tortu

Z punktu widzenia gracza i krótkofalowych zysków, prawda. EA miało jednak inne plany. Elektronicy wytoczyli potężne działa przeciwko Activision, walcząc o rynek sieciowych strzelanin. W starciu z Call of Duty Bad Company nie było pełnoprawnym konkurentem. Poczucie humoru i konstrukcja spin-offu podstawowej serii nie dała się łatwo zestawić z produktami Activision. EA potrzebowało czegoś większego, czegoś znacznie bardziej hucznego i spektakularnego. Potrzebowało pełnoprawnej kontynuacji udanego Battlefield 2. DICE rozpoczęło prace nad częścią trzecią, która pod każdym względem miała przebijać wszystko, co do zaoferowania miała nie tylko konkurencja, ale również wcześniejsze odsłony Battlefielda. Operacja zakończyła się jedynie połowicznym sukcesem.

armored kill

To, że Battlefield 3 na stałe wgryzł się w rynek sieciowych strzelanin, zabierając sporą część tortu z rąk Activision, jest nie do podważenia. Niestety, „trójka” w wersji na PC oraz konsole aktualnej generacji to dwa różne światy. Ogromne mapy, będące główną siłą Battlefielda, w wersji na X360 i PS3 zostały wykastrowane z części otwartego obszaru oraz połowy graczy, jacy mieścili się w wersji na komputery osobiste. Kiedy po rozegraniu paru sesji z DLC „Siły pancerne” zobaczyłem to samo rozszerzenie w wersji na konsole, poczułem złość. Takiej pańszczyzny już dawno nie widziałem. Warto dodać, że Battlefield 3 był krokiem wstecz również pod względem destrukcji otoczenia, boleśnie ograniczonego i znacznie bardziej oskryptowanego, niż w Bad Company 2.

Battlefield 4 rozpycha się łokciami

Na tegorocznej konferencji EA DICE grało pierwsze skrzypce. Uwaga twórców była skupiona na promocji nadchodzącego Battlefielda 4, gotowego do zaoferowania posiadaczom konsol doznań, jakie już teraz mają Ci korzystający z komputerów. Na ten moment najnowsze dzieło Szwedów rozkłada na łopatki również Call of Duty: Ghost. Gra Activision, chociaż w końcu doczekała się nowego silnika graficznego, mentalnie wciąż pozostaje w aktualnej generacji sprzętu. Co jednak z samym Bad Company?

patrick bach dice

Wszelkie nadzieje rozwiał wczoraj pracownik DICE - Patrick Bach. W wywiadzie z serwisem IGN Bach przyznał, że na ten moment Digital Illusions nie posiada odpowiedniej ilości pracowników, aby zająć się Bad Company. Patrick nie minął się z prawdą. Z powodu nie wystarczającej ilości rąk do pracy DICE otworzyło nową filię swojego studia, zlokalizowaną w Los Angeles. To jednak tylko część problemu. EA nie chce odwracać uwagi od Battlefield 4, czego najlepszym przykładem jest nie tylko zamrożenie Bad Company, ale również zawieszenie serii Medal of Honor, która w 2010 roku dokonała nieudanego powrotu z niebytu.

Jest alternatywa

Co pozostaje fanom Bad Company? Cóż, niestety, jesteśmy skazani na czwartego Battlefielda. Ten zapowiada się na godnego następcę „trójki”, realizowanego z jeszcze większym rozmachem. Na całe szczęście zawsze można wrócić na serwery Bad Company. Sprawdziłem ich kondycję i te wciąż mają się bardzo dobrze, z odpowiednią ilością graczy, aby rozegrać parę starć nawet na największych mapach, z maksymalną ilością 64 graczy.

bad company 2 vietnam

Bad Company 2 w najniższej cenie oferuje na ten moment (o dziwo) Origin, chcąc za tytuł skromne 27 złotych i 45 groszy. Od siebie polecam rewelacyjny dodatek Bad Company 2: Vietnam, przenoszący graczy parędziesiąt lat wstecz, w rejony Azji. Oba tytuły zdecydowanie warte są swojej ceny. Sam również wracam na serwery tej gry, chwilowo zmęczony „wielkością” trzeciego Battlefielda. Do zobaczenia na polu bitwy!