1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Krew: Ostatni Wampir – lipne potworki, lipna krew, lipny film

Krew: Ostatni Wampir – lipne potworki, lipna krew, lipny film

Krew: Ostatni Wampir jest błazeńską próbą zekranizowania niezłego anime. Jeśli jesteś fanem oryginału – nie czeka na Ciebie nic poza rozczarowaniem. Jeśli nie - przygotuj się na całą kolekcję ogranych klisz i schematów.

Film, w reżyserii Chrisa Nahona (którego możesz znać z Imperium Wilków), jest adaptacją anime z 2000r., pod tym samym tytułem. Oryginał miał być trylogią krótkometrażowych wydań znanych jako OVA, ale z powodu ciasnego budżetu i braku czasu – wyprodukowano jedynie część środkową. Animacja zdobyła wystarczającą popularność i uznanie, żeby padła decyzja o nakręceniu wersji aktorskiej.

Ji-hyun Jun gra Sayę, tajemniczą pół-wampirzycę, współpracującą z Bractwem, starożytnym zakonem łowców... krwiopijców – film niezbyt dobrze wyjaśnia naturę tych istot. Saya dostaje nową tajną osobowość i zostaje wysłana do liceum w amerykańskiej bazie wojskowej w Kanto. Tam, po zlikwidowaniu całej armii demonów, powstaje dość niezręczna sytuacja, w której Saya stoi pomiędzy przedstawicielami armii amerykańskiej i swojej supertajnej organizacji. Wkrótce, musi stanąć w ramię w ramię z córką zamordowanego generała przeciwko swojej nemesis – Onigen, pani demonów, która stulecia wcześniej zamordowała jej ojca.

blood3

Jak na tytuł „Krew- Ostatni Wampir” - natura filmowych potworów jest zarysowana bardzo cienką kreską. Dostajemy te istoty, znane jako „pijawki”, które co prawda mogą przyjmować ludzką postać (i w ten sposób ukrywają się między nami, oczywiście), ale w swojej prawdziwej postaci wyglądają jak najbardziej banalny horrorowa kreatura, jaką można poskładać z polygonów i tekstur (praktycznie ork ze skrzydełkami). Nie ma wyjaśnienia czym właściwie jest mordercza Onigen (po za tym, że jest zła i bardzo potężna) i jaki jest jej związek z jej sługami. Bo jeśli Saya ma być „Ostatnim Wampirem” (i to nie jest żadna pomyłka tłumaczy, tytuł naprawdę tak brzmi) – czym właściwie jest cała reszta?

Z dekoracji, kostiumów i dialogów mogę wiele z tego wnioskować – mitologia i serce są na właściwym miejscu. Jest sporo uroku wynikającego z osadzenia akcji w latach siedemdziesiątych. Wizualnie jest naprawdę ładnie: Dobrze dobrana tonacja kolorów, odpowiedni nastrój epoki, piękna koreanka mordująca tony wampirów – przepraszam, „pijawek”- w japońskim, szkolnym mundurku. Niestety film jest kompletnie zniszczony przez biedne wykonanie, okropne efekty specjalne i mało inteligentne dialogi.

Scenariusz odgrywa wszystkie swoje wątki bardzo bezpiecznie – nie ma żadnego zwrotu fabularnego, którego nie jesteś w stanie przewidzieć w przeciągu kwadransa od pojawienia się tytułu. Wszystko to już gdzieś widzieliśmy, często zrobione lepiej, ciekawiej, z bohaterami posiadającymi więcej charakteru niż świstek bibułki. Mamy klasyczną opowieść o zemście, ograną do bólu „zaskakującą” relacje antagonistki i bohaterki, mamy mistrza Kung fu wychowującego ją daleko w górach, mamy wszechobecną supertajną organizację do mordowania demonów i ukrywania ich egzystencji – wszystko, co ten film oferuje to stare i ograne tropy, które nie są w stania zaskoczyć lub zaciekawić widza w jakikolwiek sposób. Wszystko to przy akompaniamencie hektolitrów sztucznej, komputerowej krwi.

blood2

Efekty specjalne są godne pożałowania. Nie zrozumcie mnie źle: nie mam nic przeciwko animacji komputerowej jako takiej. Ale kiedy jest zrobiona w tak tani i amatorski sposób, wygląda obrzydliwie nienaturalnie. Pamiętacie smoka z Wiedźmina? Cóż, ten film mógłby z nim konkurować o tytuł najgłupiej wyglądających potworków CGI. I nie mogę tego ignorować, kiedy niemal każda scena akcji jest przepełniona czyimiś pierwszymi próbami w After Effects.

Jeśli chodzi o adaptacje anime – widziałem dużo gorsze (Patrzę na Ciebie, Dragonball Evolution). Zatem, jeśli podobał ci się oryginał, i masz ochotę obczaić adaptację – możesz spróbować zobaczyć  na VOD.pl, ogląda się raczej bezboleśnie. Ale Krew: Ostatni Wampir nie oferuje niemal niczego dla... kogokolwiek innego.