1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Mamo, ten pan zjadł mi mózg! State of Decay - wystartowała gra o zombiakach

Mamo, ten pan zjadł mi mózg! State of Decay – wystartowała gra o zombiakach

W usłudze Xbox Live Marketplace, Microsoft uruchomił wczoraj grę State of Decay. Ten sandboksowy tytuł okrzyknięty został „GTA z zombiakami” i przez fanów zgniłego mięska na dwóch nogach był bardzo mocno wyczekiwany. Opłacało się czekać?

Aktualnie nie ma planów na wydanie gry w wersji pudełkowej. Jest tylko „cyfrówka” w cenie 1500 punktów Microsoftu. Nie ma również wersji na PC, ale to ma się zmienić, chociaż nie wiadomo jak długo przyjdzie jeszcze poczekać na wersję blaszaną. W każdym razie gra jest już do zassania na pudełko i jeśli wierzyć recenzentom z IGN, a także uśrednionej ocenie z Metacritic, jest dobrze. Nawet bardzo dobrze.

Po wizycie na Wyspie Banoi, zabawie z serią Left 4 Dead, czy wojażach z Undead Nightmare, można było poczuć pewien przesyt zombiakami, ale panowie z Undead Labs zaoferowali graczom rozrywkę w innym wymiarze, pełniejszym. Nie chodzi tylko o to, żeby wbić maczetę w nadgniłego jegomościa albo przestrzelić łepetynę. W State of Decay trzeba mocniej skupić się na przeżyciu: wybudować bazę, uczestniczyć w życiu ludzkiej społeczności, zabezpieczyć surowce. Przy tym jest to świat otwarty, co oznacza, że można wejść do każdego budynku, wędrować w dowolnym kierunku, używać napotkanych pojazdów i przedmiotów, a nawet konstruować własne zabawki jak np. ładunki wybuchowe.

W światach opanowanych przez zombie zawsze pociągało mnie to, że zdechlaki kręcą się wokół całego tego dobra pozostałego po ludziach. Supermarkety pełne żarcia w puszkach, salony samochodowe z bryczkami jak marzenie, sklepy z bronią, gdzie na pewno zatrzymałbym się na dłużej. Twórcy gry myśleli chyba podobnie, bo umożliwili graczom penetrację wszystkich tych miejsc i zakupy od rana do wieczora bez konieczności płacenia. Oczywiście jest w tym haczyk, bo może się okazać, że ekspedient to bardzo wygłodniały zombie, ale bez ryzyka nie ma przecież przyjemności, prawda? Przytoczę tylko jeden fakt dla zobrazowania powyższej sytuacji. W grze można znaleźć aż 40 rodzajów broni (z arsenału niemal 100), a niektóre pukawki z chęcią przytuliłby nawet sam John Rambo. Jednocześnie, jak to w życiu bywa, niekiedy trzeba wykazać się umiejętnościami manualnymi i pomysłowością, żeby doprowadzić broń do stanu używalności.

Panowie z Microsoftu udostępnili oczywiście darmowego triala, który pozwala przekonać się o miodności gry. Można też obejrzeć steama wyfasowanego przez pracowników Undead Labs (cały trwa ponad godzinę i podzielony został na trzy części – powyżej znajduje się pierwszy fragment). Ten obszerny zapis z gry pozwala lepiej zorientować się, z czym mamy do czynienia. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę, że dwóch dziadków, którzy opowiadają o State od Decay, w gruncie rzeczy reklamuje grę, ale na szczęście obraz nie kłamie, a słuchać nie trzeba. Aktualna, obiektywna ocena gry na Metacritic wynosi 7.6 (na podstawie ponad 50 recenzji). Jest dobrze, a więc najbliższy weekend zapowiada się bardzo pracowicie. State of Decay już czeka na gości. Kto się wybiera?