1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Maczeta zabija - zobaczcie trailer prawdopodobnie najbardziej szalonego filmu akcji w historii

Nie każdy reżyser ma cojones na tyle duże, by zignorować wszelkie zasady rządzące kręceniem współczesnych filmów akcji i zwyczajnie świetnie się bawić, wrzucając do swojego filmu każdy pomysł, jaki tylko wyda mu się wystarczająco fajny, nie zważając na cokolwiek.

Maczeta zabija – zobaczcie trailer prawdopodobnie najbardziej szalonego filmu akcji w historii

Robert Rodriguez ma. A przy okazji posiada też ten komfort, że może kręcić swoje najbardziej szalone i groteskowe filmy, a nikt mu przy tym nie będzie patrzył na ręce. I nie mówię tu nawet o tym poziomie absurdu, jaki widzimy np. u Quentina Tarantino, z którym zresztą reżyser jest w bardzo dobrej komitywie - filmy Rodrigueza wyglądają raczej jak scenariusze wymyślane przez nadaktywnego nastolatka zafascynowanego kinem akcji rodem z lat 80-tych. Dość powiedzieć, że bardzo brutalne, oparte na komiksie Franka Millera Sin City czy popularne dzięki bardzo częstym emisjom w telewizji Desperado to jedne z bardziej grzecznych i ułożonych pozycji w jego dorobku, a kto je widział, ten wie o jak... oryginalnych filmach tu mowa (oczywiście pomijając te wszystkie dziwaczne produkcje familijne, które pasują do reszty filmografii Rodrigueza jak pięść do oka). Zresztą, pisałem niedawno o Planet Terror, więc jeśli mieliście okazję się zapoznać z tekstem lub samym filmem, to będziecie doskonale wiedzieli, o jakim kinie tu mowa.

Zacząłem od takiego wstępu, bowiem niedawno pojawił się trailer kolejnego filmu Rodrigueza, Machete Kills (Maczeta Zabija w polskiej wersji), sequelu produkcji z 2008, o której za chwilę. I ów zwiastun jest wręcz podręcznikowym dowodem na moją tezę. Serio, gdyby przyszło mi bazować na mojej młodocianej fascynacji tanimi filmami akcji, jakie swego czasu namiętnie emitował Polsat, i miał zamiar stworzyć najlepszy film na świecie, to prawdopodobnie wyszłoby mi coś na kształt Machete Kills.

No bo serio, co jeszcze mogłoby sprawić, by ta produkcja była pełniejsza, bardziej idealna? Głównym bohaterem jest badassowaty, potężny Meksykanin z twarzą mordercy. Wokół niego kręci się grono seksownych kobiet, w tym Jessica Alba, Michelle Rodriguez, Alexa Vega, Sofia Vergara, Amber Heard... Czarnym charakterem jest Mel Gibson (bo przecież i tak każdy go nienawidzi), a prezydentem USA, Charlie Shee... och, przepraszam, Carlos Estevez (bo i któż inny miałby być prezydentem w porąbanym świecie Machete). No to na dokładkę jest Lady Gaga - będzie przecież pasować do tego klimatu jak ulał. I Antonio Banderas z obleśnym wąsem. Do tego wybuchy, rzucanie maczetami, strzelanie biustem, przecudnie kiczowate one-linery, no i masa humoru. No nie mogę się doczekać po prostu. Co więcej, czeka nas w dalszej przyszłości jeszcze ostatnia część trylogii, gdzie nasz Machete poleci... w kosmos!

Ale jeśli jest coś, co owe oczekiwanie na 13 września 2013 roku (bo wtedy Machete Kills pojawi się w polskich kinach) może umilić, to jest to rzecz jasna seans poprzedniego filmu z nieużywającym sms-ów Meksykaninem. Choć kontynuacja wydaje się jeszcze bardziej szalona, Maczeta i tak zdecydowanie wyróżnia się spośród konkurencji. Mówimy tu w końcu o filmie powstałym na bazie fałszywego trailera przygotowanego przez Rodrigueza na potrzeby projektu Grindhouse, który wcale miał się jako pełnometrażowy film nie pojawić, choć bazowany był na scenariuszu, jaki reżyser dawno temu napisał specjalnie dla Danny’ego Trejo.

Tak czy inaczej, historia Machete, zdradzonego (podwójnie!) byłego meksykańskiego oficera federalnego, który postanawia się zemścić na swoich zdrajcach, a przy okazji też stanąć na czele uciskanych latynoskich imigrantów to prawdziwa perełka dla wszystkich fanów bezkompromisowego parodiowania najgorszych filmów exploitation. Film jest brutalny, głupi, operuje obraźliwymi stereotypami, nie trzyma się kupy fabularnie... i nie tylko fabularnie, w zasadzie wymaga wręcz od widza wyłączenia mózgu, ewentualnie odgrodzenia się od seansu grubym murem dystansu, w przeciwnym razie zamiast oglądać szalone sceny strzelanin i śmiać z rozmaitych absurdów, utkniecie na rozmyślaniu jakim cudem można się bujać w powietrzu na czyimś jelicie albo dlaczego strzał prosto w oko z bliskiej odległości nie skutkuje śmiercią. W ogóle ciężko oceniać ten film przez pryzmat “normalnych” produkcji, bo to tak jakby poddawać rzeczowej krytyce np. prace Marcela Duchampa. I np. czuje się bezużyteczny oceniając tu choćby grę aktorska, która swoją drogą wypada zaskakująco rożnie - od świetnych Roberta De Niro, Jeffa Faheya czy Dona Johnsona po grających strasznie topornie, acz w swoim stylu, Jessicę Albę, Stevena Seagala i Danny’ego Trejo. I tak, tak, to przy okazji jedyny film, gdzie możecie zobaczyć na ekranie i Stevena Seagala, i Roberta De Niro. Jeśli to nie jest dla was wystarczająca rekomendacja, to ja nie wiem, co nią może być.

Machete możecie obejrzeć za darmo np. w serwisie kinoplex.pl. I zachęcam do tego gorąco, pod warunkiem, że jesteście w stanie nie traktować oglądanego filmu zbyt poważnie, a przy tym lubicie staroświecką rozwałkę rodem z czasów, gdy nikt nie smsował, wszyscy ludzie u władzy byli skorumpowani, a jedyni pozytywni bohaterowie to ex-policjanci po przejściach.