1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Chustka, ale nie na głowie - pełno na niej supełków

Joanna Sałyga. Chustka. W 2010 r. usłyszała wyrok: rak. Ten miał wkrótce powalić jej ciało - ducha nie zdołał. Być może dzięki chorobie odkryła swoje przeznaczenie? Nie wątpię, że Chustka predestynowana była do wspierania ludzi dobrym słowem, dodawania otuchy w trudnych chwilach. To zadanie wypełniła dzieląc się swoją życiową mądrością na blogu, którego zbeletryzowana wersja trafiła do mojego czytnika. Nie wiem, jak oksykodon rozbija nastrój - daj Boże, żebym nigdy się nie dowiedział. Ale jestem wystarczająco rozbity po lekturze "Chustki".

Chustka, ale nie na głowie – pełno na niej supełków

Przewaliłam dziś wieczorem kilkanaście amerykańskich blogasków "przetrwalników" (survivorów). W każdym z nich autorzy kładą bardzo silnie akcent na odczuwaną wdzięczność, radość z życia. Mam to samo. A nie czułam czegoś podobnego przed zachorowaniem, choć żyłam bardzo intensywnie. Wnioskuję, że opisywane uczucie jest nie tylko amerykańskim hurraoptymizmem; to rodzaj - nazwijmy go roboczo - szczęścia, które jest pochodną docenienia życia jako takiego.

Blog Chustki zyskał masę czytelników - tych zdrowych, tych chorych i tych, którzy przy chorych trwali. O fenomenie tego miejsca w sieci słyszałem wielokrotnie, jednak nigdy nie pofatygowałem się, by osobiście zweryfikować zasłyszane rekomendacje. Dopiero wydany w formie książkowo/e-bookowej przez Znak trafił w moje ręce i z miejsca wzruszył. Chustka za pomocą ciętego języka i prostych słów pisze o różnych rzeczach - o zwykłych, codziennych i o tych, które ciężko przechodzą przez gardło. I gdyby nie te słowa z drugiej kategorii, można by powiedzieć, że to dziennik szczęśliwej, spełnionej kobiety.

Jestem pod wielkim wrażeniem woli walki tej kobiety. Jak każdy wojownik miała też chwile słabości. Opisy zwątpienia spotęgowanego działaniem farmaceutyków i kolejnych wlewów, czasem metaforyczne, czasem dosłowne, generują wręcz fizyczny ból. Po takich depresantach zaraz parskałem ze śmiechu przy anegdotkach z synem Chustki w roli głównej. Taka amplituda emocji nie pozwala na łatwe odłożenie czytnika.

Po intensywnej sesji z relacjami Chustki czuję się właśnie rozbity. Rozbity szczęściem w nieszczęściu, intymnością przekazu i tym, że proza życia wygrała z prozą Joanny. Ona w swojej opowieści zakładała happy end.