1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

Po serii nokautów The Voice of Poland kończy z bitwami na ringu!

W ostatnim odcinku The Voice of Poland pod względem muzycznym najbardziej cieszyły piosenki pomiędzy występami uczestników. The Doors, Janis Joplin, AC/DC, Marilyn Manson - sama radość. Aż pojawił się Piotr Salata i  nagle głośne przerywniki przestały być potrzebne.

Marek Piekarczyk wytrwale i z pełnym zdecydowaniem obstaje przy wybieraniu dla swoich podopiecznych wyłączenie polskich utworów. Pomimo całej swojej miłości do wybranych wykonawców zza granicy, jestem entuzjastką tej jego złotej zasady. Marzy mi się program muzyczny, w którym osoby, walczące o miano najlepszego głosu Polski śpiewałyby właśnie po polsku. Rewelacyjnych piosenek w naszym rodzimym języku nie brakuje. Brakuje osób, które byłyby w stanie im podołać - przynajmniej do takiego myślenia prowokują amatorzy śpiewania, którzy uparcie zwracają się w kierunku tego, co modne, obcojęzyczne i najczęściej po prostu nudne. Mnóstwo radości sprawia mi to, na co konsekwentnie w każdym odcinku decyduje się wokalista TSA. Tym bardziej, że poszczególne utwory są doskonale dobrane do możliwości kandydatów.

Po serii nokautów The Voice of Poland kończy z bitwami na ringu!

Tak właśnie było w przypadku Piotra Salaty. Słysząc, że za krótką chwilę zostanie zaśpiewana piosenka Czesława Niemena, z trudem stłumiłam chęć zatkania uszu. Jeśli przyjąć, że istnieją utwory, których ruszać nie należy, bo zostały stworzone jako idealne i takie powinny pozostać, należałoby do nich zaliczyć dużą część repertuaru zmarłego w 2004 roku muzyka. Szczęśliwie, Piekarczyk nie poczynił takich założeń i jeden z duetów postawił przed wyzwaniem poradzenia sobie ze Wspomnieniem. Efekt był przepiękny. Bałam się tego, co usłyszę, a kiedy już usłyszałam, nie chciałam, żeby to się kończyło. Bezsprzecznie był to najlepszy występ ze wszystkich trzech odcinków, w których rozgrywały się bitwy. Ciężko będzie go przebić. Salata wygrał walkę na ringu, odsyłając Karolinę Żuk do domu. A potem sam został "znokautowany" i musiał odejść. Dlaczego? Dlatego, ze jest ukształtowanym artystą, który sobie poradzi. Wielka szkoda, bo słuchanie go było przyjemnością.

Nie odpowiada mi jurorski zwyczaj odrzucania tych, którzy potrafią więcej, przez co mogą się mniej nauczyć. Eliminować silniejszych, bo są silniejsi? Wykluczać lepszych, bo mają do zaoferowania więcej? Niezrozumiałe. Mogę pojąć, że zadaniem trenerów jest przekazywanie wiedzy - trudniej jest przeszkolić kogoś, kto już został przeszkolony. Jednakże dlatego, że to niełatwe zadanie, widzowie mają słuchać przeciętnych uczestników, w miejsce tych, którzy byli bardzo dobrzy? Można liczyć na to, że ci mniej doświadczeni bardzo szybko rozwiną skrzydła i zdeklasują tych, którzy wcześniej byli o wiele bardziej interesujący. Jednakże dużo w tym optymizmu. Nie po drodze mi brać na wiarę, że jury oferuje widowni to, co najlepszego ma do zaoferowania. Ich niezdecydowanie, chwalenie niemal każdego uczestnika, cierpiętnicza mina Justyny Steczkowskiej, komentarze o nieprzesypianiu nocy, czy płakaniu, Tomasz Let's Get Ready To Rumble Kammel, kobieta, która nie ma nic do powiedzenia, więc przebywa z rodzinami występujących, wydając z siebie nie zawsze zrozumiałe dźwięki - tylko dodatkowo irytują.

Czasem raz, czasem kilka razy na godzinę zdarza się muzyczna perełka, która wymyka się niejasnym kryteriom i przechodzi dalej. I tym właśnie osobom kibicuję. Występów całej reszty nawet nie muszę starać się wyrzucać z pamięci. Były tak nijakie, że choćbym chciała (a nie chcę) je zapamiętać - nic z tego. Być może zmianę przyniesie przyszły tydzień, w którym zaczną się występy na żywo? Jak na razie nie wiem, kto wygra ten program. Jednakże jestem pewna, że będzie to ktoś z drużyny Piekarczyka, która jawi się jako najbardziej interesująca ze wszystkich czterech.