1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

The Voice of Poland - walki w ringu i kradzież na scenie

Czwórka jurorów The Voice of Poland rozpoczęła wytężoną pracę ze swoimi drużynami. Niektórym wyszło świetnie, większości raczej przeciętnie. I nie pomogły nawet ring, czy klimat bokserskiej walki.

The Voice of Poland - walki w ringu i kradzieże na scenie

Minął czas, w którym uczestnicy The Voice of Poland śpiewali do jurorskich pleców, schowanych bezpiecznie za oparciami foteli. Rozpoczęły się bitwy. Po obejrzeniu pierwszych z nich, trudno pozbyć się wrażenie, że ktoś, najpewniej producenci, hasło "bitwa" potraktował zbyt dosłownie. Wszystko stylizowane jest na bokserską walkę: uczestnicy wychodzą na ring, zapowiadani przez Tomasza Kammela i tam prowadzą swój bój, do dyspozycji mając wyłącznie głosy. W teorii nie brzmi to źle, jednak w praktyce słysząc po raz ósmy w ciągu jednego programu: "let's get ready to rumble!", marzyłam, by na wspominanym ringu, ktoś w dowolny, byle skuteczny sposób przypomniał pozbawionemu polotu prezenterowi, że nie jest jak Michael Buffer oraz że prowadzi polski program. Czyżby, zdaniem Kammela w naszym rodzimym języku zabrakło słów, pozwalających na zbudowanie napięcia? Wyjątkowo nieudana i irytująca konferansjerka.
http://www.youtube.com/watch?v=WvufFwdqMzg
Szczęśliwie, o uroku języka ojczystego nie zapomniał Marek Piekarczyk. Dla swoich podopiecznych przygotował polskie piosenki - obydwie bezdyskusyjnie piękne. Jednakże już z tym, czy wybór ów był dostosowany do możliwości wokalistów, można dyskutować. Natalia Sikora, która podczas przesłuchań w ciemno zdobyła sławę dzięki swojej interpretacji Cry Baby, w spokojnym, lirycznym Czas nas uczy pogody, wypadła znacznie gorzej. Mając w pamięci pełne delikatności wykonania Grażyny Łobaszewskiej oraz Stanisława Soyki, z trudem dotrwałam do końca utworu. Sikora w duecie z Dorotą Osińską przekombinowały - z prostej, poruszającej piosenki starały się stworzyć złożone wokalne arcydzieło. Nic z tego nie wyszło. Piekarczyk, prawdopodobnie trzymając się wspomnienia poprzedniego etapu i rewelacyjnego występu Sikory, uznał, że to Osińska powinna odpaść. Mimo to, uczestniczka nie rozstała się z programem. W tej edycji sędziowie zyskali szansę "podkradania" sobie tych, którzy zostali odrzuceni. Tym sposobem Dorota Osińska trafiła do drużyny Tomsona i Barona. Tyle samo szczęścia miała Sabina SaGo, która w moim przekonaniu niesłusznie, przegrawszy z Żanetą Luberą została przygarnięta przez Justynę Steczkowską.

odpadli

Najlepiej współpracującym duetem bez wątpienia były Anna Ozner i Karolina Jarzyńska. Nie dziwi jednak decyzja Tomsona i Barona, którzy zdecydowali się na odrzucenie drugiej z kobiet. Ta, choć zaśpiewała świetnie, przy silniejszym głosie Ozner jawiła się bardziej jako idealnie dopasowane tło, niż samodzielna wokalistka. Poza tym występem trudno wskazać taki, którego słuchałoby się naprawdę przyjemnie, bez poczucia, że coś zgrzyta, coś nie pasuje. Być może to efekt tego, że program jest leniwy, nieco przegadany, ale żaden duet nie wzbudził dreszczy, nie wzruszył. Z kilkoma wyjątkami, uczestnicy nie zachwycili, a wydłużanie programu na siłę dodatkowo zniechęciło. Jak długo można patrzeć na kandydatów, oglądających występy swoich konkurentów, na ich wyreżyserowane zdziwienie talentem przeciwnika? Ani to ciekawe, ani wiarygodne - po prostu niepotrzebne. Mniej gadania, więcej śpiewu - przecież o tym jest ten program.

W przyszłą sobotę czekają nas kolejne bitwy. Czekam z niecierpliwością - być może tym razem pojawi się ktoś, kto swoim występem poruszy, do samych trzewi.

jury