REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Mobile

Aktualności Google - popularne, ale nieudane

Google Currents kazało długo czekać na swoją polską premierę. Obecnie, zaktualizowane do najnowszej wersji z ulepszonym interfejsem, wciąż jest niezbyt atrakcyjne.

Szał na mobilne czytanie rozwinął się po stworzeniu czytników RSS na smartfony i tablety. Zasada jest bajecznie prosta - użytkownik wybiera kanały do subskrypcji, w kilkanaście sekund pobiera całą treść tekstową pozbawioną zbędnych ozdobników, po czym może czytać do woli, z połączeniem internetowym lub bez. Nowe technologie do powyższej funkcjonalności dodają też lans. Pojawiły się więc bardziej zaawansowane aplikacje prezentujące pełne, atrakcyjne graficznie e-wydania magazynów i portali.

Aktualności Google – popularne, ale nieudane
REKLAMA
REKLAMA

W całym tym zamieszaniu chodzi przede wszystkim o to, żeby nowocześnie wyglądać na kawie w Starbucks. Poprawka, oczywiście przede wszystkim o to, żeby to aktualności dobrze wyglądały. Tak, aby stały się nie tylko czytelne, ale i atrakcyjne dla oka, z graficznymi efektami i wygodą czytania. I wcale nie ma znaczenia, że pierwsza taka aplikacja ukazała się na kompletnie nielansiarskie urządzenia odznaczające się budzącym powszechne obrzydzenie nadgryzionym jabłkiem. Mowa tu oczywiście o Flipboard, będącym do niedawna aplikacją zastrzeżoną dla systemu iOS, która niecały rok temu ukazała się także w wersji na system Android.

currents_google_rss

RSS w Google Currents / w Flipboard

Zanim przejdziemy do sedna, czyli teoretycznego pogromcy Flipboarda, Google Currents, warto rzucić okiem na protoplastę gatunku. Choć poszczególne strony stylizowanej na magazyn aplikacji ładują się nieco wolniej, niż karty czytnika RSS, jest to uzasadnione. Już samo przejście między artykułami okraszone jest kapitalnym efektem przewijania stron, a poszczególne grafiki, skalowane i dobierane do konkretnych materiałów sprawiają, że nawet na Tweety patrzy się z przyjemnością. Gdyby ktokolwiek korzystał jeszcze z IRC, Flipboard prawdopodobnie sprawiłby, że nawet kolejne linijki tekstowego dialogu przebijałyby malarskie dzieła sztuki nowoczesnej.

Co na to Google Currents? Kafelki! Szaro-bure, przejrzyste i bez żadnych grafik. Jasne, jest to opcja bardzo czytelna, ale tak samo wygodna jest ta znana z Flipboard, która do tego ma znacznie ciekawszą oprawę. W porządku, nie bądźmy niesprawiedliwi, w większości magazynów i witryn (jest ich bardzo niewiele w naszym języku) zdjęcia z poszczególnych prasowych wycinków w istocie są wyświetlane. Tyle, że przeskalowane w taki sposób, że najczęściej mamy wybór - albo zobaczymy obrazek, albo kawałek tekstu. Właściwie to pół obrazka, bo lewa strona zapchana jest przez menu wyboru kategorii.

currents_google_cat

Kategorie w Google Currents / w Flipboard

Polskiemu czytelnikowi na nic się nie zda dostępność The Washington Post, New York Stock Exchange Business Manager Magazine czy innych mniej lub bardziej wymyślnych zachodnich cudactw. Co prawda wbudowany czytnik RSS bardzo ładnie automatycznie zgrywa wiadomości z rodzimych portali, pogrupowanych na konkretne dziedziny. Jednak najczęściej są to tylko leady, a całość artykułów można zobaczyć po przejściu na właściwą stronę portalu. Do tego zdarzają się sytuacje, w których połowa kafelkowego podglądu informacji jest pusta, bo Google Currents nie przewidziało, że tekstu zabraknie na wypełnienie całego przewidywanego obszaru. Oczywiście, jest to w dużej mierze wina konstrukcji naszych stron, jednak nie trudno o stwierdzenie, że nie jest to najwygodniejszy czytnik RSS. Może jednak porzucenie Google Reader nie było takim świetnym pomysłem?

flipobard_img
REKLAMA

Podsumowując: jeżeli chcesz jak najprostszej formy czytania wiadomości, skorzystaj z RSS Demon lub dowolnego lepszego lub gorszego zamiennika, spośród wielu dostępnych na rynku. Jeśli marzy Ci się atrakcyjny design, wygodny układ stron i dużo kolorowych grafik dostosowanych do ekranu każdej wielkości, sięgnij po iOSowego Flipboarda. Kto więc skorzysta z Google Currents? Ten, kto dostał go preinstalowanego np. z Google Nexus 7 i przyzwyczaił się do niego tak bardzo, że nie szuka alternatywy. Umownie nazwijmy go więc Internet Explorerem mobilnych czytników - oba programy mają taki sami sposób pozyskiwania sobie "szczęśliwych" użytkowników.

Graficzny popis Flipboarda - po lewej widok Tweetów, po prawej przewijanie stron

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA