REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Co nowego na Spotify i Deezerze #2

Wciąż kilka dnia dzieli nas do premiery “The Next Day”, czyli nowego albumu Davida Bowiego - co oznacza, że mamy już niewiele czasu na omówienie kilku godnych uwagi wydawnictw, zanim one wszystkie staną się zupełnie nieistotne. Nie traćmy zatem czasu!

Co nowego na Spotify i Deezerze #2
REKLAMA
REKLAMA

Wraca po długiej przerwie Bowie, wraca także - po nieco krótszej - jedno z ważniejszych swego czasu nazwisk muzyki alternatywnej. Devandra Banhart, bo o nim mowa, również wydaje swój nowy krążek (zatytułowany “Mala”), 12. maja 2013, a tymczasem możemy sobie posłuchać singla z tej płyty - “Never Seen Such Good Things” (Spotify, Deezer). I jak na tego barda przystało, utwór niesie charakterystyczny, niedbały wokal i bardzo oszczędne uzycie instrumentów, co jednak nie ujmuje mu melodyjności, a wręcz przeciwnie - nowy singiel Davandry wpada w ucho natychmiast i to mimo gorzkiego, ironicznego tekstu. Amerykanin chyba wraca do formy po mocno przeciętnym poprzednim albumie, “What Will We Be” z 2009 roku.

Jeśli chodzi o drugi utwór, jaki chciałbym zarekomendować, to nie jest może najgorętszą premierą tego roku, ale Born Ruffians to taka grupa, która powinna wkrótce nagle wypłynąć na powierzchnię, jak wcześniej fun. czy Kings of Leon (swoją droga, ciekawe czy też po wydaniu płyt o wiele słabszych, aniżeli te wydane jeszcze przed wzrostem popularności) - bo wszystko na to wskazuje. Chłopaki mają talent do pisania lekkich, wpadających w ucho refrenów, jednocześnie trzymają się blisko rejonów folkowo-alternatywnych, a przy tym nie tracą nic ze swojej oryginalności. Posłuchajcie zresztą utworu “Needle” (Spotify, Deezer), nowego materiału Born Ruffians od 2010 roku, zwiastującego płytę “Birthmarks”. Utwór przywodzi na myśl dokonania jednocześnie Fleet Foxes, jak i Paula Simona, a do tego wszystkiego dokłada trochę klimatów rodem z muzyki reggae. Jeśli to nie jest dla was ciekawa mieszanka, to nie wiem co w takim razie zasługiwałoby na to miano.

04. marca nowy album wydała niejaka Kate Nash - którą możecie znać z jej najpopularniejszego singla “Foundations” albo z faktu bycia tą drugą gwiazdką, która wybiła się dzięki MySpace, zaraz za Lily Allen. Tak czy inaczej, popularność Kate mocno przygasła na poziomie drugiego albumu (którego jednak i tak słuchało mi się milej niż debiutu), co najwyraźniej musiało naszą wokalistkę mocno zirytować, bo nowy krążek, “Girl Talk” (Spotify, Deezer) to zdecydowanie jeden z najbardziej rozkrzyczanych, agresywnych i nieokrzesanych kawałków popu, jaki dane mi było słyszeć. Z kolei te spokojniejsze utwory (jak singlowe “3AM”) to z kolei rzeczy niezbyt radiowe, brzmiące dosyć oryginalnie. Kate Nash najwyraźniej wciąż nie do końca wie, w którą stronę chce iść, ale ja osobiście uważam, że może to być krok w dobrym kierunku. Na Spotify możemy także dosłuchać komentarza samej Kate do każdego z utworów z nowej płyty - bardzo fajna rzecz.

No to jeśli jesteśmy już przy kobietach za mikrofonem, a za 4 dni wypada w końcu Dzień Kobiet, to polecam także posłuchać sobie nowego albumu Thao & Get Down Stay Down, pod tytułem “We the Common” (Spotify, Deezer). Thao Nguyen, mózg całego projektu, to urocza i szalenie utalentowana wokalistka i autorka piosenek, której talentowi dorównuje tylko pracowitość - dziewczyna brała udział ostatnio w tylu projektach muzycznych, że praktycznie spędza cały swój czas w trasach koncertowych. Tak czy inaczej, “We the Common” to prawdziwy pokaz kreatywności, płyta różnorodna, eklektyczna, a przy tym inteligentna, ale i przebojowa. Warto rzucić okiem (uchem?), a jednocześnie nie spuszczać oka z Thao, bo ta pewnie zaskoczy nas jeszcze niejedną interesującą kolaboracją czy wybitnym solowym projektem.

REKLAMA

***

I to koniec na dziś - mam nadzieję, że ta mieszanka girl power i folkowej alternatywy będzie dobrym preludium do nadchodzącego Dnia Kobiet. Spieszcie się zatem, tym bardziej, że niedługo premiery będzie miało parę innych ciekawych wydawnictw...

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA