Bob Dylan na słodko - Sugar Man

Na parę dni przed galą Oscarową do polskich kin wchodzi jeden z nominowanych do nagrody dokumentów. „Sugar Man” to historia, którą zachwycili się Amerykanie, bo opowiada o zapomnianym idolu.

Sixto Rodriguez, tak bowiem się nazywa, miał stać się ikoną na miarę Boba Dylana w latach siedemdziesiątych. Nagrał nawet dwa albumy, które zostały bardzo dobrze odebrane przez krytykę, lecz w ogóle się nie sprzedawały. Ślad po nim zaginął. Nikt nie wiedział, co się z artystą stało. Do czasu! Wszelkie rzekome teorie o śmierci samobójczej Rodrigueza, które roznosiły się po całym globie zostają obalone przez ukrytych fanów. Artysta bowiem zrobił karierę w RPA, samemu o tym nie wiedząc. Paru wielbicieli postanowiło wyruszyć do Detroit i poszukać Sixto.

Brzmi niczym fabuła filmu fabularnego? Jednak szwedzki reżyser Malik Bendjelloul opowiada prawdziwą historię i nie adaptuje jej do przeciętnego hollywoodzkiego filmu. To dokument, który chwalony jest przez niemal każdego, kto miał okazję go zobaczyć. Zrobił furorę na festiwalu w Sundance, a teraz zmierza po Oscara. Opowieść nietypowa jak na coś, co wydarzyło się naprawdę.

sugar_1

Zarówno Polska, jak i zagraniczna prasa jest wniebowzięta! Roger Ebert, jeden z najbardziej szanowanym amerykańskich krytyków, ma nadzieję, że każdy obejrzy ten film, bo jest tego wart nie tylko pod kątem kinematograficznym, ale przede wszystkim muzycznym. Niemal każdy recenzent głosi w swoim tekście o „Sugar Manie”, by go nie czytać, jeśli cokolwiek się o dziele słyszało. To dokument, który należy samemu odkryć, ponieważ, w przeciwieństwie do większości hollywoodzkich produkcji, obejrzenie zwiastuna zdradza tylko zalążek fabuły i utrzymuje tajemniczość całej produkcji.

Pierwsze skrzypce w filmie gra jednak Rodriguez – a raczej jego muzyka. Wsłuchując się w ścieżkę można usłyszeć Boba Dylana – bardziej nostalgicznego, ale o wiele optymistycznego. Rodriguez nie śpiewa, a opowiada historię. To liryczny gawędziarz, którego akustyczno-smyczkowy klimat idealnie by się wpasował jako tło do filmu Quentina Tarantino.

To jednak nie jest pierwszy dokument muzyczny, który wypromował dawno zapomnianą gwiazdę. Reżyser Anton Corbijn (twórca odpowiedzialny za „Amerykanina” z George’em Clooneyem) opowiedział tragiczną historię Joy Division w „Control”. Obraz zdobył Złotą Kamerę w Cannes oraz nagrodę BAFTA rozdawaną najlepszym brytyjskim twórcom filmowym. Potem nastała ogromna moda na słuchanie rebelianckiego i depresyjnego zespołu. Z „Sugar Manem” może być podobnie szczególnie, że muzyka Rodrigueza jest o wiele przystępniejsza.

Nie zostaje nic innego, jak zaprosić do kin. Ale zaintrygowanym polecam zapoznać się ze ścieżką dźwiękową, która idealnie nastroi na klimat nominowanego do Oscara dokumentu. O tym, czy otrzyma nagrodę dowiemy się już w najbliższą niedzielę.