Benzyna wciąż za droga? Za prąd płacimy jak za woły? Boimy się, że zabraknie gazu (po Rosji można się wszystkiego spodziewać…)? Pomyśleć, że rozwiązanie tych wszystkich naszych problemów siedziało sobie na dysku twardym starego poczciwego peceta, leżącego sobie w kominie w jednym z bloków na krakowskim Kazimierzu…

Wacek Zięba, lat czterdzieści trzy. Kilkukrotny mistrz Polski w boksie zawodowym. Co jak co, ale życie go nauczyło, jak łatwo można zarobić w mordę. Po okresie wielkich sukcesów przyszła pora na rozsądne wydawanie każdej złotówki i życie z dnia na dzień. Praca nie rewelacja: co prawda nie męcząca, ale bycie szoferem to dla boksera niesamowita plama na honorze. O dziwo, wiecznie zarobiony, i to do tego stopni, że nie ma nawet czasu naprawić bojlera, który non-stop poraża go prądem przy akompaniamencie łacińskich sekwencji. Wacek wie, że mógł trafić gorzej ,więc nie psioczy na swój los. Włodek Caruk, Janek Gałązka, Lesiu Błażyński - wszyscy eks-bokserzy, wszyscy wąchają już kwiatki od spodu. Mógł też siedzieć w okolicznym barze i żebrać o złotówkę "na chleb", wychodząc na czworakach z pomieszczenia.

Jednak gdzieś w tym całym zamieszaniu udało się odłożyć parę stów do pończochy. Bronek, lokalny chłop od spraw wszelakich, składa propozycję nie do odrzucenia: ma na sprzedaż komputer za kilkaset złotych. Zapytacie, jaki to sprzęt? "Takie ty płaskie z dwóch połówek, co sie z jednej strony odmyko i jest ten, no… Klawisze są." Co prawda Bronek jest za głupi na włączenie komputera, ale ponoć działa, więc Wacek takiej okazji przepuścić po prostu nie mógł.

Niestety, zamiast spokojnie zająć się komputerem, wszystko w firmie zaczęło się walić. Jego szef, Herman, gdzieś zniknął. Wacek dostaje pełnomocnictwo w tej sprawie i musi odnaleźć pracodawcę. Gdy do tego dochodzą tajemnicze telefony i seria zabójstw, zaczyna się robić nieciekawie. A to wszystko przez kradziony komputer…

Dzięki tej książce przekonałem się, że dobre kryminały niekoniecznie muszą rozgrywać się w USA. Krakowski Kazimierz to fantastycznie wykreowane przez autora miejsce akcji. Malownicze uliczki i ukrywające wiele tajemnic posępne, stare kamienicy znakomicie współgrają z biesiadnym klimatem pokazanym w miejscowym barze. Autor wiernie odwzorował krakowską dzielnicę.

Układ ulic, budynki, kamienice - wszystko pokrywa z rzeczywistością, co mogę potwierdzić jako mieszkaniec miejscowości leżącej niedaleko grodu Kraka. Żartobliwe rozmówki bohatera ze stałymi bywalcami lokalu posługującymi się lokalną gwarą są znakomite i stanowią świetny przerywnik pomiędzy kolejnymi wątkami.

To właśnie bohaterzy książki nadają "Zimnej fuzji" ten niepowtarzalny klimat. Wacek to chłop, który niejedno już przeżył i musi walczyć nie tylko z innymi, ale także ze swoimi słabościami. Jego towarzysze niedoli, Tolek i Bronek, są z nim na dobre i na złe i gotowi pomóc w każdej sytuacji.

Zimna fuzja

Na tym kończy się lista ludzi, którym Zięba może bezgranicznie zaufać. Jego "koledzy" pracy czyhają na każdy błąd, który popełni, by zgarnąć zawartość firmowego sejfu i objąć fotel dyrektora. Wyrazistość i osobny cel każdej z postaci nadaje kolorytu opowiadanej historii i zachęca do obcowania z lekturą.

Zimna fuzja, jak na ponadprzeciętny kryminał przystało, ma znakomitą fabułę. Znakomicie uwita siatka intryg, ciągłe zwroty akcji, tajemnicze morderstwa i brudy wychodzące z przeszłości niektórych bohaterów plus szybka akcja i niespodziewane zwroty akcji to jak się okazuje przepis na bardzo dobry współczesny kryminał.

"Zimna fuzja" to książka, która na rynek weszła praktycznie po macoszemu. A szkoda, bo jest lepsza od zastępów przereklamowanych bubli mających wciągnąć czytelnika do granic możliwości i zaskoczyć niespodziewanymi rozwiązaniami. Właśnie te cechy ma nowa powieść Wiktora Kubicy. Po znakomitych "Siedmiu walecznych" myślałem, że ten autor nie jest w stanie już niczym lepszym zaskoczyć. Na szczęście moje słowa się nie sprawdziły. To książka, przy której spędzimy kilka świetnych godzin, których pewnością nie uznamy za zmarnowane. Ja ze swojej strony czekam na kontynuację. Zdecydowanie warto!