1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

WILQ Superbohater i inne buce

Rynek komiksowy jest już praktycznie zapełniony. Na wszystkich półkach widzimy herosów, którzy walczą ze złem i dzielnie stawiają czoła wszystkim przeciwnościom losu. Oczywiście zawsze wygrywają, nigdy nie doświadczają zabawnych historii (wszak wszyscy wrogowie giną natychmiastowo w starciu dobrem, więc co tu śmiesznego?), ani nie borykają się z codziennymi problemami. Jakiś czas temu pojawiła się jednak nowa postać, która narodziła się w umysłach braci Minkiewiczów. Ten osobnik to nie kto inny jak Opolski superbohater z dzielnicy ZWM - WILQ, który wraz z paczką swoich kumpli i odwiecznymi wrogami umila swoim czytelnikom czas.

Komiks ten nie jest żadną nowością wydawniczą. Swoją premierę miał w marcu 2003 roku, a ten tekst swoje powstanie zawdzięcza faktowi, że niedawno ukazał się oczekiwany kilka miesięcy po stale przesuwającej się premierze (czyżby odzwierciedlenie DNF i S.T.A.L.K.E.R.a?) dziesiąty i prawdopodobnie już ostatni numer komiksu WILQ Superbohater pt. "Tłuc buców". Nazwa ta oddaje w całości klimat wszystkich poprzednich części wziętych do kupy. Główni bohaterowie "jeżdżą" po wielu rzeczach bez skrępowania - jak na przykład po studentach, czy zespole Myslovitz.

Dla kogo kogo dla tego kogo*

Po pierwsze należy odpowiedzieć na dość ważne pytanie - dla kogo przeznaczony jest ten komiks? Raczej nie powinni go czytać ludzie, którzy nie gustują w pokręconym typie żartów. Tu można natknąć się na pewien problem - w WILQa trzeba naprawdę dobrze się wczuć, żeby załapać wszystkie gagi. Tak samo, jak często doświadczam to przy różnych komediach - za pierwszym obejrzeniem uznaję je za całkiem w porządku filmy, a przy kolejnych seansach już po prostu ryczę ze śmiechu i wychwalam humor zawarty w produkcji. Dzieje się tak pewnie dlatego, że na początku staram się zwracać uwagę na fabułę, żeby nic mi nie umknęło, a dopiero później doceniam zawarte drobne smaczki. Identyczne ważenie miałem podczas lektury tych historyjek - dopiero po dłuższym czytaniu kilku numerów na raz stwierdziłem, że jest to wręcz genialne. Co uważam za dziwne, to to, że dialogi są przeplatane masą przekleństw i wulgaryzmów. Ja, pomimo iż jest ze mnie człek gardzący rzucaniem mięchem na prawo i na lewo, jakoś nie mogę sobie wyobrazić znanych mi już dobrze bohaterów bez tego istotnego elementu. Dobrym przykładem może być pierwszy numer komiksu, gdzie, gdy już wiem o co chodzi, rozbawia mnie pusta "kratka" z wypowiedzianym przez WILQa zza kadru "kur**!". Zupełnie nie wiem jak to działa i czemu zazwyczaj kulturalny człowiek taki jak ja uznaje coś tak bezsensownego za szczyt dobrego dowcipu.

Kolejną sprawą jest samo podejście do lektury i sposób jej czytania. Opinię można wyrobić sobie już po zerknięciu na okładkę. Po pierwsze - niecodzienna cena (w numerze czwartym było to 8,48 PLN), po drugie - samochwalcze stwierdzenie "Jedna z pięciu najśmieszniejszych rzeczy na świecie". Jeszcze przed przewróceniem strony można się uśmiechnąć widząc chociażby takie napisy lub to, co dzieje się np. wśród tłumu na wspomnianej już okładce czwartego numeru - wszędzie są jakieś drobne szczegóły. I tak jest praktycznie w każdym pojedynczym komiksie - dzieci goniące policjantów, łódka o nazwie CD-R 700MB, grupy antyterrorystyczne liżące w oddali jad ubitego przed chwilą węża... wszędzie jest masa szczegółów na które naprawdę warto zwracać uwagę, bo słowami nie da się opisać ich doskonałości.

Ch**a się nie ogląda*

Bardzo ważną cechą tego komiksu jest jego brzydota. Bartosz Minkiewicz ma naprawdę talent do rysowania, oddaje wszystkie najdrobniejsze szczegóły, zawsze coś dzieje się w tle, poszczególne części rysunku są dopracowane, a mimo to sam styl tworzenia jest, powiedziałbym, niestaranny. Budynki, roślinność i całe otoczenie bywają krzywe, a gdy WILQ się zdenerwuje i robi koliberka, to pół kartki potrafi być pomazane nierównymi liniami... Naprawdę do tego trzeba się przyzwyczaić, a gdy już się do tego stanu dojdzie, można podziwiać szczegółowość i staranność, o której już wspomniałem.

Słowa, które pytują*

Tomasz Minkiewicz wraz ze swoim bratem tworzą niewiarygodne historie i przede wszystkim świetne dialogi. Potrafią oni sprawić, że pojedynczy tekst jakiejś postaci doprowadza do gromkich śmiechów. Przytoczę chociażby oczywiste stwierdzenie o istnieniu pewnego "gatunku" piratów - skoro są jednoręcy i jednonodzy, to oczywistą rzeczą jest, że WILQ będzie musiał zmierzyć się z najbardziej kretyńskim przedstawicielem - jednogłowym piratem! Domyślam się, że czytając ten tekst nie zrozumiecie sensu słów "Pupcia rubcia salcesonik helou belou w dupę słonik", ale o to w tym komiksie właśnie chodzi. Bezsens niektórych wypowiedzi po "wkręceniu się" w klimat opolskich bohaterów rozbawia bardziej niż niejeden skecz kabaretowy, których ostatnio tak pełno w telewizji i Internecie.

Jestem superbohaterem i jakich mam wrogów?*

Oczywiście, jak przystało na dzielnego obrońcę Opola, WILQ ma odwiecznych wrogów, których musi zwalczać. Ci z najbardziej abstrakcyjnymi nazwami to między innymi: Glonorost, Trójpalczasta Dłoń z Ciasta, Kapfryd, spedalony bramkarz bez głowy, czy Penisoręka Poducha Elektryczna. Czasem jednak zdarzają się potyczki z bardziej standardowymi bucami jak np. Roboty doktora Wyspy, W.K.U., studenci, kosmici, hiphopowcy i masa innych stworzeń. Jak sami widzicie, absurdalność tych historii przekracza wszelkie granice, a dostrzega się ich wartość dopiero w trakcie czytania.

Czym byłby jednak bohater bez przyjaciół? Ci stanowią główny powód utrapień WILQa z powodu nachodzących ich ciągle dziwacznych pomysłów. Z wesołej gromadki możemy wyróżnić takie osobistości jak: Alc-Man, który ma moc zmieniania swoje dłonie w butelki z dowolnym rodzajem alku, w tym 150% spirytem, Mikołaj zbyt często używający wyrażeń "Ba, ba!" i "Ba, ba, ba!", Entombet, będący zatwardziałym heavymetalowcem, Słaby Wielbłąd - koleżanka z liceum i Jur, który odgrywa większość ról epizodycznych.

Jak sami możecie zauważyć, taka ekipa różni się całkowicie od np. "fantastycznej czwórki". Wszelkie cechy superbohaterów z prawdziwego zdarzenia giną w przedstawianiu szarej codzienności i borykaniu się z problemami życia codziennego. Tym bardziej warto ich poznać!

Dasz mi za to tą maszynkę do włosów Brauna, którą kupiłeś w Makro na promocji*

Kolejnym ważnym atutem komiksu jest wieczne odwoływanie się do wszystkiego, co istnieje w świecie rzeczywistym - stąd te dwie nazwy własne w śródtytule ;] Dzięki temu właśnie dowiadujemy się o tym, że w Mysłowicach nie ma gazet, ale są tam za to karaluchy wielkości człowieka. Często też słyszymy "cytaty" z wypowiedzi trenera Piechniczka. Przekrój natomiast został okrzyknięty gazetą "na którą nawet szkoda by mi było się odszczać", a w którymś z "wywiadów z bohaterami komiksu" WILQ dość nieprzychylnie wyraża się o drugiej części trylogii "Władca Pierścieni" - to trzeba zobaczyć. Taki zabieg sprawia, że przygody są dużo bardziej rzeczywiste i aż czuje się, że obserwuje się na kolejnych kartkach normalnych ludzi, tylko nieco bardziej zakręconych.

Jedna z pięciu najśmieszniejszych rzeczy na świecie*

Podsumowując wszystkie te informacje o doskonałym komiksie WILQ, które do tej pory Wam przedstawiłem nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam pogrzebanie po księgarniach internetowych (tudzież tych tradycyjnych) i wypatrzenie jak największej ilości numerów stworzonych przez braci Bartosza i Tomasza Minkiewiczów. Jedyną wadą może być to, że już tylko najnowsze numery są dostępne w normalnej sprzedaży, a o resztę trzeba się starać np. na Allegro, gdzie jednak ceny są nieporównywalnie wyższe. Na koniec jeszcze mały cytacik z ostatniego numeru "Kto buców nie tłuce, ten sam jest bucem". Gorąco polecam lekturę WILQa!

*wszystkie użyte w tym tekście śródtytuły są cytatami z różnych numerów komiksu "WILQ Superbohater"

PS. Serdecznie zachęcam do obejrzenia oficjalnej strony komiksu - www.wilq.pl - zwłaszcza, że jest tam dostępna za darmo do obejrzenia jedna z historyjek.