Gier na podstawie filmów nie brakuje, ale co z tego, jak większość to nic nie warte gnioty. Dobre tytuły dla dojrzalszych graczy można policzyć na palcach jednej ręki, zaś jeśli chodzi o produkty dla młodocianych, to dla nich tworzone są masowo - przy prawie że każdej premierze filmu animowanego. Czasem produkcji wychodzi więcej niż jedna. Tylko czy naprawdę są takie, które nie żerują na rodzicach dzieci wybuchających płaczem, jeśli nie dostaną wszystkiego, co związane jest z ich ulubionym filmem?

Wraz z kinową premierą WALL.E-ego doczekaliśmy się wydania gry, co było tak oczywiste jak zachód czy wschód słońca. W końcu po obejrzeniu tejże animacji opracowanej głównie komputerową techniką apetyt na dany tytuł rośnie. Niestety, bardziej doświadczeni gracze nie mają raczej czego szukać w przygodach małego Wysypiskowego Automatu Likwidująco Lewarującego. Ich bowiem odtrąci prostota i monotonia. Natomiast jednocześnie młodszym i raczkującym dopiero amatorom tego typu rozrywki oraz fanom filmu z pewnością dostarczy sporą dawkę godziwej zabawy. Choć w przypadku tych pierwszych - czasem nieco zbyt utrudnioną, gdyż w wielu momentach trzeba wykazać się nie lada zręcznością paluszków.

WALL.E

WALL.E zaczyna się inaczej niż jej kinowy odpowiednik. Akcja na moment przenosi nas kilkaset lat wstecz, gdzie spotkamy klony tytułowego robocika. Prolog ten jest swego rodzaju samouczkiem. Bez problemu wtajemnicza nas w niezbyt intuicyjne sterowanie oraz esencję rozgrywki. Dopiero po ukończeniu krótkiego wstępu stajemy się świadkami zdarzeń, dobrze znanym tym, którzy zaznajomili się uprzednio z filmową produkcją. Niestety, mimo wielu przyjemnych, ze smaczkami dla fanów, cut-scenek - fabuła w WALL-E nie odgrywa najważniejszej roli i nie jest w pełni wierna animacji Pixaru. Część sytuacji została przedstawiona inaczej. Ponadto nie powoduje takiego zachwytu, jak to miało miejsce podczas oglądania filmu. Poza tym - tam czuło się niesamowity KLIMAT, tutaj go brakuje. Twórcy obrali nie ten kierunek, co trzeba i odbija się to na jakości pudełkowej wersji.

Bardzo prawdopodobne, że to przez charaktery gry. WALL.E jest prostą, mało ambitną zręcznościówką. Głównie przeznaczoną dla młodszego grona odbiorców. I już po pierwszych kilkudziesięciu minutach grania zaczynamy zauważać duże wady recenzowanego tworu Heavy Iron Studios. Na początku rozgrywka może się nawet podobać, ale im dalej, tym coraz częściej wkrada się monotonia. Nie w każdym etapie, ale pojawia się. Ambitni gracze sobie odpuszczą, dzieciaki nie powinny narzekać, ale nie sposób tego nie nadmienić. Po prostu wiele razy we znaki daje się schematyczność WALL.E-ego. Zbieranie probówek energii, omijanie przeszkód, zdobywanie uzupełniaczy zdrowia i amunicji do lasera. Co dalej? Skakanie, rzucanie stworzonymi przez małego bohatera kostkami śmieci w punkty otwierające nam drogę, odkrywanie artefaktów czy walka z oponentami. Od czasu do czasu wymagane jest logiczne myślenie i w sumie nic poza tym. Jednakże nuda wraz z pokonywaniem kolejnych etapów to nie wszystko...

WALL.E

Nie byłoby tak źle, gdyby nie konstrukcja poziomów gry. Małe urozmaicenie, powtarzające się pułapki. Są momenty, w których człowiek z uśmiechem na twarzy ogląda to, co się dzieje na ekranie monitora, ale to jest niestety rzadkością. Na szczęście WALL-E oferuje kilka różnorodnych etapów, na tyle, że odprężają i pomagają zapomnieć o wcześniejszych niestrawnościach. Nie zapominając jeszcze o nadmienionych już przerywnikach filmowych, pojawiających się przeważnie na początku nowego rozdziału.

WALL.E

Chociaż ci, którzy mieli okazję obejrzeć dzieło Pixaru, już takiej frajdy mieć nie będą. Odmianą od głównej osi scenariusza są minigierki, zarówno dla samotnego gracza, jak i dla kilku osób. Od uciekania przed burza piaskową na czas, do zbierania flor (także przy podzielonym ekranie). Niby nic specjalnego, ale wydłuża - niekoniecznie na siłę - żywotność tytułu. Szczególnie spodoba się to tym, którzy bawili się przy WALL-e przednio.

Jak na dobrego średniaka przypadło, recenzowana gra nie powoduje opadów szczęki, wytrzeszczu gałek i gęsiej skórki czy też wszystkiego naraz. Oprawa wizualna jest po prostu solidna. Tu i tam co prawda rażą słabej jakości tekstury, ale przykładowo model tytułowego bohatera czy wybranki jego serca, EVE, są wykonane z dość sporą szczegółowością. Zwłaszcza WALL.E jest niczym filmowy odpowiednik. Aż miło było patrzeć na słodką minę (jeśli tak można nazwać parę "ocząt") i animacje odruchów małego czyściciela odpadów. Widoki czasem też robią wrażenie. Dzieciaki będą zachwycone, gracze jarający się wyłącznie feerią wodotrysków nie mają czego tu szukać. Produkt nie jest też sprzętożerny, choć trzeba mieć kartę graficzną obsługującą Pixel Shadery 2.0.

Muzyka jest klimatyczna, wpada w ucho, ale to nie powinno dziwić, gdyż utwory zapożyczone zostały z filmowej ścieżki dźwiękowej. Fajnym smaczkiem jest możliwość odsłuchania z wbudowanego w bohaterze radyjka jednego z przyjemniejszych kawałków w grze za pomocą przytrzymania odpowiedniego klawisza/przycisku. Naprawdę rewelacja. Kapitalny jest też głos milusich postaci - EVE i WALL.E-ego, ale pojawią się tak samo rzadko, jak w dziele Pixaru. Warstwa audio jednak nie jest doskonała, po jakimś czasie przygrywająca nam muzyka potrafi znużyć, a i dźwięki nie należą do specjalnie udanych.

WALL.E

Dzieło Heavy Iron Studios, nie ma co ukrywać, z góry przeznaczone było dla dzieci zaczynających obcowanie z grami komputerowymi. Choć i starsi bez większych zgrzytów, zwłaszcza jeśli są fanami animacji Pixaru, ukończą tytuł, to najlepiej bawić się będą właśnie najmłodsi gracze. "Zalecane od 6 lat" - tak głosi napis na pudełku. W sumie gra nie należy do wymagających, ale kilka etapów może przyprawić trudności mniej doświadczonym i niemającym jeszcze w małym paluszku komputera adeptom.

Co prawda WALL-E jest dalekie od ideału, to może dostarczyć dość sporo godzin całkiem wciągającej rozgrywki. Gdyby nie wymienione w recenzji wady, mielibyśmy do czynienia z jednym z najbardziej udanych tytułów. I dla dzieci, i na podstawie filmów. A co za tym idzie ocena byłaby o jakieś dwa oczka wyższa. Niestety tak się nie stało, dlatego "tylko" 6+. Jest w miarę dobrze, ale mogłoby być dużo lepiej - jak w przypadku wielu produkcji żerujących na popularności filmu.