1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

S.T.A.L.K.E.R: Cień Czarnobyla

Panie i panowie, fani FPS, maniacy nietypowych produkcji oraz malkontenci wiecznie narzekający na obsuwy związane z premierą tej gry... w końcu jest, pożądany bardziej niż kiedykolwiek, prawie tak samo odległy jak Duke Nukem Forever, a jednak namacalny, czego najlepszym przykładem są nasze rodzime sklepowe półki. Pozostaje tylko pytanie, czy S.T.A.L.K.E.R, niczym dobre wino, jest tak samo wyborny, dzięki okropnie długiemu procesowi tworzenia...

Zmutowane helikoptery to bardzo niebezpieczni przeciwnicy. Na całe szczęście mamy również zmutowane giwery.

Niemal cztery lata upłynęły od czasu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o projekcie ukraińskiego GSC Game World. Od samego początku interesowałem się ich produkcją, w końcu pomysł (a raczej sceneria!) wydał mi się bardzo oryginalny. Miesiące mijały, a Oblivion Lost (bo tak pierwotnie miała nazywać się ta gra) stał się jednym z najbardziej oczekiwanych tytułów. Mimo tego THQ ciągle podawał do informacji kolejne opóźnienia związane z premierą gry. Jednym razem chodziło o udoskonalenie silnika, drugim o dopracowanie "przełomowej" AI, trzecim razem o jej niemal całkowitą kasację. I tak przez kilkanaście miesięcy. Oczywistym jest, że miarka w końcu się przebrała, większość graczy postawiła nad projektem krzyżyk, sam zaś tytuł stał się "widmem" komputerowej rozrywki niemal na miarę wcześniej wspomnianego Duke'a. Mimo to twórcy wciąż robili swoje, dopieszczając w pocie czoła ich powstające w bólach dziecko. Mimo wszystko...chyba aż "przepieścili" swoją najnowszą produkcję.

Dobre złego początki...

Kręcenie nosem oraz dziwne podejrzenia zaczęły się już kilka miesięcy temu, kiedy podano do informacji, że Cień Czarnobyla zostanie poważnie uproszczony. Brak wcześniej zapowiadanej złożonej sztucznej inteligencji nikomu nie wydał się dobrym rozwiązaniem. Podobnie było z szumnie ogłaszanymi wehikułami, którymi mieliśmy przemierzać szokującą Strefę nieopodal Czarnobyla. Z tego również zrezygnowano, w zamian za co dostaliśmy rozsiane niemal wszędzie małe anomalie, które choć niewielkie, skutecznie potrafią uprzykrzyć graczowi życie. Sama Strefa, czyli blisko 30 km otwartego, realistycznie odwzorowanego krajobrazu również została znacznie zmieniona, na rzecz "pociętych" fragmentów terenu. A więc z otwartością świata również nie tak do końca twórcom wyszło. Fani zaczęli narzekać, co wydaje się zrozumiałe, w końcu początkowo obiecywano im bardzo złożoną, oryginalną i nietypową produkcję, a wyszło na to, że otrzymają za to uproszczony i mocno zubożały tytuł. Złote góry zamieniły się w szarą rzeczywistość. Mimo to narzekanie nagle ustało. W jednym momencie wszystkim graczom podskoczyło ciśnienie, gdy w końcu niczym piorun z nieba pojawiła się wiadomość, że S.T.A.L.K.E.R osiągnął złoty status i właśnie trafił do tłoczni. Każdy był ciekaw, jak wygląda ostateczna wersja tajemniczej Strefy. Ja również nie mogłem się doczekać, aż zobaczę to na własne oczy.

..dlatego większość starć właśnie tak się kończy! Damn yeah!

Pierwsze chwile z grą są bardzo przyjemne. Poprzez efektowne wprowadzenie dowiadujemy się, dlaczego znaleźliśmy się w małej wiosce niedaleko zamkniętej elektrowni oraz co jest naszym głównym zadaniem i motywem naszych działań. Chwila na zapoznanie z menu ekwipunku, bierzemy pierwsze zadanie i ... świat gry jest już w naszych rękach.

World Is Not Enough.

W naszych rękach znajdzie się życie "Naznaczonego"; bezimiennego mężczyzny (może nie do końca bezimiennego, ale trzymajmy się samego początku fabuły :]) który jest typowym przykładem stalkera; człowieka przemierzającego śmiercionośną Strefę na własne ryzyko, poszukując drogocennych artefaktów oraz wykonując zadania miejscowych osób. Wszystko to dla pieniędzy, które są dla tych rzezimieszków siłą napędową. Niestety, konkurencja w postaci innych stalkerów nigdy nie stoi w miejscu, toteż oprócz poznawania głównej osi fabuły powinniśmy wykonywać również zadania poboczne, których jest cała masa. Na szczęście są one dosyć zróżnicowane, toteż nie mamy tutaj do czynienia z ciągiem misji pokroju "udaj się do punku A, zabij osobnika X i zgłoś się po nagrodę do punktu B". Często musimy coś znaleźć, obronić jakieś miejsce czy je zdobyć. Zdarzają się również prawdziwe perełki, jak na przykład eskorta innego stalkera czy napad na konwój. Niestety, złożoność zadań przerosła chyba samych twórców, kilka(naście?)misji jest wręcz niewykonalnych, a wszystko to przez bugi, które dosyć obficie występują w Cieniu Czarnobyla. Po co w takim razie te szeroko zakrojone beta testy?

Podział na bogatych i biednych jest wszędzie. Nawet w Czarnobylu.

Strefa, którą przyjdzie nam zwiedzić to teren naprawdę znaczny, choć nie wygląda mi to na wcześniej zapowiadane 30 km. Mimo to obszar, który dostaliśmy do dyspozycji naprawdę robi wrażenie. Trawiaste pola, lekkie górki, malutkie, zniszczone wioski oraz wielkie fabryki, laboratoria i legendarne miasto Prypeć w roli głównej. O sarkofagu z elektrownią nie muszę już wspominać, ognisko samej awarii jest przecież naszym głównym celem, niestety, nie da się tam dostać tak łatwo, jak sądziłem. Zanim znajdziemy się w samym epicentrum wydarzeń przyjdzie nam przemierzyć wiele kilometrów niebezpiecznych dróg, wykonać kilkadziesiąt ryzykownych zadań oraz poznać kilkunastu bardzo ważnych dla fabuły osobników. Najbardziej boli jednak to, że cały ten teren został pocięty na wiele mniejszych mapek, po których przemieszczamy się widząc ten znienawidzony przez fanów obrazek ładowania obszaru. Zwłaszcza, że liczyliśmy na ogromny świat rodem z Morrowinda czy Obliviona. Na całe szczęście każda z mapek jest wykonana dosyć szczegółowo, każda ma też swój charakterystyczny urok. Trafiają się również prawdziwie klimatyczne arcydzieła pokroju opuszczonej (ale tylko teoretycznie, hehehe...) wioski, miasta-widma czy stacji kolejowej. Otwarte tereny nie prezentują się już tak okazale, mimo to suma summarum świat gry wyszedł twórcom nader wspaniale i co najważniejsze; wiarygodnie. Trudno się zresztą dziwić, był to jeden z priorytetowych celów programistów, w tym celu pojechali oni nawet do samego Czarnobyla, gdzie wykonali dziesiątki, o ile nie setki zdjęć. Wszystko oczywiście po to, aby odwzorować to na ekranie komputera. Operacja wyszła im doskonale. Wyrazy uznania!

No stary, ona tylko wygląda tak kiepsko! Śmiga nie gorzej niż Kubica.

Miało być rewolucyjnie, wyszło jak zawsze

Niestety, niewiele zostało również z głośno zapowiadanego miksu RPG & FPS. Wyszło... czysto FPS`owo. Co prawda mamy jedną tabelkę, ale ogranicza się ona jedynie do pokazywania naszej odporności na poszczególne rodzaje ataku. Inne statystki to dane naszych broni ( o których za chwilkę) czy kombinezonów. Żadnych cech naszych postaci, nie możemy dążyć do zwiększenia celności, czy szybkości. Elementów RPG jest tu tyle, co kot napłakał. Kolejne z założenia "rewolucyjne" idee poszły do piachu na rzecz uproszczenia rozgrywki. A szkoda, krok w stronę dzieł Bethesdy byłby dobrym posunięciem. A tak mamy krok wstecz. Przynajmniej, jeżeli chodzi o trąbienia twórców. Ale tak jest niemal zawsze.

Wracając do zmutowanych helikopterów... potrafią być naprawdę upierdliwe!

Bezdenny plecak! Nie tym razem...

Jeżeli o ekwipunek chodzi, ten jest już bardzo różnorodny. Mamy tutaj bronie wszelakiego kalibru i zasięgu, ubiór, różnego rodzaju artefakty, żywność, zupełnie nikomu niepotrzebne elementy otoczenia czy środki medyczne. Maszynki do zabijania spodobały mi się w S.T.A.L.K.E.Rze najbardziej. Pistolety, karabiny maszynowe, broń biała (tylko nóż, ale już powstają odpowiednie fanowskie mody), broń dalekiego zasięgu czy różnego rodzaju granaty, na rakietnicy kończąc. Najbardziej przypadło mi do gustu realistyczne zachowanie każdej z broni. Nigdy nie byłem na strzelnicy, nie jestem też policjantem czy wojskowym, trudno się więc dziwić, że nie znam się tym sprzęcie, mimo to odniosłem wrażenie, że każdy z gnatów zachowuje się realistycznie. W porównaniu do innych produkcji tutaj naprawdę bardzo ciężko kogoś trafić, o headshocie nie będę już wspominał. Na całe szczęście można korzystać z przyrządów celowniczych, lecz nasza mobilność drastycznie wtedy spada. A ciężko przeżyć ruszając się jak żółw w smole, kiedy zostajemy otoczeni przez stado miejscowych psów... o ile można tak nazwać te parodie naturalnych zwierząt. Na domiar złego każda z broni po pewnym czasie zacznie się psuć i zacinać, toteż powinniśmy pamiętać o częstych zakupach. W przeciwnym razie możemy stanąć z ręką z nocniku pośrodku samego piekła. A bronie w S.T.AL.K.E.Rze mają to do siebie, że kochają zacinać się w najmniej odpowiednich momentach.

Na liczbę kombinezonów przeznaczonych dla naszego łowcy artefaktów również nie wypada narzekać. Całą gama ubioru, poprzez zwyczajne grube kurtki po szczelne skafandry na najnowszych osiągnięciach techniki z okablowaniem dłuższym niż w samej elektrowni kończąc. Każdy z pancerzy ma własne unikatowe statystyki i "cechy" jak na przykład stuprocentowa odporność na radioaktywność bądź ugryzienia. Dodatkowo... wiadomo, zawsze lepiej wygląda się w nowiusieńkim kombinezonie na tle reszty stalkerów ;).Zupełnie inaczej sprawa ma się z tymi całymi artefaktami. Odnaleźć je można tylko w co niebezpieczniejszych miejscach, ponadto każdy z nich (noszony w ekwipunku) może obdarować posiadacza specjalnymi dopalaczami. Każdy z artefaktów jest unikalny i każdy zwiększą inną statystykę bądź cechę. Niestety, jak to w życiu bywa, coś za coś. W zamian za podwyższenie jednego czynnika artefakt przeważnie dość boleśnie zmniejsza inny, przez co raczej nigdy nie możemy liczyć na doskonałą, całkowicie odporną postać. Jeżeli zaś o jedzenie chodzi, nie mamy tutaj żadnych rewelacji. Jemy, aby nie umrzeć z głodu. I tyle. Biada jednak temu, kto wypuści się za daleko w dzicz bez prowiantu. Wielu takich już nie wróciło, zwłaszcza, że nigdy do końca nie wiesz, kiedy takiemu zachce się szamać.

Najbardziej bolesny jest jednak limit udźwigu, przez który skutecznie nauczymy się segregować ekwipunek na ten niezbędny oraz zwyczajny balast, który chociaż cenny, do niczego nam się nie przyda. W plecaku pomieścić możemy maksymalnie 50 kilogramów sprzętu, co w naprawdę jest dużym limitem. Nasz ekwipunek zapycha się raz dwa i bardzo szybko będziemy zmuszeni do poważnych decyzji. "Wziąć więcej amunicji, czy dodatkową broń? A może więcej apteczek?" Choć zębami zgrzytałem na to niemal przy każdej możliwej okazji, jest to kolejny czynnik, który bardzo urealnia rozgrywkę, nadaje jej też nieco indywidualności. Musimy nosić ze sobą tylko to, co pomoże nam przeżyć, jeżeli chcemy poświęcać się dla błyskotek, nie zawsze wyjdzie nam to na dobre.

Czarnobyl...nawet Najzacniejszy z towarzyszy się posypał.

Zwierzaki Hojraka

Zwłaszcza, że kondycja głównego bohatera pozostawia wiele do życzenia. Naznaczony nie jest żadnym sprinterem, toteż długo nie pobiegnie, w przeciwieństwie do naszych wrogów, którzy naprawdę topornie odpuszczają gonitwę za naszą osobą. A że amunicji nigdy nie za dużo...czasem ucieczka wydaje się być o wiele lepszym rozwiązaniem. Musimy uważać zarówno na innych stalkerów (choć jeżeli nie będziesz nikogo zaczepiał, nie musisz się teoretycznie o nic obawiać) jak i na bandytów, którzy uciekli do Strefy przed prawem i więzieniem. Z czasem naszym wrogiem stanie się też wojsko i tajemnicze siły specjalne. Mimo to żadna z tych frakcji nie robi takiego wrażenia jak mutanty, rdzenni mieszkańcy Czarnobyla.

Jurek, serio, mówił, że to ślepaki!

Psy, dziki, świnie, ludzie(?!) jak i wynaturzone laboratoryjne eksperymenty. Zwierzyniec jest stosunkowo bogaty, a same bestie atakują grupami, a gdy trzeba, biorą nogi za pas! Prawdziwa zmora stalkerów, marnujemy masy amunicji, a nie mamy z tego nic w zamian. Omijać, jeżeli tylko się da, no chyba, że mamy za zadanie wyrżnąć w pień właśnie jakieś małe stadko. Wtedy to co innego, walka z tymi bestiami to sama przyjemność... o ile umiesz je trzymać na dystans.

Sam system zadań również pozostawia wiele do życzenia. Co najbardziej irytujące... każde z zadań ma swój limit czasowy, po przekroczeniu którego automatycznie zostaje "zawalone". Ponadto wiele, naprawdę wiele zadań szwankuje, o czym wspomniałem już wcześniej. Bugi nie tyczą się zresztą tylko zadań. Czasem wyparowuje jakaś osoba, choć widać ją na mapie, innym razem jakiś skrypt nie "zaskoczy" przez co musimy wczytać poprzedni stan gry. O wywalaniu programu do windy nie będę już wspominał. Bardzo nieładnie, jak na taki czas produkcji mieliśmy chyba prawo liczyć na coś bardziej dopracowanego*. Na całe szczęście mamy nasze małe PDS, które na bieżąco informuje nas o wszystkich zadaniach, wydarzeniach oraz jest zarazem naszą małą encyklopedią na temat Strefy. Im częściej zaglądasz do tego cacka, tym lepiej!

Konkurs w Playback.pl! Odnajdź na rysunku pijanego stalkera!

Dwie gry w jednej

Od strony graficznej Cień Czarnobyla to prawdziwy fenomen. I nie chodzi mi tutaj o rewolucyjny silnik czy fotorealistyczną, zapierającą dech w piersiach grafikę, nic z tych rzeczy. S.T.A.L.K.E.R to teoretycznie dwa silniki w jednej grze. Tytuł produkowany był już od 2003 roku kiedy to panował niepodzielnie DX 8. Nic więc dziwnego, że to na nim opierana była pierwotnie gra. W dobie DX9 twórcy doszli jednak do wniosku, że najwyższy czas na zmiany oraz poważny lifting ich dzieła, mimo to nie zrezygnowali ze starej wersji gry. Co więc z tego mamy? Program działa zarówno pod DX8 i DX 9 ofiarując zupełnie odmienną grafikę. Niestety, wymagania są tak samo wysokie. Sprzęt sprzed dwóch lat jako tako wystarcza...aby pograć w zubożałą graficznie wersję opartą na DX8!. Jeżeli chcemy się cieszyć piękną grafiką na maksymalnych detalach, 2 GB RAM to bezpieczne minimum. Gra jest straszliwie pamięciożerna, niestety, nie oczekujcie w zamian niesamowitych widoków zadowalających nawet największych maniaków pięknej grafiki. Jest po prostu bardzo ładna, ale nic ponadto. Fani oczekiwali fajerwerków. Dostaliby je, gdyby Cień Czarnobyla wyszedł rok temu. Teraz jest przyjemnie, ale nic więcej. Warto odnotować, że wszystko hula na autorskim silniku X-Ray engine, który bardzo dobrze wywiązuje się ze swojej roli. Mimo to dalej sądzę, że wymagania sprzętowe nie są adekwatne do ostatecznego produktu, jaki dostajemy. Kod mógł zostać lepiej zoptymalizowany.

Może i ślepe, ale i tak czekają na Twoje ciepłe serce!

Muzyka... jedyne, do czego mogę się przyczepić to dźwięki broni. Wszystko inne jest bardzo klimatyczne, wszelkie wycia, odgłosy szurania, muzyka w radiu, komunikaty przez radiowęzeł... świetnie wpasowuje się to w tło i zupełnie nie przeszkadza w odbiorze, za to doskonale buduje klimat rozgrywki. Niestety, czasem pojawiały się i błędy z dźwiękiem. Wiele razy słyszeliśmy warczenie zwierza, którego w zasadzie nie powinniśmy jeszcze słyszeć. Mimo to dźwięk przestrzenny robi wrażenie, jeżeli tylko mamy odpowiednie głośniki i kartę muzyczną możemy poczuć się jak prawdziwi stalkerzy. Na wspomnienie zasługują również świetne piosenki przy gitarze. Często zdarzy się tak, że jakiś stalker, siedząc po ciężkim dniu przy ognisku, wyjmie gitarę i szarpiąc za struny uraczy nas jakąś piosenką. Nie sposób nie zatrzymać się na chwilę i posłuchać jego utworu. Bardzo miła perełka, zwłaszcza, że gitarowych utworów jest kilka i nie nudzą się nam szybko.

Jak mawiają stalkerzy:

Mieszane uczucia]

Jeżeli o samą rozgrywkę chodzi, mam tutaj mieszane uczucia. Z jeden strony mamy bardzo dobrą walkę z przeciwnikami, świetne lokacje do zwiedzania, klimatyczną otoczkę oraz świat pełen tajemnic, świat, który żyje własnym życiem. Z drugiej strony otrzymujemy grę z której wycięto naprawdę wspaniałe pomysły, otrzymujemy produkcję, która z rewolucyjnego mesjasza komputerowej rozrywki zamieniła się w grę, jakich tak naprawdę wiele na rynku. Mimo to S.T.A.L.K.E.R nadrabia to wszystko swoją nietypowością. Boli brak pojazdów, boli brak tak wielu elementów RPG, boli brak mega zaawansowanej sztucznej AI. Mimo to świat, w który zostajemy rzuceni jest tak samo fascynujący bez tych wszystkich rzeczy. W S.T.A.L.K.E.R`a wsiąka się już od pierwszych kilkunastu minut, podziwiając ten wspaniały i jakże sugestywny klimat. Z miejsca wczuwamy się w naszego łowcę artefaktów, a historię przedstawiona w grze traktujemy nadzwyczaj poważnie. Mimo to pomyślcie tylko jak piękna musiałaby być ta gra gdyby spełniono wszystkie zamierzenia twórców?! Cień Czarnobyla to właśnie takie niespełnione marzenia zarówno programistów, jak i samych fanów. Jest bardzo dobrze, ale wszystko blednie w obliczu tego, jak mogło by być. Mam tylko nadzieję, że moja ostateczna ocena nikogo nie zdziwi. Gra jest naprawdę solidną pozycją, ale masa bugów oraz niespełnionych obietnic odcisnęła swoje piętno. Zwłaszcza, że z perspektywy czasu gra miała naprawdę olbrzymi potencjał. Mogła stać się legendą na miarę Half Life 2, a czy ktokolwiek zapamięta tą produkcję na dłużej? Cóż, czas pokaże. Mimo wszystko, mimo tych wszystkich niedociągnięć i niespełnionych obietnic zapraszam Was do Strefy. Sami zapoznajcie się z tym wspaniałym klimatem, z tym realnym, a jednocześnie tak odległym światem. Strefa urzeka od pierwszego spaceru. Dołącz do wspaniałej historii S.T.A.L.E.R`a i przekonaj się o tym na własne oczy. A raczej przekonuj się wiele razy, bowiem gra ma kilka zupełnie różnych zakończeń, a mody masowo tworzone przez fanów zapewnią tej pozycji naprawdę długie życie. Polecam, do zobaczenia w Strefie.