Niektórzy z Was zapewne może się zastanawiać po jaką cholerę tykam się filmu, którego premiera odbyła się 2 lata temu? Otóż "Revolver" jest w moim mniemaniu najbardziej niedocenionym obrazem ostatnich lat! Ba, uważam, że to nie tylko najbardziej niedoceniony, ale również jeden z najlepszych filmów ostatnich lat! Nawet kolega Miguel, który w naszym redakcyjnym gronie nosi miano "Człowiek-Filmweb" stwierdził, że tytul ten to nic zachwycającego…

Sprawdzając noty w różnych serwisach byłem niezmiernie zdziwiony, że "Revolver" został wyceniony tak nisko. Za to recenzje użytkowników serwisu IMDb w dużej większości pokrywały się z moją opinią. Obraz Guya Ritchiego po prostu nie usatysfakcjonował publiki, którą zadawalają tylko maksymalnie spłycone komercyjne badziewia. Podejrzewam też, że duża część widzów po prostu nie zaakceptowała klimatu "Revolvera", bo jest on odmienny od poprzednich dzieł reżysera, czyli "Porachunków" oraz "Przekrętu". Bo rzeczywiście to zupełnie inny styl, rzekłbym trochę bardziej "hollywoodzki", ale jest to styl, który mnie osobiście bardzo przypadł do gustu.

Revolver

Bohaterem filmu jest kanciarz i farciarz Jake Green. Poznajemy go, gdy właśnie wyszedł z więzienia, gdzie spędził 7 lat w samotnej celi. Nie były to jednak jałowe lata, bowiem nawet tam Jake szlifował swe szulerskie zdolności. A po wyjściu z więzienia swe kroki skierował do kasyna, którego właścicielem jest Dorothy Macha i przez którego Jake trafił do więzienia. Budzący postrach Macha nie jest w stanie wystraszyć tylko Jake'a w związku z czym ten ogrywa go na dużą sumę pieniędzy. Zadowolony z siebie wychodzi z kasyna, gdy sielankę przerywa nagłe omdlenie. Okazuje się, że pan Green ma rzadką chorobę krwi, a na dodatek w jego życiu pojawiają się dwaj lichwiarze o bardzo cwaniackim usposobieniu i to cwaniactwo wykorzystują przede wszystkim przeciwko Jake'owi. Wyciągają od niego kupę forsy i wciągają w dziwaczną grę, której zasady są mu zupełnie nieznane.

Revolver

Fabułę filmu opisałem Wam chyba tylko dlatego, że jest dobra, a nawet bardzo dobra, ale to nie ona świadczy o potędze tego filmu. Film ma drugie dno, którego ja Wam nie ujawnię, bo to nie moja rola tylko właśnie widza. Nie tylko dlatego jednak "Revolver" spodobał mi się tak bardzo. W moim odczuciu ten film jest idealny w każdym calu. Prowadzony wątek jest pokazany po mistrzowsku, a scena w windzie, którą możemy zobaczyć pod koniec filmu powaliła mnie na kolana - co i rusz ją przewijałem żeby obejrzeć ją jeszcze raz. Nie zrozumiałem tylko sensu animowanych wstawek, które pojawiają się w pewnym momencie filmu, bo jakichś szczególnych walorów artystycznych to one nie mają.

Podobają mi się tutaj również świetne kreacje aktorów, w szczególności Jasona Stathama, która wcielił się w główną rolę, a więc postać Jake'a Greena. Z radością powitałem również Raya Liottę, który odgrywa tutaj rolę Dorothy'ego Macha'y. Facet nie zrobił wielkiej kariery w Hollywood, ale miał swoje przebłyski, jak chociażby rola chłopca z ferajny w niezapomnianym arcydziele Martina Scorsese.

Revolver

"Revolver" jest dla mnie filmem wprost perfekcyjnym, który zarówno relaksuje jak i dostarcza rozrywki intelektualnej. Zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie, że taki film mógł zostać tak nisko oceniony, ja mógłbym oglądać go kilka razy w tygodniu i się nie znudzić. Jeśli oglądałeś i nie byłeś zachwycony, włącz jeszcze raz i spróbuj docenić kunszt reżyserski Guya Ritchiego, wywal kopyta, otwórz piwo i popłyń. Nie patrz na to, co pan Ritchie nagrywał wcześniej, wczuj się w nowy klimat i chłoń!