1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Recenzja - The Godfather

Rocco di Lucca stojąc w bramie przyglądał się przebiegającym obok pochylonym sylwetkom przechodniów w smugach ukośnie zacinającego deszczu Dyskretnie zerkał
w stronę oszklonych drzwi wejściowych do pizzerii "Monte Calvo". Czekał. Do czekania przyzwyczajony był jak mało kto. Pod lewym ramieniem czuł dobrze znany, jakże miły mu ciężar lupary, dubeltówki z obciętymi oboma lufami. To była jego jedyna prawdziwa przyjaciółka! Dodajmy, piekielnie mordercza przyjaciółka. W chwili, gdy z pizzerii na ulicę wyjdzie ten podrzutek, jak o nim myśleli wszyscy Włosi, cholerny Irish Men o nazwisku Timothy Mc Nolan przemówią obie lufy. - Taki będzie początek kariery w Familii w przyszłości wielkiego Rocco - pomyślał z nadzieją.. Nie wiedział jednego, biedny początkujący "cyngiel" rodziny Maranzano, że jego adwersarz jest strzelcem wyborowym z każdego niemal typu broni. Nie wiedział też i tego, że za kilka kwadransów to Jego ciało będzie przedmiotem zainteresowania coronera i krótkiej notki prasowej.

Na początku była Mafia, tak możemy bez przesady powiedzieć. Pod nazwą tą nie tylko kryje się głęboko zakamuflowana organizacja przestępcza, ale i niemal zjawisko społeczne. Skąd, zatem jej popularność, jej sława? Postaram się Wam Szanowni Czytelnicy przybliżyć w kilku zdaniach to, co nazywamy Mafią. Włoscy historycy jako datę powstania pierwszych struktur organizacyjnych Mafii szacują okolice przełomu XII i XIII wieku! Trudno w to uwierzyć. Od początku istnienia Mafia była strukturą silnie zhierarchizowaną, o wysokim poziomie dyscypliny, który wiernych sobie chronił i nagradzał, natomiast wrogów niszczył - dosłownie i przenośni. Do legendy przeszedł obyczaj "omerty" - zmowy milczenia, za złamanie, której karano śmiercią, innej kary po prostu nie przewidywał regulamin Mafii. A zwyczaj "vendetty", opisany szeroko w literaturze, a głęboko zakorzeniony w tradycji ludowej dwóch kluczowych dla rozwoju Mafii regionów Włoch. Pierwszy z nich to Sycylia z najsłynniejszą Mafią o nazwie "Cosa Nostra" {w tłumaczeniu: "Wspólna Sprawa"}. Drugim miejscem usadowienia się organizacji mafijnej jest Neapol, gdzie przyjęła ona nazwę "Camorra". Dla porządku dodam jeszcze, że istnieją do dzisiaj mniejsze struktury mafijne na terenie Francji, a w szczególności na Korsyce. Wszystkie struktury organizacji zostały skonstruowane w oparciu o hierarchię wręcz wojskową, umocnione dodatkowo więzami rodzinnymi i niewyobrażalnym wręcz wpływie na życie gospodarcze i polityczne państwa, na którego terenie znalazły sprzyjające warunki do rozwoju. Na terenie USA organizacje mafijne o rodowodzie włoskim działały już od lat dwudziestych, w "złotym" dla nich okresie prohibicji, kiedy szmugiel z pobliskiej Kanady zabronionej przez prawo whisky i domowe bimbrownictwo przynosiły krocie. To wtedy powstawały fortuny rodzin Genovese, Maranzano i Bonnano, ze wymienię te największe. W momencie zniesienia prohibicji dochody z nielegalnego alkoholu wyschły, ale, od czego pomysłowość mafiosów? Wymuszenia, haracze, okupy to były naprawdę "drobne" w porównaniu do dochodów z kasyn gry w Las Vegas, czy też narkotyków. Las Vegas wymyślił, zaprojektował i zbudował przy poparciu wszystkich włoskich "famiglia" nie kto inny jak supermafioso Bugsy Malone. Wszystko to dzięki doskonałej konspiracji, skutecznych metodach korumpowania urzędników amerykańskiej administracji, lub też zastraszaniu metodą "propozycji nie do odrzucenia" trwałoby pewnie do dnia dzisiejszego. Nadszedł rok 1963. Po otrzymaniu od Vito Genovese - Ojca Chrzestnego "pocałunku śmierci", consigliere tej rodziny Joe Valachi wiedział, że jego pobyt pomiędzy żywymi jest odmierzany w godzinach. Po dokonanym na niego zamachu na terenie więzienia stanowego, w wyniku, czego zabił zamachowca postanowił o Mafii posiadaną wiedzę przekazać władzom amerykańskim i organom śledczym. To był autentyczny szok dla Amerykanów. Zeznania złożone przez Valachiego przed senacką komisją Kongresu pod przewodnictwem młodego, obiecującego prawnika Johna Fitzgeralda Kennedy przetrąciły kręgosłup Mafii! Sam Joe "Rat" Valachi wskazał i określił funkcję i przynależność 317 mafiosów, należących do prawie wszystkich rodzin. Ujawnił także schematy organizacyjne, w tym działalność "Wielkiej Kopuły", czyli centralnego zarządu wszystkich organizacji mafijnych na terenie USA. Poniżej fotka archiwalna z "facjatą" Joe Valachi - przystojniaczek, nie ma to tamto!

Na podstawie wydarzeń związanych z ujawnieniem roli i funkcji Mafii w amerykańskiej rzeczywistości pisarz Mario Puzo napisał bestsellerową powieść "Ojciec Chrzestny", która ukazała się drukiem w 1969 r. W niespełna trzy lata, dokładnie na przełomie 1971/1972 r. została ona przeniesiona na kinowy ekran. W trzech odsłonach mafijnej sagi rodziny Corleone reżyserowanej przez Francisa Forda Coppolę zagrali sami najwięksi aktorzy Hollywood, że wymienię Marlona Brando - w roli głowy rodu Vita Corleone, Al Pacino, Robert Duwall i wiele, wiele innych znakomitości. Mimo ponad 30 lat od premiery fenomen tematu Mafii trwa do dnia dzisiejszego. Do tego stopnia, że każdy przejaw przestępczości zorganizowanej określa się przymiotnikiem "mafijnej".

Po tym wstępie, który mam nadzieję Was Mili Czytelnicy nie znudził zajmijmy się tematem tej recenzji, czyli grą stworzoną przez specjalistów z EA GAMES pod tytułem "The Godfather", czyli w bezpośrednim tłumaczeniu "Ojcem Chrzestnym"!

Naszym matecznikiem w grze będzie Nowy Jork. To tutaj w ciągu niemal dekady od zakończenia wojny w Europie do 1955 roku otrzymacie szansę stania się zaufanym i godnym członkiem rodziny Corleone, a może nawet samym Capo di tutti Capi, czyli Bossem bossów. Któż to wie? Ścieżki kariery zwykle poplątane są jak wełna merynosa.

Gra rozpoczyna się klimatycznym intrem osadzonym w przeszłości. Historia odsyła nas do 1936 r. W trakcie zamachu ginie jeden z członków rodziny Corleone, a świadkiem egzekucji jest jego syn. Na miejscu jest także Don Vito Corleone, który udziela pierwszej rady zszokowanemu chłopcu zawierającej się w jednym zdaniu - zapamiętaj ten dzień i bądź twardy, a czas Twojej zemsty nadejdzie! Po chwili znajdujemy się w kreatorze postaci, która towarzyszyć nam będzie przez całą historię. Pomysł autorów z EA Games mnie zaskoczył, gdyż wniósł do tej gry niemal erpegowskie elementy, z którymi spotykać się będziemy przez cały czas rozgrywki w trakcie rozwoju postaci. Zabawa jest przy "powoływaniu do życia" naszego człowieka przednia. Mnóstwo elementów wyglądu do ustawienia, że wymienię tylko kształt twarzy, podbródka, kości policzkowych, koloru oczu i wielu, wielu innych parametrów pozwoli absolutnie na stworzenie bohatera zgodnego z naszym wyobrażeniem. Tylko kolor karnacji skóry jest określony od jasnej do mocno śniadej i dzięki temu mowy nie ma o stworzeniu w roli Włocha przedstawiciela rasy żółtej, czy czarnej. Tak, więc o szaleństwach w kreacji raczej nie porozmawiamy. Po stworzeniu fizyczności czas na odziewek i tu przykra niespodzianka. Nasz delikwent jak każdy na dorobku w realnym życiu jest po prostu finansowym golasem. Tak, więc liche porteczki, koszulina też cieniutka i cyklistówka na czerepie dopełnia obrazu początkującego "marginesu społecznego".Ja swojego "makaronika" wyposażyłem w ciemne lśniące włosy, twarzową bródkę i jasne, niebieskie oczy. Skutek dał się później odczuć, ale o tym po tym. Po zakończeniu tej operacji znowu wpadamy mięciutko w intro, które doprowadza nas do naszego człowieka, którego odnajduje Luca Brassi na polecenie Dona Vita Corleone. Niezauważalnie prawie zaczynamy trening, pod okiem zawodowca ucząc się walki. W tym miejscu moja subiektywna uwaga. Początki treningu dla mnie były męką. Skoordynowanie ruchów myszki z czynnościami lewej ręki obsługującej klawiaturę łatwe nie jest, ale po krótkim czasie daje się opanować i potem sprawia już autentyczną frajdę. Lewy sierpowy, czy cios "z dyńki" wykonany w tempie przeciwnika po prostu wykłada! Ten innowacyjny system sterowania od razu skojarzył mi się z "Fahrenheitem", tam także na początku miałem trudności, ale potem miodzio, co ja będę mówił. Po zakończeniu treningu ukaże się Wam Szanowni Gracze Płci Obojga ekran rozwoju postaci, gdzie uzyskane w trakcie poszczególnych etapów gry punkty Szacunku można przekuć w podniesienie kwalifikacji naszego człowieka w takich dziedzinach jak: walka wręcz, umiejętności strzeleckie i parametr określony jako "spryt uliczny". Ten ostatni ma wpływ na poszczególne umiejętności. To kolejny element ukochanych przeze mnie RPG! I świetnie! Zatem czas na grę.

Wspomniałem wcześniej, że rozgrywkę zaczynamy jak początkujący "mafioso". Na początku naszej drogi będziemy otrzymywać proste zadania do wykonania, za które otrzymuje się punkty Szacunku. Właśnie Szacunek w famiglia jest najważniejszy. To on decyduje, czy jesteśmy zwykłym żulem w połatanych porciętach, czy tez godnym zaufania padrone w drogim garniturze, ekskluzywnych okularach słonecznych i kapeluszu borsalino. W miarę zdobywania doświadczenia coraz zasobniejszy będzie stawał się portfel, a i ludzie będą odnosić się do "naszego" w sposób świadczący o zdobytym respekcie. Rozgrywka stwarza możliwość wykonywania zadań pobocznych, co wyraźnie przyśpiesza rozwój postaci. "Robota" będzie trafiała się różna, a to przetrzepanie futra niepokornemu, ściągnięcie haraczu, wzięcie "pod opiekę" przedsiębiorcy, czy restauratora po "pracę na mokro". I tu kolejna ciekawostka. Do uzyskania sukcesu, czyli wysokiej liczby punktów Szacunku liczyć się będzie sposób wykonania zadania. Brutalna siła niekoniecznie musi być kluczem do sukcesu. Zdolności psychologiczne i negocjacyjne Gracza też będą bardzo ważne. Zbyt mocno przyciśnięty do ściany {dosłownie i w przenośni} zamiast wypłacić nam "działkę" odda duszę Stwórcy i po meczu! Nie ma kaski i respektu, więc szukaj dalej sławy i uznania. Zbyt "miękkie" podejście powoduje pojawienie się w polu widzenia kłopotów w postaci konkurencji branżowej. Wyeliminowanie z grona żywych przedstawicieli konkurencji powoduje w ramach odwetu działania tradycyjnej w vendetty. W takim wypadku pozostaje bardzo czujne poruszanie się po okolicy, aby nie powiększyć grona tych, co to "sześć stóp pod ziemią". I tak piąć się będziemy po szczeblach drabiny w hierarchii Cosa Nostra, po naszemu Nasza Sprawa na sam szczyt, droga to będzie daleka.

Fabułę gry oparto o kultowy, przez wielu uważany za najlepszy w historii kina film gangsterski "Ojciec chrzestny". W trakcie gry spotkacie bohaterów filmu w okolicznościach ściśle opowiedzianych w filmie, a nawet niejako uzupełniających film właśnie. Przykład? Proszę bardzo! Pamiętacie głowę konia w pewnym, dystyngowanym łożu? Film nie opowiada jak ta część wielce rodowodowego konia tam się znalazła, ale WY dopiszecie własnym działaniem ten element fabuły. Takich momentów jest zresztą znacznie więcej, ostatecznie to Nowy Jork. W paru miejscach mogę obiecać, że Gracze znajdą się w niezłych opałach, a do niektórych zadań trzeba będzie podejść niezwykle finezyjnie. Gradacja trudności kolejnych zleceń wymusza na Graczu zastosowanie różnych metod wykonawstwa. Spuszczenie komuś niepokornemu "manta", przejęcie od "ochranianego personelu knajpy" papierowej torebki typu "tytka" z kasiorką, czy też użycie niewyszukanej perswazji wobec opornego kontrahenta to zaledwie przetarcie. Można te zadania załatwić z górnego "c" przy użyciu pałki i kastetu, lub też perswazji popartej argumentacją obrazową i urazową {strzał w kolano to też jakiś argument!}. Można też błysnąć talentami dyplomatycznymi i wykorzystując magiczną moc zielonego koloru, głównie na papierze czerpanym skorumpować ważnego dla naszych poczynań "urzędasa". Każda nasza akcja, sukces, lub porażka jest oceniana natychmiast przez kierownictwo Rodziny. I to właśnie jest najciekawsze! Porażka, lub jeszcze gorzej "nawalanka" przy jakimś prostym zadaniu powoduje ośmieszenie i konieczność budowy nowego wizerunku od nowa. Tu nie ma przebacz, oczekujących na nasze potknięcia wewnątrz organizacji jest mnóstwo, no cóż konkurencyjność to nie wynalazek naszych czasów. Z czasem i rzecz jasna przy nabyciu odpowiednich umiejętności zostaniemy dostrzeżeni przez "Wielkich" w rodzie Corleone i od tego momentu nasza działalność nabierze rozpędu. Poszerzanie strefy wpływów "na mieście" kosztem rzecz jasna konkurencyjnych rodzin mafijnych, a jest ich aż pięć: Tattaglia, Solozzo, Straci, Bramini i Cuneo, przejmowanie kolejnych źródeł dochodów i uzyskanie realnej władzy nad podległym terenem to cel, jaki przyświeca Rodzinie Corleone. W trakcie gry poznawać będziemy dzieje tego "zasłużonego" rodu, koneksje rodzinne i biznesowe, no i rzecz jasna tabuny wrogów. Nie raz trzeba będzie mocno kalkulować, co się bardziej opłaca: odesłanie w zaświaty konkurencji za pomocą naszego niezawodnego kumpla Tommyguna, czy też mały szwindel z dużą kasą w tle. Co najistotniejsze i tu jest też olbrzymi plus dla Twórców gry wszystkie zadania powiązano ze sobą w konwencji filmowej. Jak już wspomniałem nie raz w trakcie gry spotkacie bohaterów znanych z "srebrnego ekranu". Do tego dochodzi ściśle związana z postaciami kwestia ich głosów. Otóż usłyszymy głosy "Największych Hollywood" i tak głos Marlona Brando przypisany został do Vito Corleone {zgodnie z pierwowzorem filmowym}, podobnie Robert Duwall użyczył głosu Tomowi Hagenowi - consigliere Corleone, czy też James Caan jako Sonny Corleone!

Tyle, co do zapowiadanej zawartości jak to się dzisiaj modnie mówi merytorycznej. Co do oprawy graficznej jest po prostu pięknie! Dokładnie odwzorowane ulice Nowego Jorku lat 1945 - 1955, samochody zgodnie z ówczesną produkcją, wnętrza utrzymane w klimacie tamtych lat. W niektórych kwartałach dzielnic, jak i do niektórych obiektów po prostu można wejść i pooglądać, jak zwykły turysta i pogadać z tam obecnymi osobami. Ulice wypełnione są przechodniami różnych płci, ras i wieku, oraz statusu społecznego, z którymi można kilka słów zamienić. Co prawda zdarzyć się może, że zaczepiony okaże się gburasem pospolitym, ale dla nas to "mięta" - zawsze można klienta "wyrównać". Większość czasu spędzimy w charakterze pieszego wojownika, ale co tam! Miasto sprawia doskonałe wrażenie, a czasami po "wypożyczeniu" jakiegoś samochodziku można je sobie zupełnie na luzie objechać. Polecam! Niejako przy okazji zorientujecie się w topografii wpływów innych Rodzin i ta wiedza w przyszłości okaże się bardzo użyteczna. Ścieżka dźwiękowa oparta jest jak most na betonowych przyczółkach o motywy bezpośrednio zaczerpnięte z filmu, w tym motyw przewodni, ale jest też sporo muzyki z pobocza włoskiego folku, jazzu i innych w tamtym czasie modnych kierunków muzycznych. Do tego dochodzą niezwykle starannie opracowane odgłosy tła i środowiska {ulice Nowego Jorku w dzień!}. Jednym słowem: kawał dobrze wykonanej pracy. Przypominając sobie momentami ostrą dyskusję, która przetoczyła się po różnych pismach branży gier komputerowych, czy EA Games uda się udźwignąć ciężar kultowego dzieła, a nie spłaszczyć go do frywolnej strzelani muszę stwierdzić, że EA Games z tej produkcji wyszła obronna ręką, z tarczą jak się to mówi! Dyskusja ta, w chwili obecnej w oparciu o istniejącą grę na rynku trwa nadal, z tym, że teraz ścierają się przeciwstawne poglądy i opinie zagorzałych fanów "Mafii", oraz zafascynowanych "The Godfather". Ja z czystym sumieniem stwierdzam - dla mnie ten tytuł jest Wielki i polecam go każdemu rasowemu Graczowi. Zbrodnią jest po prostu w nią nie zagrać! Wielką radość sprawiła mi wiadomość, że "The Godfather" doczeka się kontynuacji w oparciu o część II i III filmowej sagi. Ja już niecierpliwie czekam na ich nadejście.

Na zakończenie niniejszej recenzji parę uwag. Końcowych. Jak zapewne zorientowali się Ci Czytelnicy, którzy dobrnęli do tego miejsca gra "The Godfather" przeznaczona jest dla odbiorców pełnoletnich, czyli osobników w podeszłym wieku powyżej lat 18 { o ile pewien "wesoły R." i jego partyjeczka nie zadecyduje w ramach krucjaty moralnej, że pełnoletniość przysługuje po ukończeniu 65 roku życia, a tak w ogóle w dziedzinie gier dostępny może być tylko "HUGO?!}. Sprawa druga, moim zdaniem bardziej dotkliwa. Otóż grę tą na rynku rozprowadzać będzie według wszelkich znaków na niebie i ziemi Licomp Empik Multimedia. Niestety, cena wydumana za biurkiem specjalisty ds. sprzedaży w tej firmie jest ABSURDALNA! Kwota 159,00 PLN za grę to nie brak rozsądku, ale całkowity brak rozeznania w realiach rynku gier komputerowych! Powiem więcej, jest to zaproszenie piratów wszelkiej maści do wyścigu o klienta. Jestem przekonany, że jeżeli ktoś w Lem-ie nie palnie się porządnie w mózgownicę, to piraty latać będą na równi z jaskółkami w marcu, a forsa zasili szarą strefę, bo ja złudzeń nie mam, WSZYSCY, - KTÓRYCH NIE STAĆ na "głupie" w rozumieniu Lem 159,00 PLN sięgną po "nielegala" I to jest FAKT! Nie chcę być złośliwy, Szanuję Tę Firmę za to, co stara się robić, już sam fakt polskiej premiery w trzy dni po światowej mówi sam za siebie. Małe przypomnienie dla ludzi z Lem. Nie tak zupełnie dawno na rynek wyszła nakładem Lem gra, konkretnie symulator lotniczy "Lock On" w cenie 129,00 PLN. Kupiłem ten tytuł i mam go do dzisiaj, ale mnie po prostu było na niego stać. Ten symulator w tej cenie był niesprzedawalny, za to pirat "za dychę" lądował na każdej giełdzie komputerowej. Nikt tego chyba nie śledził, gdyż po długim zaleganiu w kurzu na półkach wreszcie ją przeceniono na chyba 49,90 PLN, ale tytuł był już "usmażony bez oleju z pierwszego tłoczenia". Jako stały i wieloletni klient rodzimego LEGALNEGO rynku gier komputerowych APELUJĘ do Licomp Empik Multimedia o rozsądek i realne wyznaczenie ceny dla tego Tytułu - to na pewno się opłaci w ogólnym rozrachunku! W tej materii już i tak się zrobił bałagan totalny, gdyż "Ojca Chrzestnego" w sieci handlowej "Saturn" i "Teslo" można kupić za …………99,00 PLN! Na tym cyrku traci i wielka szkoda, że traci sam EMPIK trzymając się sztywno ceny 159,00 PLN, co wywołuje u potencjalnych klientów uśmiech politowania i przyśpieszony marsz do drzwi wejściowych.

I to by było na tyle! - Jak mawiał profesor mniemanologii stosowanej Jan Stanisławski. Życzę niezapomnianych wrażeń z GRY mając nadzieję, że ABSOLUTNIE WSZYSCY GRACZE mają w pamięci, że jest to TYLKO wirtualna rozgrywka! No wiadomo - MY pecetowcy do absolutna czołówka intelektualna rynku!

Ściskam pazurki!

PS. Po kopnięciu w kostkę wymierzonym mi przez moją własną Żonę do ostatniego zdania dodaję - "...i konsolowcy też!"