REKLAMA

Wraz z rozwojem kinematografii rosną wymagania widzów. Na przykład filmy akcji stają się coraz bardziej spektakularne. Wystarczy przypomnieć sobie stare filmy ze Stevenem Seagalem, Sylvestrem Stallone czy Jean Claude Van Dammem i porównać je z ostatnią częścią Szklanej Pułapki czy Transformersami. Dzisiaj miłośnik filmów sensacyjnych chce zobaczyć niewiarygodne akcje, skakanie z helikopterów, pędzących samochodów i rozwałkę na ogromną skalę.

REKLAMA

Potępiony bardzo dobrze przypomniał mi te stare filmy, gdzie liczyła się przede wszystkim efektowna walka na gołe pięści. Co w zasadzie nie jest takie złe.

REKLAMA

Film powstał przy udziale federacji WWE (World Wrestling Entertainment), czyli największej organizacją wrestlingu na świecie. Nie na darmo, bowiem główną rolę zagrał profesjonalny wrestler Steve "Stone Cold" Austin. Fabuła nie jest szczególnym osiągnięciem, co zresztą nie jest niczym dziwnym w przypadku takiej produkcji. Milioner wpada na pomysł zarobienia grubej kasy organizując krwawy show. Za pomącą łapówek wyciąga z więzień 10 żądnych krwi więźniów oczekujących na wyrok śmierci. Wśród nich są różnej maści zwyrodnialcy różnej narodowości - Rusek, Anglik, paru Amerykańców o różnej barwie skóry, a nawet więzienne małżeństwo. Ładuje ich wszystkich na jakąś egzotyczną wyspę, gdzie w każdym możliwym miejscu umieścił kamerę. Celem przymusowych uczestników jest przede wszystkim przeżyć i wyeliminować pozostałych. Nagrodą jest wolność, co dla prison breaka… ops, pomyłka - skazanego na śmierć jest nie lada gratką.

Potępiony

Oczywiście w doborowym towarzystwie są tacy, jak na przykład główny bohater Jack Conrad, którzy mają to gdzieś i nie chcą walczyć, ale okazuje się, że muszą. Potępiony jest jednym z tych wielu tysięcy filmów, które można obejrzeć w nudną sobotę, gdy nie ma zupełnie nic do roboty. Oczywiście nie dorasta do pięt dzisiejszym produkcjom sensacyjnym, które zresztą w częstych przypadkach są jeszcze głupsze niż prezentowany tutaj tytuł. Do tego w fabule znalazło się kilka drobnych zawirowań, dzięki którym nie staje się nudny już po trzydziestu minutach. Scenarzyści wprowadzili też do scenariusza moralną kwestię całego przedsięwzięcia - no bo kazać się zabijać ludziom za wolność? Co z tego, że byli skazani na śmierć, to przecież wciąż ludzie! I takie tam inne pierdoły.

Potępiony

Steve "Stone Cold" Austin, odgrywający w "Potępionym" główną rolę, jest gwiazdą tylko na ringu, ale w filmie zaskoczył mnie grą aktorską na przyzwoitym poziomie. Jedyną gwiazdą na ekranie jest brytyjski aktor Vinnie Jones, znany między innymi z takich filmów jak "Porachunki" oraz "Przekręt" Guya Ritchiego czy też z filmu akcji "60 sekund", gdzie zagrał u boku Nicolasa Cage'a. Trzeba przyznać, że Jones naprawdę pokazał w tym filmie klasę. Reszta aktorów ma na swoim koncie głównie epizodyczne lub małe role, przeważnie w mało znanych filmach.

REKLAMA
Potępiony

To co nie spodobało mi się w filmie, to praca kamery. Oczywiście nie oczekiwałem zdjęć godnych Oscara. Kamera zwykle pracuje przyzwoicie, problem pojawia się, gdy na ekranie ktoś zaczyna się bić. Wówczas obraz trzęsie się, następują zoomy, oddalenia i w rzeczywistości chwilami ciężko połapać się, kto kogo bije. Mistrzostwo w używaniu "shaky-cam" w dynamicznych scenach osiągnął Michael Bay, w filmach którego taki prosty trik zdecydowanie dodaje dodatkowej dynamiki. W "Potępionym" jest jednak znacznie gorzej, bo ani reżyser ani operator nie mogą pochwalić się zbyt dużym doświadczeniem. Da się to jednak ostatecznie przeboleć, a jak się nie da, to obraz ostatecznie nie ma w sobie nic, aby stał się obowiązkową pozycją miłośnika kina akcji.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA