1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Na deskach ringu: Gothic 3

Wpadamy do osady na pełnym biegu. Widzę jak Gorn siecze mieczem Orka, który zabił niewinnego kmiecia. Wybieram drugiego, który wyraźnie szuka ofiary i ruszam w jego stronę. Po trzech krokach zawisam w powietrzu, lecz po 4 krótkich sekundach spadam na ziemię i zdaję cios mieczem draniowi! Cios jeden, gdyż ręka powracająca z mieczem znowu zawisa. Kolejne kilka sekund i mogę walczyć dalej. Ork oddaje ducha a ja ruszam ku następnemu. Ponownie zastygam w powietrzu w malowniczym wykroku, który mógłby obrazować obietnice polityków i ich realizację, po czym znowu wracam do walki. Kilka potyczek jeszcze i wiocha jest wolna, a z nią mieszkający w niej kmiecie. Uff, ale się zmęczyłem.

O! Pan już nie żyje, bardzo przepraszam!

Gothic 3. Kontynuacja kultowej już dzisiaj sagi oczekiwana była przez Graczy niemal na całym świecie od momentu ogłoszenia rozpoczęcia nad nią prac. Nic dziwnego, gdyż obie części Gothica, wraz z dodatkiem "Noc Kruka" były nadzwyczaj udanymi grami z gatunku RPG. Stwierdzam to z całym przekonaniem, na jaki mnie stać. Sam wielokrotnie ta grę przeszedłem i za każdym razem dostarczała mi ona wiele radości z gry. Nic więc dziwnego, że w dniu premiery pojechałem do sklepu i nabyłem ją niespecjalnie przejmując się kosztami. Wiadomo. Trudno pasję przeliczać na złotówki. Ze wstydem przyznaję, że wracając z Katowic do rodzinnego Sosnowca kilkakrotnie złamałem przepisy o ruchu drogowym (szczególnie ten o szybkości lotu) i po chwili siedziałem przy komputerze.

Pójdź ku mnie, a ja Cię utulę Amore Mio!

Dla porządku powiem, że dysponuję na dzisiaj sprzętem raczej przyzwoitym - AMD Athlon 3200 Burton, GF 6800 GT 256 MB, 2 GB RAM firmy Kingston, twardziel Seagate 160 GB. Drżącymi dłońmi rozpakowałem grę i wrzuciłem płytkę DVD do napędu. Gra się instalowała bezproblemowo, a ja w międzyczasie obejrzałem sobie mapę Myrtany - pozaginaną przez bezmyślne wciśnięcie jej do pudełka z grą. Kto to wymyślił?! Należało format mapy dopasować do bezkolizyjnego dołączenia do zestawu, a nie giąć porządnego papieru. Po wyjęciu z pudełka wygląda tak, jakby wcześniej przeżuwała ją jakaś Mućka! Niby drobiazg, ale jak wkurza i przy okazji kompromituje tak Szacownego wydawcę jak CD Projekt. No cóż, facet odpowiedzialny za tą sprawę potężnie od pracodawców powinien dostać… wiecie, w co! Powszechnie jest wiadome, ile potu wylał zespół CD Projektu nad usprawnieniem tej gry. Ponad 100 poprawek mówi samo za siebie. Tradycyjnie polonizacja gry przeprowadzona została na niezmiennie wysokim poziomie, tak, więc mój wielki Szacunek dla tej Firmy w pełni jest uzasadniony.

Blisko, coraz bliżej - toż to molestowanie!

Zainstalowana. Głęboki oddech i odpalamy! Demo śliczne, ale tych fal wokół łódki z żaglami coś jakby za dużo, sporo za dużo. Twórcy gry obraz fal morskich może w telewizji oglądali, a nie w naturze? Ale popis możliwości graficznych, co się zowie. W końcu gra rozpoczyna się w osadzie zaatakowanej przez orków. Z kompanią przyjaciół ruszmy na odsiecz. I … Kanał! Dziadostwo! Cyrk w biały dzień! Gra się tnie okrutnie. Zawisa w najmniej oczekiwanych momentach, po to tylko, aby w końcu wywaliło ją doszczętnie z planszą, że zaistniał "memory leak". Błąd niezależny od wydajności komputera i jego pamięci. Restartuję komputer i zaczynam od nowa. Demko, wioska, walka z zawisami w powietrzu i po wejściu do jednej z chat - łup i oglądam tapetę ekranu monitora! Wywaliło do "windy" bez ostrzeżenia. Wracam, gdyż ja nie poddaję się szybko. Ponownie demoluję orków. Okazuje się przy okazji, że gra zapluskwiona jest do imentu. Przez żyjącego, lub martwego orka mogę przebiec - żeby tak nasi politycy byli przejrzyści, czy jak to się modnie powiada transparentni! Mało tego. Można stanąć bucikiem prosto w … orka i ten nawet nie zaprotestuje! Interakcja otoczenia jest na podobnym poziomie, czyli żadnym. Nic to! Walka dobiega końca i rzucam się w pościg za uchodzącymi z osady agresorami przez bramę. Gonię ich zajadle (wiadomo - punkty doświadczenia piechotą nie maszerują) i w końcu dopadam! Zabijam pierwszego z mściwością godną Kuby Rozpruwacza, patroszę kieszenie z mienia ruchomego i rozglądam się po okolicy. Fajnie jest! Kolorowo, czyste powietrze, sporo roślinek do zebrania i …. Zarżnięty przeze mnie ork z wniebowziętą miną przebiega obok mnie, radośnie podrygując, jakby od herszta grupy dostał zaległy żołd. Co jest?! Gonię pacjenta, pozbawiam życia, pruję kieszenie jego gaci, ale tam nic nie ma, skoro wcześniej wszystko zabrałem i staję obok mając go na oku. Martwy (widać niekoniecznie) niczym Feniks z popiołów wstaje i znowu zaczyna radośnie biegać, niczym fan joggingu. Do trzech razy sztuka! Dopadam go, zabijam i dobijam! Kieszeni nie sprawdzam, bo i po co? Powtórka z historii. "De ża wiu" - jak mawiał ostatnio jeden z czołowych polityków partii "Samogwałt", czy jakoś tak … przestałem się interesować tym zjawiskiem, od kiedy "wyrokowiec" został wicepremierem. Zrezygnowany idę w inną stronę i spostrzegam grupę orków przy ognisku. Pewno lunch mają. Podchodzę bliżej i wszczynam awanturę, aby zdobyć kolejne punkty doświadczenia. W pewnym momencie gra "zatrybia"! Nie mam wpływu na ruch postaci żadnego, a mój "fachowiec" tańczy kujawiaka z orkiem! Dobry Boże!. Dla porządku uzupełnię, że akcja dzieje się kilkakrotnie z uwagi na "podróże do systemu" niezamierzone w żaden sposób. Po kujawiaku i stąpnięciu nogą w prosto w odbyt leżącego płasko zmarłego śmiercią nagłą i bolesną orka orzekam, że wystarczy mi tych atrakcji. Dość. Trwało to 90 minut i było czasem bezpowrotnie straconym. Na dowód tego, co piszę dołączam własnoręcznie zrobione screeny z tego epokowego wydarzenia.

Ma zrosty na żebrach i marskość wątroby, pewnie pije ...

Wychodzę z gry. Moja Ukochana Żona śledziła od początku moje zmagania z tym "wyrobem". Pewnie gdybym palił papierosy to sięgnąłbym po nie bez namysłu, ale rzuciłem ten zgubny nałóg wiele lat temu, więc dla ostudzenia emocji (stan mojego wkurzenia osiągnął zenit!) biorę osobistego (tak powiada Szczęście Moje Dozgonne) psa i idę z nim na spacer. Psisko złapało bonusa poza kolejnością. W czasie godziny pobytu blisko natury zacząłem myśleć racjonalnie. Może mój komp zestarzał się już tak, że tej "nowości" nijak nie chce "zmielić"? Niemożliwe, wszak, co by o nim nie powiedzieć, jest sporo wyżej od minimalnych wartości konfiguracji podanych na pudełku z grą. GeForce 6800 GT to mimo wszystko lepsza karta graficzna, niż awizowany przez producenta GeForce 5200! Przychodzi mi myśl do głowy, aby "Gothica 3" sprawdzić na innym, mocniejszym komputerze. Mam kolegę Waldka, który dysponuje sprzętem zbudowanym na procesorze Intel Core 2 Duo E6400, z kartą graficzną Gigabyte GF 7950 GX2 1024 MB DVI TV i pamięcią RAM w rozmiarze 3 GB firmy Kingston. Dzwonię do niego, wyłuszczam sprawę i po chwili melduję się w jego "jaskini". Instalka i gospodarz odpala grę.

Do walca angielskiego uniżenie prosić mogę? Proszę!

Nie wierzę własnym oczom! Na TAKIM sprzęcie "Gothic 3" także się tnie! Znacznie mniej, niż na moim komputerze (dzieli je przecież ocean możliwości i głupotą byłoby je w jakikolwiek sposób porównywać - może obudowy i sznur do zasilania, na tym podobieństwa się kończą), ale jednak! Nieprawdopodobne. Nikomu nie uwierzyłbym w taką możliwość, a mam ją przed oczami. Niemniej, Waldek gra, a ja patrzę spokojnie jak kumpel bawi się grą za moją kasę, ale nie jestem przecież małodusznym sknerusem. 18 minuta rozgrywki (cały czas śledziłem czas) i bum! Znajoma plansza w białym kolorku z komunikatami i informacją "memory leak"! Waldek osłupiały patrzy w ekran i mamrocze słowa, które nie nadają się w żaden sposób do zacytowania. Z rzeczy nadających się do przytoczenia - "….o ……taki …….numer …….widzę pierwszy raz w życiu"! Pieni się jak mydełko "Fa", gdyż mimo moich nalegań nie zrobił save'a. Zaczynamy od nowa. Tym razem po mniej więcej 15 minutach (teraz już zrobił zapis gry) gra wywala się bezpowrotnie do systemu. Ładna tapeta Walduś - pocieszam Kolegę, którego ciśnienie tętnicze sądząc po kolorze pyszczyska dawno przekroczyło granice bezpieczne dla zdrowia. Wczytanie gry, kolejne niemal pół godziny i znowu wycieczka do "windy". Kolejne wczytanko i po jakimś czasie "memory leak". Starczy nam obu. Zabawa trwała prawie 4 godziny, profit z niej tylko taki, że napiłem się przy okazji porządnego angielskiego piwa, którego fanem jest Waldek. Rozmawiamy chwilę i podobnie jak ja właściciel "superkomputera" (na nasze przaśnie polskie zarobki i warunki) jest zdumiony ogromem brakoróbstwa producenta. PRODUCENTA! Podkreślam winowajcę z wytłuszczeniem, a nie polskiego wydawcę CD Projekt, który włożył tyle pracy w - powiem krótko: ratowanie tego, co do imentu schrzanił Producent. Kolega też zna historię od podszewki, gdyż jest wielkim fanem "Gothica". Po meczu. Wracam do domu.

Połowa zepsutych zębów i włosy w uszach! Niechluj jeden!

Targają mną sprzeczne uczucia. Wywalić to nieudane "dzieło" na śmietnik, sprzedać może innemu fanowi serii "Gothic" czy zachować dla potomności, jako świadectwo nieudolności i beznadziejnej pogoni za kasą Producenta? Zwyciężą opcja trzecia i to nie z powodu udowodnienia przez potomnych w wieku XXIII faktu produkcji bubli w XXI, ale postanawiam czekać, aż pojawi się patch likwidujący "atrakcje nadprogramowe" fundowane przez grę użytkownikom. Podejrzewam, że wielki będzie, jak wieloosiowa ciężarówa i oby pojawił się jak najszybciej!

Opalenizna a'la Endrju L.! Mają wspólne solarium?!

Nie jestem w stanie powiedzieć, dociec w jakikolwiek sposób, co kierowało zespołami "Piranha Bytes" i "JoWooD" tworząc trzecią część "Gothica" w sposób tak niechlujny. To słowo jest najbardziej chyba odpowiednie dla zdefiniowania tej sprawy. Pogoń za kasą Graczy? Wyścig z czasem, aby na rynek gier wejść ze wszelką cenę przed "Neverwinter Night's 2"? Stanąć w szranki z "Dark Messiah of Might & Magic", który, mimo, że jest mocno "naciąganym" cRPG (a w rzeczywistości grą akcji wyposażoną w "rolplejowe" elementy) pod względem wykonania i użytkowania bije na głowę historię rodem z Myrtany? Pytań jest znacznie więcej. Jaki sens miało tworzenie gry o tak wyśrubowanych wymaganiach sprzętowych, która i tak nie jest w stanie dokonać rewolucji w poziomie oprawy graficznej? Owszem, "Gothic" graficznie wygląda bardzo ładnie, ale moim zdaniem na tym polu przegrywa z "Oblivionem", który wymagania ma niższe.

Wykorzystam obojczyk jako osełkę

Skoro już o tym piszę to jeszcze jedno porównanie dotyczące tym razem fizyki i interakcji z otoczeniem. W porównaniu z "Mrocznym Mesjaszem" przegrywa bardzo wyraźnie i to jest smutny fakt dla wielbiciela gotyckich klimatów. Faktem jest, że niewiele pograłem w grę, ale to, co zobaczyłem zupełnie mi wystarcza. Wymagania sprzętowe będą poza tym wszystkim dodatkowo powodem, dla którego krąg odbiorców gry znacząco się zawęzi. Kto bowiem wyda na grę w wersji podstawowej (o Edycji Kolekcjonerskiej nawet nie wspominam z uwagi na koszty, które są naprawdę wysokie) kwotę 129,00 złotych, aby potem w zaciszu domowym grać na najniższych z możliwych ustawieniach, radując się każdym wywaleniem do systemu, czy drżąc o utratę save'ów? Pewno tylko najwięksi z najzagorzalszych fanów gry podejmą to wyzwanie, a reszta po prostu gry nie kupi. Ja posiadając dzisiejszą wiedzę na pewno poczekałbym z zakupem do pojawienia się wersji znacząco poprawionej tej gry. Nie mam już zdrowia do czytania komunikatów na ekranie po każdym "byku" gry, wycieczek od save'a do save'a i oglądania grafiki na poziomie przenikających się elementów, zatrybień i innych wątpliwych "atrakcji". Nie tego oczekiwałem i tym większa moja przykrość z powodów, o których ten tekst mówi. Przyjaciele zza Odry strzelili sobie przepięknego gola samobójczego.

MOtylem jestem uuuuuu!

Pełen podziwu jestem natomiast dla ekipy CD Projektu za włożony wkład, jak się okazuje tytanicznej wręcz pracy. Nie chcę nawet myśleć, w jakim stanie Oni otrzymali grę do lokalizacji i spolszczenia! Pracę swoją wykonali koncertowo i w żadnym wypadku nie ponoszą nawet grama odpowiedzialności za stan, w jakim trafiła ona w ręce Graczy. Wiadomo, że z "Trabanta" bolidu Formuły 1 się nie da zrobić. Wspaniale wykonana polonizacja, we wszystkich jej aspektach, Aktorzy i Artyści użyczający swoich głosów bohaterom "Gothica 3" to jeden z głównych powodów, o ile nie najważniejszy, że gry tej nie spuściłem w niebyt. Chylę głowę z Szacunkiem i Uznaniem przed polskim Wydawcą i jestem święcie przekonany, że "Wiedźmin" ustrzeże się wszystkich "atrakcji", które stały się udziałem trzeciego Gothica. Wiadomo, że najlepiej jest uczyć się na cudzych błędach i ja szczerze ekipie Twórców z CD Projekt tego życzę.

To się nazywa serwilizm, po naszemu włazidupstwo!

Rodzi się pytanie, czy warto "Gothica 3" kupić? Decyzja należy do Was Gracze i ja w tej sprawie podpowiadać Wam nie zamierzam. Wspomnę, że swoją grę zachowałem i nie zamierzam się z nią rozstawać. Ten fakt może być dla niektórych z Czytelników cenną wskazówką.

Póki, co, walka zakończyła się przed czasem!

Mariusz PIRX Janas (waga ciężka - 104 kg)