1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Moja przygoda z grami cRPG [cz.1]

Początki

Pierwszy był Baldur's Gate. I to od niego wszystko się zaczęło… Od tamtych pamiętnych chwil rozpoczęła się moja, wielka przygoda z grami cRPG. Ale zacznę lepiej od początku …Pewnego słonecznego dnia brat przywiózł świeżutkie, jeszcze ciepłe pudełko wprost ze sklepu nie dla idiotów! Otworzywszy ciężkie pudło, wyjąłem zimnymi, drżącymi rękoma (to z podniecenia!) grube "opakowanie" na płytki (a 5 ich aż było) i zadowolony niczym małe dziecko, które dostało właśnie klocki LEGO włożyłem do napędu CD1. Przystąpiwszy do instalacji, przeczytaniu spokojnie ostrzeżeń i po wyświetleniu okienek, informujących gracza, o niezbędnych rzeczach kliknąłem nareszcie na ostatni "next" i odetchnąwszy z ulgą przystąpiłem do ciężko strawnego procesu kopiowania plików na dysk twardy (nie dosłownego jakby co;)). Instalacja przebiegła szybko i sprawnie, aż wreszcie kliknąłem na "finisz". Po parunastu sekundach (pamięć moja może mnie mylić…bo toż to było dość dawno) ustawiłem sobie niezbędne opcje i nacisnąłem deczko za szybko (znów to przez to podniecenie!) na ikonę z napisem Baldur's Gate. I od momentu uruchomienia gry, przestałem myśleć o rzeczywistości i otaczającym mnie świecie. Oddałem się całkowicie Wrotom Baldura. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Śniłem o niej nocami, rozmyślałem dniami, a nawet podczas przerw obiadowych i siedząc w szkolnej ławce nie pozbywałem się myśli o tejże grze. Od razu ten typ rozrywki przypadł mi niezmiernie do gustu - od czasu, gdy gra ukazała się na półkach sklepowych. Żałowałem później, że już wcześniej nie zasięgnąłem po tego typu produkcje. Przecież już na początku lat 90 - tych wyszło sporo naprawdę świetnych, godnych zasmakowania cRPG'ów. No cóż zrobić, nie dane mi było zapoznać się z nimi kilka lat prędzej. W tamtych czasach byłem całkowicie oddany innej miłości (mianowicie biega o Prince'a i jego baśniowych przygodach ;)). Ale starczy już chyba tego gderania na temat moich początkach początków. Zabierzmy się do bardziej rozbudowanego opisywania poszczególnych tytułów, po które sięgnąłem po kolei przez trwającą dobre parę lat przygodę, która przetrwała do dziś i myślę, że jeszcze trochę potrwa. Przynajmniej mam taką nadzieję. Stara miłość nie rdzewieje, to może odrobinkę młodsza też? Zapraszam do czytadła!

Baldur's Gate

Gra ta zawładnęła mym umysłem całkowicie. Grafika, dźwięk, fabuła, rozwój postaci - wszystko stało na najwyższym poziomie. A co najbardziej spodobało mi się w BG? Hm…Trudno pytanie. Dokładnie, to sam nawet nie wiem. Może fabuła, opowiadająca historię osoby, która straciła pamięć - z czasem dowiadujemy się wielu, ciekawych informacji na temat naszej przeszłości. Może klimat - był wspaniały, urzekł mnie od pierwszych chwil, zaraz po uruchomieniu. A może co innego? Świetny system walki? Albo interesujący, rozbudowany rozwój naszych dobrych bądź "schwarz" charakterów? Czyż muszę odpowiadać na to zadane przez siebie pytanie? Do dziś głowię się, co tak naprawdę potrafiło mnie przykuć do monitora na bardzo długi okres (niezliczone godziny…). Być może wszystko po trochu - zrobione tak genialnie - wpłynęło na jakość tego tytułu. Zapewne. BG miała to, co powinna mieć gra cRPG. Mimo, że to był pierwszy tytuł tego typu, w jaki zagrałem, darzę ją także dużym sentymentem do dziś to i tak uważam, że najlepszą grą tego typu nie jest. W późniejszych latach wyszły może jeden, może dwa produkty, które przewyższają pod wieloma względami grę BioWare (ale czy pod każdym?). Jednakże pozostawiłbym ją bardzo wysoko w moim własnym rankingu, na pewno w pierwszej trójce. Baldur's Gate nie znudziła mi się do teraz, aktualnie zaczynam chyba po raz szósty. To chyba o czymś świadczy?

Planescape Torment

Jeżeli się nie mylę, to następnym po Baldur's Gate tytułem, w który zagrałem to właśnie - Planescape Torment. Tutaj muszę wspomnieć, że nie od razu gra powaliła mnie KLIMATEM! (O tak, klimat w tej grze to jest COŚ!). Jakoś nie mogłem się do niej przekonać. Próbowałem, tak próbowałem. Ze mną często jest tak, że nie dostrzegam "genialności" gry dopóty, dopóki nie zagram drugi raz. Wtedy dopiero znajduję w niej elementy doskonałe, świetne lub bardzo dobre. Doceniam ją! Tak samo było z PT. Z początku gra odrzuciła mnie - jak już wcześniej napomknąłem - klimatem (zbyt ciężkim?), nie potrafiła mnie zatrzymać na dłuższy czas (dość szybko poleciała z dysku i wymieniłem ją w sklepie na inną grę), lecz po paru latach zachęcony niską ceną kupiłem ponownie (hehe…sam nie wiem czemu to zrobiłem :P) już nowe wydanie (wszystko ładnie "spatchowane", a nawet wersja ta została zmniejszona do 2CD). No i tak, Planescape pochłonął mnie na caluteńki mieszek ;) Żałuję, że wcześniej nie przekonałem się do tego dzieła. Fabuła wybija się ponad wszystkie, dostępne cRPG'i na rynku! Chyba nie widziałem bardziej rozbudowanej. Gra raczej stawiała właśnie na ten aspekt, a niżeli na walkę (w innych "erpegach" było przeważnie odwrotnie albo wyrównane). Tak, więc odwrotnie już było (chociażby w przypadku Icewind Dale, o którym opowiem dalej…), ale tak jeszcze nie! Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek fan gier cRPG nie zagrał w PT. Jeśli tego nie zrobił to niech lepiej siedzi cicho pod miotłą albo jak najszybciej odrobi zaległości!

Icewind Dale

Następna gra, oparta na silniku - Infinity. Czy tak samo dobra? To zależy dla kogo, że tak ujmę. Powiem od razu - Icewind Dale nie jest grą dla wszystkich. Zdecydowanie więcej w niej walk niż nader rozbudowanych przygód. Choć klimat w niej równie dobry, krajobrazy piękne (ach…te lodowe krainy - to mi się chyba najbardziej podobało) to nie wciągnęła mnie tak jak wyżej opisane gry. Brakowało mi wspaniałej fabuły na miarę PT albo chociaż pierwszej części Baldur's Gate. Może i na początku przypadła mi do gustu, to z czasem coraz bardziej mnie odtrącała…Dlaczego? Po prostu nużyły mnie walki, których było od groma! (i jeszcze więcej). Opuściłem Dolinę Lodowego Wichru dość szybko, mniej więcej gdzieś w połowie gry. I do teraz - zrażony troszkę za bardzo - nie zainstalowałem jej ponownie. Odeszła w niepamięć. Może troszkę za surowo do niej podszedłem? Sam nie wiem. Spróbuję dać jej drugą szansę w najbliższym czasie, a nuż okaże się, iż teraz odnajdę w niej więcej plusów niż minusów (a już nieraz było ze mną podobnie - co już napisałem przy PT).

Baldur's Gate 2

Trudno mi będzie pisać o grze, z którą spędziłem w moim mniemaniu zdecydowanie za mało godzin. Aż wstyd mi się przyznać, ale grę w BG2 zakończyłem na etapie początkowym (1 lub 2 rozdział bodaj). Dlaczego tak się stało? Otóż miałem z nią nie lada problemy…co chwilę mi się wieszała, komp się resetował, wyskakiwały przeróżne errory i nawet parę razy straciłem ważne save'y. Co za pech - czemu tak się dzieje? Testowałem nie tylko na jednym pececie drugą część Baldura, lecz na każdym nie chodził tak jak trzeba (być może to była i jest wina mojego egzemplarza?). Ale dobra, nie o tym miałem pisać. Na pierwszy rzut sequel BG wydał się ciekawszy, a na pewno większy. Wsiąknąłem ponownie w świat Forgotten Realms, odejść nie chciałem (ale zostałem do tego zmuszony ;(). Poznałem zaledwie cząstkę jego magii. Choć niewiele w nią grałem to jednak chyba część pierwsza była lepsza (porównując początek tu i tam) W najbliższym czasie, po ukończeniu prequela zamierzam przysiąść i przełamać wszelkie blokady i w końcu w pełni cieszyć się Baldur's Gate 2.

Fallout

No to teraz czas przyszedł na cRPG-a, z troszkę innej parafii. Osadzonego w całkowicie innym klimatach (co nie znaczy, że gorszych). Gra rozgrywa się w postapokaliptycznym świecie przyszłości, zniszczonym przez wybuch bomby atomowej. Muszę przyznać, że Fallout nie urzekł mnie. W sumie początki są często jakieś niemrawe, ale gra musi mieć to coś, żeby nie pozostawiło ciebie obojętnym. Widocznie klimat, jaki tam panował nie bardzo mi przypadł. O niebo bardziej wolę świat fantasy, magicznych stworów i wielkich czarnoksiężników. I dziś stwierdzam, że ta gra najzwyczajniej nie jest dla mnie. Więc i niech tak pozostanie. Wcale nie uważam, że jest słaba (bo tak nie jest). Wielu uważa, że to najlepsza gra cRPG, jaką człowiek kiedykolwiek ujrzał. Ja najwidoczniej jestem pewnie w mniejszości, ale co tam. Nie zawsze każdemu się podpasuje tym samym, czyż nie mam racji? Nie będę pisał osobno o "dwójce" bo jej nawet nie tknąłem, z powodów parę linijek wyżej podanych. I znów w najbliższych miesiącach chcę zacząć przygodę z tymi tytułami jeszcze raz. Zobaczymy czy moje zdanie na ich temat się zmieni…

Arcanum

Arcanum to gra stworzona przez twórców Fallouta. Pewnie myślicie, że troszkę przypomina ich poprzednią produkcję (wszak studio już nie te, bo tamte ogłosiło upadek…)? I dobrze myślicie! Niektóre rzeczy niczym jakby żywcem wyciągnięte z Fallouta tylko sama gra położona w innym uniwersum (przynajmniej ma się takie wrażenie;)). Ale to chyba dobrze, nie? Heh…zaraz mnie pewnie fani tej gry nabiją na pal. Dlaczegoż? Bo Arcanum to chyba najgorsza gra cRPG w jaką grałem z wszystkich tych, które wymieniłem i wymienię. Ot tak po prostu - nie spodobała mi się w ogóle. Skuszony dość pochlebnymi ocenami w serwisach wysokiej rangi rozczarowałem się Arcanum. Szkoda, naprawdę szkoda. Do tego gra miała dużą ilość bugów (w ich innych, później wydanych produktach tejże firmy nie było ich mniej, a nawet i więcej!).

Gothic

Jak ja lubię niespodzianki. Jak gra, o której niewiele się mówiło mogła zyskać tak dużą rzeszę fanów? Twórcy, tworząc Gothica sami do końca nie byli przekonani, że ich pierwsza gra (tak, tak - dobrze słyszycie) zrobi taką furorę. Pomimo, że w czasie swojej premiery nie posiadała wyśmienitej grafiki (aczkolwiek dobrą, a nawet bardzo), miała sporą ilość frustrujących niedociągnięć (ale duża część została poprawiona w patchach) potrafiło przyciągnąć do siebie każdego fana cRPG-ów! Ja zachęcony jedną recenzją w pewnym czasopiśmie zasięgnąłem po ten produkt , do samego końca nie byłem pewien, czego oczekiwać po Gothicu. W każdym bądź razie nie oczekiwałem po tej grze niczego. Po prostu zakosztuje, a nuż się spodoba. Byłem do niej nastawiony dość obojętnie. No, więc w moje zimne łapki trafiła owa gra. Z początku było średnio na jeża, ale im dalej, tym lepiej! O tak, tak dużo lepiej. Nie zważywszy na grafikę, zagłębiłem się w niezwykły świat Myrtanii. I tak straciłem parę dobrych dni.

The Elder Scrolls III: Morrowind

Po tym dziele spodziewałem się w pewnym sensie rewolucji. Miała być epicka przygoda, przecudna grafika, masa questów, czekających na bohatera, przeogromny świat i kupa wypływającej z niej grywalności. A jak było i jest? Gra Bethesdy rzeczywiście spełniła większość swoich obietnic. Otrzymaliśmy śliczną oprawę wizualną (w tamtych czasach potrzeba było mocnego sprzęciora, żeby udźwignąć Morka w najwyższych detalach), OGROMNY świat i dolinę niekończących się wręcz questów…Jednak…Morrowind wiał nudą. Może moje oczekiwania były zbyt duże? Chyba za bardzo liczyłem na ten tytuł. Z PT było tak, że dopiero za drugim razem dostrzegłem jej wielkość, ale już z TESIII tak nie było. Próby były, jednakże z marnym skutkiem. Nie mogłem się dosłownie do niej przekonać, co to za męczarnia wręcz była!. Niby duży świat, a ogarniało cię znużenie już na samym wstępie lub przy drugim mieście. Z tą grą było tak, że jednych zachwyciła, a drugich zniesmaczyła (wnioskuję to z opinii na różnych forach).

Neverwinter Nights

Ogłaszana była jako nowy wymiar gier cRPG! Miała mieć rozbudowana fabułę a'la Baldur's Gate, masę różnorodnych potworów, do zasiekania, ogromne ilości questów plus niesamowity multiplayer. Od razu rzeknę, że NWN zawiodła mnie w singlu prawie na całej linii. Multi natomiast nie miałem okazji przetestować (w ogóle wcześniej nie przepadałem za takową rozgrywką, wolałem wielką, rozbudowaną historię niż wojowanie w sieci…ale to swoją drogą…), a ponoć te jest w grze - genialne! Ale wróćmy…BioWare zapowiadało wiele, ale niestety nie wywiązało się co do wszystkiego tak jakbym sobie życzył (ech jak ja lubię sobie narzekać :P). Brakowało mi po prostu ciekawej fabuły. Moim skromnym zdaniem twórcy nie powinni nastawiać NWN na większą młóckę niż to było w ich poprzednich dziełach (zazdrościli olbrzymiej popularności Diablo II?). Niemniej jednak tytuł na pewno godny polecenia. Po prostu nie zawsze lubię zachwalać gier pod niebiosa. Widocznie jak najszybciej muszę zmienić moje nastawienie do gier…bo nieraz już się za bardzo zraziłem ;)

Części pierwszej koniec!

I na tym zakończę część pierwszą artykułu - "Moją przygodę z grami cRPG…". Możliwe, że niektórzy fani którejś wyżej wymienionej gry "zbiczują" mnie. Bóg dał nam wolność słowa, więc gderam co mi ślina na język przyniesie (nawet jeśli jest to negatywne w stosunku do dzieł przeze mnie opisanych…w sumie to zależy od punktu widzenia). Nie bierzcie do siebie moich opinii na temat gier cRPG (zwłaszcza tych, co mniej lub bardziej zostały lekko zjechane). Przez moje wymagania, psioczę na byle co, nawet na najmniejszy irytujący błąd. Jeśli jest jakiś fan cRPG na tej planecie, który nie miał okazji bądź z pewnych powodów nie zagrał w jakiś z wypisanych przeze mnie tytułów to niech gna do sklepu, żeby nadrobić straty! (takowy jegomość ma czego żałować, oj ma…;)). Bo każda jest warta każdej sumy i każdej spędzonej chwili. Moje wrażenia i dalszy ciąg przygód poznacie już za miesiąc… A teraz Drodzy Czytelnicy pożegnamy się!

C.D.N.