1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

King's Bounty: The Legend

Biurko pokrywały plamy po kawie i resztki pośpiesznie zjedzonego obiadu. Wysunięta z ciemności ręka włączyła wentylator. W powietrzu obok zapachu pleśni i chipsów pojawiła się jakże charakterystyczna woń kurzu. Podmuchy wiatru sprawiły, że groszek przetoczył się po stole i upadł na podłogę. Trójka postaci tłoczyła się wokół monitora, który rozświetlał pokój na tyle, że możliwe było ujrzenie kształtów i sylwetek, ale... nic ponadto.
- Dobra panowie, jeszcze jedna tura i kończymy - powiedział, choć nikt nie wierzył w sens tych słów...

King's Bounty: The Legend

Po przedstawiony w serii Heroes of Might and Magic model rozgrywki nie sięgano dotychczas zbyt często. Owszem - świetne (i zarazem zadziwiająco mało popularne) Disciples wraz z sequelem nawiązywało w założeniach do legendarnej produkcji 3DO, gdzieś po drodze pojawiły się też dwie części Etherlords, ale... szczerze - czy ktokolwiek pamięta jeszcze jakiś tytuł, który miałby szansę może nie tyle odebrać 3DO palmę pierwszeństwa, co, po prostu, stanąć z "Heroesami" w szranki* [Spellforce 2 - Volt.]?

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak na to, że rok 2007 będzie dla miłośników kultowej sagi przynajmniej satysfakcjonujący. I to nie tylko ze względu na zapowiedziany niedawno kolejny dodatek do przygotowanej przez rosyjskie Nival piątej części HoMM zatytułowany Tribes of the East, który przyniesie nam możliwość pokierowania zupełnie nową rasą - orkami. Na wrzesień tego roku studio Ino-Co przygotowuje bowiem interesujące Fantasy Wars (dawniej - Mythic Wars), zaś Strategy First ma w planach wydanie Disciples III: Renaissance. Nieco wcześniej, bo już w czerwcu (przynajmniej teoretycznie) na półki sklepowe trafi King's Bounty: The Legend. Na marginesie - jeszcze do niedawna gra znana była pod tytułem Battle Lord, ale mądre głowy koncernu 1C Company doszły do wniosku, że lepszą sprzedaż przyniosłoby ochrzczenie gry mianem słynnego protoplasty Heroes of Might and Magic. Zaskakująco szybko firmie udało się wejść w posiadanie licencji i tak od rzemyczka do koziczka...

King's Bounty: The Legend

Jeśli się wzorować - to tylko na najlepszych. Panowie z Katauri Interactive, którzy zajmują się produkcją "Legendy" pomyli chyba jednak słowo "wzorować" z "kopiować". Czytając informacje, którymi dzielą się z nami Rosjanie nie sposób nie odnieść wrażenia deja vu (a w każdym razie odczuje je każdy, kto kiedykolwiek grał w dowolną część "Heroesów"). Mniejsza już o podobne założenia. Fakt - gra toczy się na kilku płaszczyznach - walczymy (pole walki, oczywiście, ograniczono heksami) w najróżniejszych sceneriach, rozbudowujemy naszą siedzibę i eksplorujemy ogromną, a zarazem do bólu klasyczną krainę fantasy.

Twórcy jednak nawet nie starają się zamaskować swych inspiracji. Ras do wyboru jest siedem i jednostki każdej w mniejszym lub większym stopniu przypominają odpowiedniki z którejś z części HoMM. I tak armię ludzi zasilają wieśniak, łucznik, zbrojny, mnich, arcymag (choć tutaj akurat powiało nieco Academy) oraz paladyn i kawalerzysta. Heaven pełną gębą. I jest to powiedzmy do zaakceptowania, bo prochu autorzy nie wymyślą i nie zaprojektują dziesiątek interesujących, wiarygodnych i niespotykanych oddziałów ludzkich zarazem.

King's Bounty: The Legend

Ale już patrząc na listę nieumarłych (szkielet, zjawa, wampir, lisz, rycerz chaosu, mumia i smok-szkielet), czy elfów (wróżka, driada, drzewiec, elfi wojownik, druid i jednorożec) nie ma wątpliwości, czym inspirowali się twórcy. Nie chodzi już nawet o podobieństwo, że tak powiem, koncepcyjne, ale również o podobieństwo stricte fizyczne. Lepiej jest w przypadku kolejnych frakcji - bestii, orków i krasnoludów, choć już przy projektowaniu jednostek demonów programiści, ponownie, odrobinę zbyt mocno nawiązali do produkcji ś.p. 3DO i przygotowanej przez Nival części piątej.

Innowacją może być fakt, że po mapie poruszać się będziemy w czasie rzeczywistym, zaś potwory nie będą bezmyślnie czekały w jednym miejscu, co powinno przydać rozgrywce dynamizmu (możnaby, od biedy, odnaleźć odniesienia do HoMM IV, ale cii...). Cukierkowa, zdecydowanie przesłodzona, momentami wręcz karykaturalna, choć zarazem zaskakująco porządna oprawa graficzna także nie pozostawia wątpliwości, czym inspirowali się graficy.

King's Bounty: The Legend

Battle Lord... o przepraszam - King's Bounty: The Legend w chwili obecnej sprawia wrażenie gry co prawda pozbawionej interesującego pomysłu, ale zarazem tytułu dopracowanego i porządnego. Nawet, jeżeli nie wstrząśnie growym światkiem w posadach - może okazać się przynajmniej strawny. Dystrybucją gry zajmie się Cenega, która już zapowiada pełną lokalizację.