Ostatnimi czasy nastąpiła niesamowicie dziwna gloryfikacja filmów amerykańskich. Powodem tego może być fakt, że wielkie multipleksy przesiąkają komercyjnymi wytworami hollywoodzkich rzemieślników, a małe kameralne kina, odwiedzane przez niewielki odsetek ludności, w specjalnych seansach prezentują obrazy bardzo często niedocenianych europejskich twórców. Dlatego, przechadzając się po wypożyczalniach czy sklepach, możemy być zdziwieni ilością pozycji, o których wcześniej nie słyszeliśmy. Tak było z duńskim filmem "Jabłka Adama", który, pomimo delikatnego rozgłosu (został wydany pod koniec maja w dwutygodniku Przekrój), wydaje się być nadal mało rozpoznawalny. Czy jest on wart zauważenia?

«Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania;

ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz»

Rdz 2, 16b-17

Jabłka Adama

Neonazista Adam przybywa do małego kościółka na wsi prosto z celi więziennej. Sędziowie zdecydowali, że ostatnie miesiące kary może wypełnić pracując społecznie dla pastora Iwana. Poznaje tam jeszcze alkoholika Gunnara i arabskiego imigranta Khalida, napadającego na stacje benzynowe. Wszyscy wspólnie opiekują się parafią i jej największym darem - rosnącą na placu kościelnym jabłonką. Kiedy Iwan pyta się Adama o cel jego przebywania w tym miejscu, ten stwierdza, że ma zamiar upiec szarotkę z jabłek rosnących na wspomnianym drzewie. To z pozoru proste zadanie stanie się dla niego wyjątkowo trudne.

Adam i Iwan

"Jabłka Adama" to film, który swoją uwagę skupia przede wszystkim na dwóch bohaterach. Jednym z nich jest Adam. Wcielenie zła i pychy oraz wierny wyznawca doktryn nazizmu. Tak bardzo ufa tym przekonaniom, że w swoim małym pokoju zamienia krzyż wiszący na ścianie na obraz Adolfa Hitlera. Adam jest zawzięty, pewny siebie i nie pozwala, aby ktoś starał się zmienić jego dotychczasowy styl życia. Po drugiej stronie znajduje się jednak duchowny Iwan, kompletne przeciwieństwo nowego przybysza. Uduchowiony, ufający Bogu, niekonwencjonalny w metodach resocjalizacji, łatwowierny. Jako ksiądz stara się nawrócić jak największą liczbę niewierzących. W dodatku jest całkowitym wcieleniem dobra, starającym się żyć zgodnie z zasadami przekazywanymi przez Biblię.

Jabłka Adama

To spotkanie dwóch ekstremów w jednym miejscu wywołuje dosyć nietypowy konflikt. Każda strona chce bowiem wygrać za wszelką cenę, a najbardziej okazuje to Adam. Nie szanuje Pisma Św., gardzi ludźmi, z którymi mieszka w klasztorze, działa na własną rękę, potajemnie planuje poniżenie tego, który przyjął go pod swój dach. Iwan zaś nieświadomy jest otaczającego go świata. Żyje w idealnej iluzji, gdzie czuje się bezpiecznie i nikt nie jest w stanie zniszczyć tej krotochwilnej egzystencji. Wszystko ma jednak swoje granice...

Prawda was wyzwoli...

Punkt zwrotny fabuły następuje, gdy Adam uświadamia Iwanowi całą brutalną prawdę. Wtedy rozpoczyna się reakcja łańcuchowa, powodująca lawinę dramatycznych wydarzeń, a całość kręci się wokół nieszczęsnej postaci pastora. Luterański duchowny stworzył sobie iluzoryczny świat, aby ukryć w swojej świadomości wszystkie tragiczne sytuacje, jakie mu się przydarzyły, a które u innych mogłyby spowodować poważną i trwałą utratę wiary. Adam usiłuje go przekonać, że świat nie jest taki piękny na jaki wygląda i cytuje mu fragmenty z Księgi Hioba, mające przekonać Iwana, że to Bóg jest przeciwko niemu i go opuścił. Wszystko zaczyna się walić.

Drzewo Życia

W centrum konfliktu znajduje się niewinna mała jabłonka, z jabłek której Adam ma upiec szarlotkę. Drzewo to odzwierciedla stan duszy głównego bohatera. Wraz z postępem fabularnym, w trakcie gdy Adam czyni coraz to większe "spustoszenie" w rejonach kościoła, na drzewo spadają plagi. Najpierw owoce wyjada zgraja kruków, później jabłka atakowane są przez ogromne ilości robaków. A sytuacje te przeplatają się ze złowieszczymi czynami, dokonywanymi przez Adama. Iwan wierzy, iż są to czyny szatana, który wystawia ich na próbę poddania się i dąży do zamknięcia małej parafii.

W międzyczasie otrzymujemy jednak obraz samej sytuacji Kościoła w Danii. Widuję już go po raz drugi w kinematografii duńskiej (wcześniej identyczny motyw pojawił się we "Włoskim Dla Początkujących" Lone'a Scherfinga). Ławki na nabożeństwach świecą pustkami, a najbardziej wytrwali wierni nie słuchają kazań i wychodzą w ich trakcie, porzucając ostatnie cząstki wiary i nadziei. Parafialną jabłoń można więc nazwać też symbolem wiary współczesnych mieszkańców.

Jabłka Adama

Najbardziej oczywistym porównaniem jest tu jednak analogia do biblijnego rajskiego drzewa, z którego owoców jeść nie należało. W Księdze Rodzaju jabłka były atrakcyjne, stawały się celem największego pożądania u słabych ludzi. W "Jabłkach Adama" sytuacja jest zupełnie odwrotna. Owoce z tego drzewa należy jeść, ale nikt tego nie robi, gdyż jabłoń wydaje się być skażona, zesłano na nią klątwę, odpychającą potencjalnych konsumentów. To, co później dzieje się z jabłonią oddala nas coraz bardziej od tej idei, ale pozostawia wrażenie, że symbol boskości jest w niej zawarty.

Uduchowiony Tarantino?

Z powyższych akapitów można by wywnioskować, że film jest dramatem. Po części zgadzam się z tym stwierdzeniem, gdyż wiele motywów przybiera absurdalny nastrój. Dzięki temu gatunek ten konsoliduje z czarną komedią, tworząc mieszaninę wybuchową. Momentami twórca zahacza o kino tarantinowskie. Dominują dialogi, może nie obfitujące w stylistykę amerykańskiego reżysera, ale strzały z broni palnej oraz nagłe, niespodziewane i szybkie akcje emanujące przemocą, dodają produkcji uroku i jak najbardziej nawiązują do klasyki gatunku. Absurdalność sytuacji przejawia się połączeniem tego wszystkiego z miejscem kultu religijnego, świętymi rejonami chrześcijańskiej wiary. Anders Thomas Jensen po raz kolejny w swojej produkcji zestawia dwie kontrastujące ze sobą idee.

How Deep Is Your Love?

"Jabłka Adama" to film niecodzienny. Samo wplątywanie jednego motywu chrześcijańskiego do czarnej komedii wydaje się być nieco anormalne, a tutaj praktycznie widnieje cała gama doktryn, przykazań i tradycji. W tym obrazie przeważają motywy stracenia wiary, nawrócenia oraz wiele standardów niedzielnych kazań w stylu: "Wiara czyni cuda" lub "Kochaj swojego bliźniego jak siebie samego", a nawet przekazywana podświadomie informacja ukryta w komercyjnym coverze utworu Bee Geesów "How Deep Is Your Love?" (nowsza wersja, którą usłyszymy w filmie jest wykonywana przez niedawno reaktywowany boysband Take That), odzwierciedlająca przykazanie miłości. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych.

Jabłka Adama

Tym samym duńska produkcja jest połączeniem nietypowego scenariusza z prostymi morałami... czasami niestety zbyt prostymi. "Jabłka Adama" rozwijają się dosyć powoli i sugerują naprawdę dobry finał, który w rezultacie okazuje się zanadto sztampowy. W filmie, mającym aspiracje na współczesną wersję przypowieści o Hiobie, nasuwają się odrobinę nazbyt biblijne efekty. Fakt, może autorowi właśnie o to chodziło, ale, niestety, działa to w dość mało satysfakcjonujący sposób. Ale, z drugiej strony, jest to komedia absurdu, więc nieprzekonujące zakończenie da się wytłumaczyć utrzymaniem ogólnej stylistyki.

Obraz Andersa Thomasa Jensena jest zdecydowanie wart obejrzenia. To przypowieść o ludziach, szukających swojego miejsca w świecie, ale również opowiastka o przeciwnościach losu i boskich ingerencjach w życie zwykłych obywateli. Przesiąknięty wartościami chrześcijańskimi oraz niespodziewaną przemocą, zdaje się być momentami trochę pretensjonalny, ale to wszystko ma najwyraźniej swój cel. W skomplikowany sposób przekazać proste morały to pomysł, który reżyserowi udał się znakomicie. "Jabłka Adama" to pozycja godna uwagi.