1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Gwiezdne Wojny II: Atak Klonów

Po przesłodzonym i działającym fanom na nerwy Mrocznym Widmie, Wujcio George zaserwował nam część drugą - Atak Klonów. Reżyser prawdopodobnie wziął sobie do serca ostrą krytykę, z jaką spotkała się poprzedniczka omawianego tytułu, dzięki czemu kontynuacja różni się od niej dość znacznie. Nie jest to może jeszcze ten poziom, który prezentowały epizody IV-VI, ale jest już lepiej!

Fabuła Ataku Klonów ukazuje wydarzenia mające miejsce 10 lat po tych z części pierwszej. Skutkuje to wymianą aktora odgrywającego rolę Anakina - tym razem wciela się w niego Hayden Christensen, o którego grze aktorskiej napiszę trochę dalej. W każdym razie: Anakin urósł, jest już padawanem. Wraz z mistrzem, Obi-Wanem Kenobim, nasz bohater próbuje wytropić zleceniodawcę zamachów na senator Amidalę z Naboo. Śledztwo prowadzi do zaskakujących odkryć - poszlaka istnienia Dartha Sidiousa, bedącego Lordem Sith, armia klonów tworzona dla Republiki na planecie Kamino i wojna wisząca w powietrzu to tylko nieliczne z problemów, z jakimi przyjdzie się borykać Zakonowi Jedi. A pamiętajmy, że wśród całej zawieruchy rośnie nam powoli Darth Vader…

Gwiezdne Wojny II: Atak Klonów

Atak Klonów to olbrzymi krok w kierunku "tak powinny wyglądać Gwiezdne Wojny", wciąż jednak występuje tu przerost formy nad treścią. To, co uległo największej zmianie od czasów części pierwszej, to niewątpliwie klimat. Epizod drugi cechuje się o wiele mroczniejszą i poważniejszą atmosferą niż poprzednie dzieło Lucasa. Dzięki temu nie odnosimy wrażania, że oglądamy film dla dzieci. Inspirowany reakcją fanów, reżyser prawie całkowicie usunął z filmu Jar Jar Binksa, za co mu chwała! Ale to nie znaczy, że w Ataku Klonów brak irytujących postaci… Są, a nawet atakują z lepszej pozycji - z pozycji głównego bohatera. Mowa oczywiście o Haydenie Christensenie i jego postaci, czyli Anakinie. Jego lalusiowaty wygląd, do którego Lucas dołożył koszmarne dialogi dopełniają absurdu. Sceny, które z założenia miały ukazywać pierwsze wybuchy agresji Vadera, jego mroczną stronę, raczej bawią niż ciekawią. Gdy po długim monologu Anakina do Padme na temat tego, jak to go Obi źle traktuje, aktor zakończył swą kwestię okrzykiem "To nie fair!", rzucając jednocześnie tym, co trzymał w rękach… Cóż, stwierdzenie "tarzałem się ze śmiechu" pasuje tutaj jak ulał. Ewan McGregor, grający Obi-Wana, także nie spisuje się najlepiej - nie jest tragicznie, ale stać go na pewno na więcej, co zresztą pokazał później w Zemście Sithów.

Gwiezdne Wojny II: Atak Klonów
Gwiezdne Wojny II: Atak Klonów

Atak Klonów przedstawia głównie narodziny wojny oraz miłości Anakina i Padme… o ile Wojny Klonów zaczynają się naprawdę przyzwoicie, o tyle wątek romansu trochę boli. Tak zwana "scena kominkowa", gdzie bohater wyznaje miłość wybrance została uhonorowana tytułem jednej z najgorszych scen całej sagi. Plastikowe łzy Anakina, plastikowe teksty i drewniana gra aktorska… Coś okropnego. Jest to niejako kwintesencja tego, co Lucas popsuł, wszystkie wady sagi zebrane w jedną scenę. Ale bym nie wyszedł na totalnego sceptyka, wspomnę także o dobrych stronach tej części. To, co chyba jasne i oczywiste, to znakomity poziom muzyki, komponowanej rzecz jasna przez Johna Williamsa. Pokusiłbym się wręcz o stwierdzenie, że kompozytor odwalił tutaj najlepszą robotę w całej sadze. Wrażenie wywiera też realizacja zakończenia Ataku Klonów - początek wojny, powstanie Wielkiej Armii Republiki itp. Walka Anakina i Obi-Wana z Hrabią Dooku może jest trochę chaotyczna, ale na pewno efektowna. Całości dopełnia scena, w której po raz pierwszy na ekranach kin za rękojeść miecza chwyta mistrz Yoda! Można mieć co prawda zastrzeżenia co do realizmu tej sytuacji - zgrzybiały staruszek stękający z każdym krokiem nagle wykręca w powietrzu salta z mieczem, ale widowiskowości nikt tej scenie nie odmówi!

Gwiezdne Wojny II: Atak Klonów

Widać, że Lucas zrozumiał błędy popełnione przy pierwszej części, w kontynuacji udało mu się ich uniknąć. Dużo dobrej jakości efektów, mocna dawka akcji… wszystko pięknie, brakuje już chyba tylko świetnego klimatu Starej Trylogii. Podobnie jak Mroczne Widmo, Atak Klonów buduje swój własny, nie przeczę, że dobry klimat - jednak to nie ta sama atmosfera, która magicznie przyciągała widzów do pierwszych filmów Lucasa. Niemniej - choć to jeszcze nie to, jest już lepiej!