1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Guns N'Roses - Chinese Democracy

Gdy czekanie zamienia się powoli w uciążliwe wyczekiwanie, miesiące w lata, a koszty rosną w miliony - czar zdaje się pryskać, a wszystko zamieniać w żart, niesmaczny zresztą. Obrośnięcie w legendę niewiele tu chyba pomaga, gdy wszyscy zdają się śmiać po kątach, kiedy zły Axl nie patrzy.

Bardzo obrazowa jest historia o tym, jak to zespół The Offspring wydał ogłoszenie (oczywiście pierwszego kwietnia), jakoby zamierzał wydać album o nazwie Chinese Democracy. Gdy napadnięty jakąś nową obsesją Axl Rose zagroził muzykom procesem - a niemal dzień w dzień dochodzą nas wiadomości o tym, komu jeszcze proces grozi: Dr. Pepper, Activision za Guitar Hero - ci za żart przeprosili i wydali, bardzo dobrą zresztą, płytę Splinter. Ale do rzeczy - najbardziej oczekiwana płyta dekady jakiś miesiąc temu znalazła się w sklepach (jak widać, dział muzyczny w Playbacku wznowiliśmy nie w czas). Trzynaście milionów dolarów, ponad piętnaście lat i - uwaga, uwaga - zapowiedzi kontynuacji, bowiem Chinese Democracy ma być zaledwie pierwszą częścią potrójnego wydawnictwa. Tylko kto po tym wszystkim w to uwierzy…

Warto dodać, że i tak niemal wszystkie utwory z płyty albo wyciekły do sieci, albo grane były na koncertach Guns N' Roses. Ciekawostką jest zaś to, że nawet Slash, od lat skłócony z Rosem, potępił piratów internetowych mówiąc, że najchętniej, pozwolę sobie zacytować, "obiłby im ryj".

Chinese Democracy zaczyna się wspaniałym intrem utworu tytułowego, które przechodzi w naprawdę potężną dawkę hard rocka. Od razu widać także pierwsze zmiany w stosunku do poprzednich płyt - zwłaszcza mocno punkowego w brzmieniu Appetite for Destruction. Jest to zapowiedź wielowarstwowości płyty pod względem instrumentarium - znajdziemy tutaj zarówno ogromną ilością dźwięków generowanych cyfrowo, jak i dużą różnorodność użytych sprzętów tradycyjnych dla rocka.

Drugi utwór - Shackler's Revenge - jest już rzeczywistym triumfem technik cyfrowych. Nie tylko czuć wpływy muzyki industrialnej, ale po prostu słychać to przez całą okres trwania utworu. Dodatkowo, tu mogę się mylić, ale wątpliwa jest naturalność brzmienia wokalu Axla. Niemniej jednak, mimo chwilowego regresu, przechodzimy do kolejnej perełki na albumie…

Better jest utworem niemal tradycyjnym, a świetny tekst i genialny - taki w starym stylu Use Your Illusion - wokal Axla pochłaniają do reszty. Dobra solówka dopełnia tylko pozytywne wrażenie, jakie ta bardzo melodyjna piosenka wywołała. Czas na Street of Dreams.

Pierwsza i nie ostatnia ballada. Przeplata się w niej stara maniera śpiewu, charakterystyczny skrzek Rose'a, z nową, co daje naprawdę pozytywny efekt, jednak w kwestiach muzycznych piosenka nawet nie może być porównywana do poprzednich ballad z fenomenalnego Use Your Illusion II - takich jak Estrangled, Knockin' on Heaven's Door czy Civil War.

Następnych parę piosenek niczym się nie wyróżnia. Spokojne If the World oraz There Was a Time są przyjemne dla ucha, jednak chyba czegoś więcej oczekiwać można po takim przedsięwzięciu jak Chinese Democracy. Można o nich powiedzieć w zasadzie tylko tyle, że są dobre - one po prostu trwają, aczkolwiek nie można nazwać ich typowymi fillerami. O wiele lepiej prezentuje się następne w kolejności Catcher in the Rye. Ładne klawiszowe intro, przyjemny riff i ciepły jak na Axla wokal komponują się niezwykle dobrze. Oczywiście doświadczenie jak najbardziej pozytywne, ale jednocześnie odnosimy wrażenie, że jest to dość typowa piosenka: zbyt nowoczesna jak na Gunsów, gdzieś pogubiły się nam riffy, które na całej płycie są słabe do wychwycenia, jakby ukryte pod płaszczem innych instrumentów i wokalu.

Nareszcie, po zakończeniu przygody z tymi trzema, mimo iż dobrymi, to jednak miałkimi utworami, przyszedł czas na coś mocnego. Genialne wokalne intro Scraped wprowadza nas powoli do tego niezwykle nowoczesnego w brzmieniu hard rocka, uzupełnionego dobrym gitarowym solo, którego wcześniej trochę brakowało. Następna piosenka utrzymana jest niemal w takiej samej kompozycji i stylistyce. Riad N' The Bedouins jest tak samo mocne jak Scraped, z tym tylko, że czuć zamiast powiewu starej mocy industrial. Niemniej jednak utwór bardzo pozytywny, tak samo jak poprzednik. A teraz czas na trzecią i przedostatnią już perełkę, na horyzoncie bowiem pojawia się Sorry…

Chinese Democracy

Genialna ballada, którą porównać można do tych z Use Your Illusion, nie ubliżając takim utworom jak November Rain czy wspomniane już trzy hity z części drugiej - poważnie! Co ciekawe, przy refrenie słuchać… doommetalowe riffy, które genialnie współgrają z tekstem, który, kolejna ciekawostka, dotyczy byłych członków zespołu - głównie Slasha, ale także Duffa, którzy odwiedzili chyba większość amerykańskich programów talk show, by opowiedzieć tam to, co myślą o Axlu (a nie były to pochwały). Generalnie piosenka jest o żalu, jaki Rose ma do obu, kiedy potraktowali go, według niego, niczym śmiecia, ale jednocześnie mówi, że i tak pokaże, kto jest lepszy (You close your eyes/ All well and good/ I'll kick your ass/ Like I said that I could). Diament na płycie - warto było tyle na niego czekać. Świetny wokal, riff, solo i wszystko to, co tworzy utwór - emocje. Najprawdopodobniej najlepsze nagranie wydawnictwa.

I.R.S zostało umiejscowione w kompletnie nietrafionym miejscu. Jest to naprawdę dobra piosenka, jednak pomiędzy dwoma najlepszymi, według mnie, utworami. Gdy kończy się Sorry, natychmiast oceniamy I.R.S według tego, co przed chwilą słyszeliśmy, a gdy znamy już płytę, z niecierpliwością czekamy na Madagascar. Mocna, zwłaszcza wokalnie kompozycja, której słucha się wyśmienicie.

Mój faworyt jeśli chodzi o drugie miejsce. Madagascar jest balladą nieco powerową, znowu niezwykle mocną wokalnie i z wpadającym w ucho riffem. No i z outro, które poznają wszyscy fani starych Gunsów - aż prosi się, by następnym utworem na naszej playliście było Civil War. Zresztą jest to utwór bardzo do Civil War podobny. Sentymentalny, ze wspaniałą wstawką instrumentu dętego.

Dwa ostatnie utwory na płycie są miałkie i nudne. Pierwszy z nich jest balladą z pianinem w roli głównej, drugi zaś najfatalniejszym utworem kończącym płytę w historii Gunsów. Brak pomysłu i sztampowość aż biją, aż szkoda, że tak dobra końcówka Chinese Democracy została zniszczona na finishu.

Świetna, chociaż miejscami nierówna płyta. Początek i końcówka wgniatają w fotel, środek zaś i zakończenie Axl funduje nam przeciętne. Uważam, że dla tych piosenek, które tworzą trzon albumu, warto go mieć. Sorry, Madagascar, Chinese Democracy i Better to słowa-klucze i po nich wydawnictwo zapamiętane zostanie pozytywnie.

Słowa o oczekiwaniach, tych spełnionych i nie (co częstsze), zostały pominięte. Płyta mimo wszystko oceniona obiektywnie - bez martyrologicznych tekstów o tym, że to już nie Gunsi. Bowiem są to Gunsi pełną gębą, tyle że w wydaniu nowoczesnym. Amen.

1. "Chinese Democracy"

2. "Shackler's Revenge"

3. "Better"

4. "Street of Dreams"

5. "If the World"

6. "There Was a Time"

7. "Catcher in the Rye"

8. "Scraped"

9. "Riad N' the Bedouins"

10. "Sorry"

11. "I.R.S."

12. "Madagascar"

13. "This I Love"

14. "Prostitute"