Każdy z nas zapewne posiada w wyobrażeniach miejsce, do którego chciałby się udać. Wśród tysiąca pomysłów, tropikalnych wysp i sączących się drinków, nikt z pewnością nie wybrałby krainy piasków, bezdennej ciszy i ciągłej walki o przeżycie. Gobi jest miejscem, które odpowiada powyższej charakterystyce i które odsłania przed nami doświadczony podróżnik.

Sądzę, że nie ma takiej konieczności, abym specjalnie rozpisywał się o autorze tejże książki. Chociaż, prawdę mówiąc, wypadałoby napomknąć o podstawowych faktach z życia Messnera. Odpowiednim zapleczem informacyjnym służy oczywiście niejaka "wolna encyklopedia", natomiast notka poniżej to tylko szczątkowe informacje, z jakże bogatego życiorysu himalaisty. A jest on pierwszym człowiekiem (i tu ze szczególnym naciskiem na drugie słowo), który osiągnął Koronę Himalajów (14 ośmiotysięczników). Osiągnięcia te zamknęły się w granicach 16 lat, natomiast sam Messner stał się żywą legendą himalaizmu. Warto zaznaczyć, że w "tamtych" czasach cały sprzęt, ekwipunek (jeśli w ogóle można to tak nazwać) nie był na tyle zaawansowany, jak wygląda obecnie, przez to wszelkie wspinaczki były nieporównywalnie trudne. Ponadto, jest autorem wielu książek, które są swoistego rodzaju pamiętnikami z dotychczasowych wypraw - Gobi jest jego najnowszym dziełem.

Pewne marzenie kumulowało się w Messnerze od lat przeszło 25, gdyż po tak znaczących sukcesach, zwyczajnie szukał czegoś odmiennego. Plany na jakiś czas odeszły w zapomnienie, mimo to wyobrażenie o wyprawie na pustynię ciągle powracało. Ostatni okres czasu upłynął również na pracy w Parlamencie Europejskim, całkowicie pozbawiając go możliwości "ucieczki" w dzikie rejony naszego globu. Pragnienie oderwania się od szarej codzienności i nieustannego hałasu okazało się silniejsze niż przywiązanie do domowego ciepła i wszelkich wygód. Wyprawa na pustynię Gobi stała się już nieodwołalną przyszłością...

Jako pewnego rodzaju wstęp, zarówno dla czytelnika, jak i samego autora, można uznać podróż bezpośrednio poprzedzającą marsz przez tytułowe Gobi. W tym właśnie czasie Messner wraz ze swym synem Simonem, przebywa Tenere, niejako zapoznając się z "pustynną codziennością".

Gobi

Właściwą wyprawę rozpoczyna w maju 2004 roku - samotnie, bez jakiegokolwiek wsparcia, z podręcznym plecakiem, ufając własnemu doświadczeniu, jak i miejscowym, napotkanym podczas wędrówki. Wbrew pozorom i domysłom, jakie może czynić czytelnik przed zapoznaniem się z lekturą - nie jest ona "suchą" relacją, pobieżnym opisem obserwatora, ograniczającym się do charakterystyki otoczenia - Messner zagłębia się dalej.

Początkowe etapy marszu wyrażają zafascynowanie podróżnika, jak również budzą domysły i plany wobec najbliższej drogi. Jednak kilka dni nieustannego podążania naprzód i skrajnego wyczerpania w znacznym stopniu zmieniają nastawienie wędrowca. O ile na początku dane było mu spotkać tubylców, jakąkolwiek żywą duszę, tak teraz pustynia całkowicie pozbawia tej możliwości. Wędrówka jest również odkrywaniem samego siebie - nieraz w chwilach zatroskania czy cierpienia, autor powraca do lat dzieciństwa czy chwil spędzonych z bliskimi.

Wtedy to nasuwają się refleksje, czy aby wyprawa nie jest tylko egoistyczną zachcianką, podczas gdy ma się swój wiek oraz rodzinę. Ogarniająca zewsząd pustka zmusza do takich, a nie innych przemyśleń - widmo zbłądzenia lub nawet śmierci automatycznie powoduje takie zachowania.

Nieocenieni okazują się też - Nomadowie, ludzie pustyni, którzy niejednokrotnie zadziwiają autora swoim trybem życia, jak i gościnnością, bez której przeżycie na niegościnnej Gobi wydawałoby się niemożliwe. Messner dzieli się z czytelnikiem niemal każdym szczegółem swej wędrówki, tym samym w wyraźny sposób przedstawiając pustynię "od podszewki". Żar Słońca, wszechogarniający pustynny pył i nieodparte poczucie samotności - po lekturze książki nie wydają się już tak obce.

Gobi to nie tylko "pustynna relacja", próba sprawdzenia własnych możliwości - to także odświeżenie - retrospekcja poprzednich, mniej lub bardziej ważnych chwil z życia samotnego wędrowca. To dążenie do znalezienia sensu życia, wśród tego, gdzie życie to już dawno stało przeszłością.