1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Film - The Simpsons: Movie

Już od kilku lat w plebiscytach na najlepszego amerykańskiego ojca wygrywa niezłomnie jedna osoba - Homer Simpson. Choć należy dodać, iż podobne plebiscyty sugerują iż najważniejszą bitwą w historii Ameryki była bitwa pod Endor... Wracając do Homera - mimo iż jest bohaterem serialu animowanego, postać ta znana jest prawie każdemu człowiekowi. Ten gruby, tępy egoista jest tak cudowny, że nie sposób go nie kochać. Spójrzcie zresztą na jego buźkę - czyż nie jest cudowna?

Podwaliny serialu powstały już w 1987 roku, kiedy to Matt Groening stworzył karykaturę standardowej amerykańskiej rodziny. Imiona charakterów zostały zaczerpnięte z jego własnej rodziny, zaś swoje Matt przekształcił na... Bart. Teraz mamy rok 2007, w angielskiej telewizji oglądam właśnie genialny piętnasty (bodaj) sezon, zaś na ekrany kin wchodzi film trwający całe półtorej godziny. A pomyśleć, że po pół godziny zwykłego epizodu często płaczę ze śmiechu.

The Simpsons: Movie

Możliwe, że ktoś z czytelników nie kojarzy rodzinki Simpsonów, więc wyjaśnię na czym polega popularność serialu. Ta szczęśliwa familia składa się z aż ośmiu ludzi. Ojcem rodziny jest Homer, o którym trochę już napisałem. Ten szczęśliwy alkoholik pracuje w elektrowni atomowej, z której wyrzucają go średnio co dwa dni. Jego żona - Marge - jest bezrobotna, zajmuje się domem. Wyróżnia się bardzo nietypową fryzurą, której na pewno zazdroszczą jej koleżanki. Syn Bart jest typowym buntownikiem z wyboru. Ten dwunastoletni chłopak jeździ na deskorolce, koszmarnie się uczy i utożsamia się z nim milion nastolatków w Ameryce. Lisa jest najinteligentniejsza w rodzinie, mimo iż ma osiem lat. Nienawidzi Barta prawie tak, jak on nienawidzi jej. Jest jeszcze dziadek, znienawidzony przez swojego syna. To całkiem pocieszny człowiek, choć czasem zapomina o ważnych sprawach. Poza tym rodzina posiada dwa zwierzątka - kota Snowballa II i psa wabiącego się Little Helper.

Fenomen serialu polega też na świetnym wykreowaniu postaci drugoplanowych. Siostry Marge, czy choćby policjant ze swoim synem są bardzo zabawni i... jakże typowi. Prawie każda postać stworzona została na podstawie jakiegoś stereotypu. Podkreślam - prawie każda. Bo czasem zobaczyć możemy sławy takie jak Jacka Bauera (czyli Kiefera Sutherlanda) lub występujący w filmie zespół Green Day.

The Simpsons: Movie

Skoro wspomniałem już o zespole, przejdźmy do samego dzieła. Pierwszą sceną jest występ Green Day'a, podczas którego widzowie bawią się wręcz niesamowicie. Pełno tu różnego typu nawiązań do innych filmów lub nawet żartów. Widowisko kończy się małym przekazem od wokalisty zespołu - "dbajcie o Ziemię, zamiast ją niszczyć". Oczywiście widownia reaguje bardzo naturalnie i amerykańsko. Obrzuca zespół pomidorami i bluzgami. Macie te szczęście, że dalszej fabuły tego dzieła nie będę zdradzał. Spoilerów osobiście nie lubię, a i film jest na tyle dobry, że możecie wybrać się sami i sprawdzić.

Nie zaszkodzi za to powiedzieć, czego twór ten dotyczy. Autorzy poruszyli jakże popularny ostatnio temat globalnego ocieplenia i dbania o klimat Ziemi. Zachęcają nas pośrednio przez film do kilku czynności ograniczających negatywne zmiany na powierzchni naszej planety, jak na przykład zaprzestania zaśmiecania jezior. Temat to bardzo poważny, choć twórcy pozwolili sobie na luźną konwencję. Kolejnym tematem jest jak zwykle głupota Amerykanów. Po raz kolejny dostaje się rządowi tego kraju, kilku sławom (które zresztą same wyraziły chęć zagrania w filmie (docenia się, docenia się...) i typowym rodzinkom.

The Simpsons: Movie

Teorię mamy za sobą, a jak wygląda film w praktyce? Niestety... dobrze! Czemu nad tym ubolewam? Ponieważ najnowsze odcinki serialu są ponadprzeciętne, wręcz niesamowicie śmieszne. Podobnie zresztą twórcy zapowiadali Simpsons the movie - oczekiwałem więc czegoś więcej. A co dostałem? Idealne intro wprowadzające w klimat rodzinki. Śmiechu tu co niemiara, na przykład z widzianego w trailerze "Spider-pig, spider-pig" śpiewanego w rytm czołówki do starych serialów ze Spidermanem. Poza tym pojawia się pełno nawiązań do innych dzieł kinematografii i sztuki. Niestety, w momencie gdy familia wyjeżdża na Alaskę robi się nudno. Rozumiem - widzowie nie mogą bez przerwy się śmiać, potrzebują chwili wytchnienia. Ale przez 30 minut Homer szuka samego siebie, a towarzyszą mu gagi co najwyżej zabawne. A na Simpsons nikt z zabawnych gagów śmiać się nie będzie, w końcu często mamy okazję obejrzeć żarty GENIALNE.

The Simpsons: Movie

Na szczęście gdy Homer w końcu pozna sens życia wytężając swój mózg jak nigdy dotąd film znów robi się ponadprzeciętnie zabawny. Akcja z jeżdżeniem motorem po wielkiej kopule pokazuje nam, że nawet The Simpson mogą być pompatyczni niczym wielkie filmy z Hollywood. Zakończenie jedyne w swoim rodzaju, gdyż ukazuje pana Simpsona otoczonego przez podziwiające go miasto. Na szczęście ostatnie sekundy znów spowodowały, że popłakałem się ze śmiechu. Tak samo jak napisy. Polecić tego filmu Polakom nie muszę. Niestety, w polskiej TV nie można podziwiać najnowszych odcinków serialu - co najwyżej pierwsze serie. A i to tylko na Canal+, co musi irytować wielu ludzi. Jeśli ktoś, tak jak ja, mieszka w UK - może sobie odpuścić i codziennie oglądać serial. Choć na film też powinien się wybrać.