1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Detektyw Rutkowski: Is back!

Otwieram przewód sądowy. Oskarżony Rutkowski Krzysztof, lat 47, uprzednio skazany za machlojki finansowe, krzywoprzysięstwo i brak gustu w doborze ubrań. Dziś postawiony zostaje mu zarzut reklamowania swym nazwiskiem i wizerunkiem jednej z najgorszych produkcji A.D. 2007. Oddaję głos prokuratorowi.

Dziękuję, Wysoki Sądzie. Do protokołu proszę dopisać ukrywanie dowodów winy. Proszę wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy po zakupie, zamiast gry, w pudełku znalazłem (pomijając wątpliwy prezent w postaci Wanted Guns)... płytę z kilkunastoma skocznymi, acz marnymi melodyjkami. Sprzedawca, mówiąc delikatnie, do wymiany gry się nie palił. Ze względu na zbliżający się termin rozprawy byłem zmuszony ponieść dodatkowe koszta i zakupić drugi egzemplarz tejże. I choć tym razem wszystko było w porządku, wierzcie lub nie, nie nastawiło mnie to specjalnie optymistycznie do tytułu ze stajni rodzimego In Images.

Ciii, połuję na kłólika!

"Is back" to trzecioosobowa (możliwe jest również granie z perspektywy pierwszej osoby, co czyni jednak obcowanie z tytułem jeszcze mniej komfortowym) gra akcji wzorowana na serii Splinter Cell i, może przede wszystkim, całkiem niezłym Gorky Zero. Tym, co wyróżnia Rutkowskiego spośród dziesiątek podobnych tytułów jest wyjątkowe partactwo wykonania. Oto pierwszy detektyw IV RP staje przed dziesięcioma akcjami, przy których policja bezradnie rozkłada ręce. Wraz z nim wykradamy dane, odbijamy zakładników, zdobywamy dowody zbrodni i likwidujemy całe zastępy oprychów (i ich klonów). Ekscytujące? Niemal równie jak koszenie szkockich trawników przy 30 stopniowym upale. I tak samo męczące.

... cause Rock 'n' Roll is my religion and my law...

Na wachlarz, a może raczej wachlarzyk ruchów, jakimi dysponuje detektyw, składają się trzy tryby poruszania się generujące różne poziomy hałasu, wystrzał i ogłuszenie przeciwnika. To ostatnie jest niekiedy dodatkowo punktowane. Ciekawe jednak dlaczego wróg pada zanim nasz agent zdąży zadać cios?

Jaki znowu "error 404"?!

Dochodzimy tutaj do największego mankamentu opisywanej produkcji. Przez lwią część zabawy (?) rozgrywka kończy się w chwili, gdy przeciwnik zauważy detektywa. Bez żadnej animacji strzału/śmierci, choćbyśmy właśnie trzymali bandziora na muszce, otrzymujemy komunikat o porażce. Irytujące bywa bowiem, że wróg dosięga nas wzrokiem, choć nie powinien. Jedyną osobą, która korzysta z broni do 8 misji, kiedy to gra zamienia się w tępego i miernego shootera jest sam Rutkowski! Warto też wspomnieć o zupełnie zidiociałym, dwuosobowym "komando", które zaczyna się od wspomnianego zadania wlec za detektywem.

Irytują wszechobecne hitboxy. Gdy jednemu z gangsterów zza ściany wystaje ręka pocisk przenika dłoń, ale już przy dwukrotnym wystrzale w przedramię wróg pada plackiem na ziemię. Nie jest konieczne trafienie w głowę. Wystarczy wycelować w okolicę tejże, aby uśmiercić przeciwnika w miarę szybko i efektywnie. Z drugiej strony - zdarzyło mi się wystrzelić trzy pociski, które... przeniknęły przez facjatę przeciwnika.

Highway to hell

Gra pełna jest trudnych do wytłumaczenia absurdów. O ile w miarę zrozumiały jest wymóg w misji rozgrywającej się na blokowisku, aby przeciwników likwidować nie korzystając z broni, to dziwi niemożność wystrzału w... siedzibie mafii! Po korytarzach szwędają się uzbrojeni po zęby przeciwnicy, a detektyw zmuszony jest podwinąć kitę i kryć się po kątach. Niejasne są też reguły restartowania misji. Niby po zrealizowaniu części zadania rozgrywkę zaczynamy nieco dalej, ale raz, że nie zawsze tak się dzieje, a dwa, że miejsca w których rozpoczynamy pozostawiają wiele do życzenia.

Anna Maria smutną ma twarz...

Zawodzi również oprawa. Uboga ścieżka dźwiękowa ograniczona do wyjątkowo żałosnych jęków trafionych wrogów, nienaturalnego świstu, gdy pocisk napotka na ścianę, fatalnych wystrzałów (kapiszony?) i puszczanych w kółko, oszczędnych utworów, jedynie pogłębia frustrację. Podobnie jak tekstury, na których widok wyją wszystkie psy w okolicy, sterylne środowisko i drewniana animacja (kuriozalnie wygląda obrót strażników, którzy nie poruszając żadnym mięśniem "ślizgają się" w powietrzu). Zgwałciłeś niepobożny Playu oczy moje. Nie dziwota zresztą, bo nad grą pracował zespół 6 (słownie: SZEŚCIU) programistów! Warto dodać, że wymagania są za to jak najbardziej "współczesne".

No co, nawet wielki detektyw może zgubić soczewki?

Gwałt na dobrym smaku! Na tle innych produkcji Is Back wypada żałośnie słabo. Wnoszę o najwyższy wymiar kary! Skoro w celi siedzi już Papcio Chmiel (z tą małpą w czerwonym), Kajko i Kokosz, nie zaszkodzi wpakować doń i znanego i lubianego... khem... znanego detektywa. Dura lex, sed lex. Jest pan zerem, panie Rutkowski!