1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Dead Space: Downfall

Przyszłość. Ludzkość samotnie panuje w galaktyce, rozprzestrzeniając swoje terytorium o kolejne martwe planety. Latając ogromnymi, mieszczącymi nawet kilkuset pasażerów statkami, wydobywają surowce z niezamieszkanych ciał niebieskich, wdając się w kilkuletnie rejsy. Jeden z takich statków, największy w swojej kategorii USG Ishimura, odnajduje na powierzchni odległego Aegis 7 coś, co zaważa nad teorią samotnego bytowania ludzkości we wszechświecie.

Downfall jest brutalną, krwistą i ociekającą wnętrznościami animacją, która stanowi preludium do historii przedstawionej w komputerowym Dead Space. Poznajemy historię ogromnego statku Ishimura, jeszcze zanim cała (?) załoga zostanie wyrżnięta w pień w błyskawicznym tempie. Stajemy się świadkami pierwszych makabrycznych incydentów, widzimy, jak zaczynają znikać ludzie, jeden po drugim. Zabieg ciekawy, choć ponury. Widzimy przerażenie w oczach pracowników statku, zalęknione dzieci, ojców obiecujących im, że wszystko będzie dobrze, grupę uderzeniową dzielnie starającą się odeprzeć dziwne kreatury, które pojawiły się dosłownie znikąd. Ludzi dokonujących heroicznych czynów, wszystko na marne. Z góry wiemy, co stanie się z tymi nieszczęśnikami. W ciągu paru godzin metalowe korytarze zalewają się ciepłą, czerwoną cieszą, przestają dochodzić krzyki i błagania. Martwa Przestrzeń…

Dead Space: Downfall

Ale po kolei. Całą historię poznajemy wraz z twardą jak skała Alissą Vincent - żelazną dziewicą, która na Ishimurze pełni funkcję swoistego "szeryfa". Pilnuje porządku, nosi przy sobie gnata i skórzaną kurtkę, ma cięte teksty i najpierw strzela, potem zadaje pytania. Alissie od samego początku nie podoba się znalezisko na Aegis 7, lecz jej kolejne petycje o pozostawienie odkrycia w spokoju spełzają na niczym. Wszystko za sprawą kapitana Mathiusa, który z religijnych pobudek, nie patrząc na rozsądek oraz stawiając życie swojej załogi na szali, postanawia przetransportować znalezisko na Ziemię. Chwilę potem pojawiają się pierwsze brutalne samobójstwa oraz morderstwa. Alissa i jej skład zaczynają interwencję na pokładzie ogromnego statku, jednak zupełnie nie są przygotowani na to, co ich spotka…

Dead Space: Downfall
Dead Space: Downfall

Downfall to animacja (nie mylić z bajką!) wykonana w bardzo ciekawy sposób. O ile postacie oraz elementy głównego planu są wykonane w przestarzałej, rysunkowej technologii, o tyle martwe tła to już gotowe lokacje z komputerowego Dead Space. Świetny pomysł, świetny efekt. Interesujące wykonanie sprawia, że warto zapoznać się z obiema pozycjami - nieraz będziemy podróżować wraz z głównym bohaterem po tych samych korytarzach i pomieszczeniach, po których poruszała się Vincent, rozpaczliwie starając się już nawet nie pokonać, a chwilowo powstrzymać bezwzględne wynaturzenia. Widząc masakrę w kostnicy pamiętamy, co tam się stało i skąd wzięły się ciała, będąc w ogromnym hangarze wiemy, dlaczego główny właz wciąż jest otwarty, zapraszając zabójczą próżnię wprost do środka. Takich smaczków jest wiele, a więc jeżeli naprawdę zakochałeś się w komputerowym (konsolowym) Dead Space, Downfall powinieneś jak najszybciej obejrzeć.

Dead Space: Downfall

Nawet, jeżeli tak jak mi, nie przypadnie ci do gustu sama kreska, która do najpiękniejszych zdecydowanie nie należy. Szczegółów jest jak na lekarstwo, zaawansowanego cieniowania również nie zobaczymy. Wszystko jest proste, kanciaste i wykonane ubogą paletą kolorów. Najciekawsze (przy tym zupełnie prawdziwe) jest to, że najlepiej wygląda tutaj krew i jucha, do której twórcy najwyraźniej przyłożyli się najbardziej, dając upust swoim sadystycznym skłonnościom i imaginacjom. Mnie to nie przeszkadza, bo chociaż mocne momenty są, dokładnie taka sama jest gra, choć tam niestety nie ma uciekającej piękności w szlafroku, prosto spod prysznicowej kabiny. Mimo wszystko Downfall dosyć dobrze imituje klimat gry, zwłaszcza jeżeli przyzwyczaimy się do topornej i nieociosanej kreski studia Film Roman (The Simpsons, Family Guy, Mask, X-men:Evolution). Jako przedsmak przed samą grą, bądź pocieszenie w oczekiwaniu na kolejną część rzecz bardzo dobra, zwłaszcza jeżeli podobają się nam klimaty Obcego, a na ścianach domostwa hodujemy rytmicznie pulsujące, ociekające narośle.