1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera [książka]

Po książkach posiadających tak oddziałujący na zmysły tytuł jak Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera oczekuje się przeważnie bardzo wiele. Wrażenie potęguje autor: James Luceno ma na swoim koncie kilka naprawdę bardzo dobrych książek z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Czego się spodziewałem, podchodząc do lektury? Dartha Vadera jako głównego bohatera, wyjaśnienia pewnych luk pozostawionych w Zemście Sithów, no i oczywiście niezapomnianego klimatu. Czy Luceno podołał spoczywającemu na nim zadaniu? I tak, i nie…

Tytuł dzieła może trochę zmylić. Książka ma wiele postaci pierwszoplanowych, jednak sam Vader wcale wśród nich nie przoduje. Fabuła opowiada o polowaniu na Jedi, którzy przetrwali rozkaz 66 - akcję obserwujemy zarówno z oczu uciekających rycerzy, jak i łowców. W roli głównych bohaterów widujemy też inne postacie, najczęściej senatora Baila Organę. Do tego ostatniego można nabrać podczas czytania olbrzymiej sympatii. Z Czarnego Lorda dowiadujemy się także, co się działo z ocalałymi Jedi (w tej roli głównie nowa postać, Shryne), obserwujemy ich próby wzajemnego odnalezienia się pod wielkimi buciorami Imperium. Książka przedstawia w ciekawy sposób wydarzenia wstrząsające galaktyką - słyszymy jak rozmawiają na ich temat postacie drugoplanowe, nie zdające sobie sprawyk co się w ogóle dzieje, przeinaczające wiele faktów. Dobrym przykładem może być kantyna na Tatooine, której bywalcy nie mają zielonego pojęcia, kim jest Vader.

Największa atrakcja tworu Luceno, czyli etapy przedstawiające tytułowe "Narodziny Dartha Vadera", budzą mieszane uczucia. Z jednej strony, opis przeżyć wewnętrznych Anakina może się podobać - uczeń Imperatora nie czuje się zbyt pewnie w swojej nowej roli, rozmyśla nad celem umieszczenia go w tak niezbyt zwrotnym kostiumie. Przez mieszkańców galaktyki nazywany jest "ten nowy Grievous", nikt nie śmie nawet zastanawiać się, czy tytułowy Sith ma w sobie coś z człowieka. Jest niestety także druga strona medalu - Vadera jest w omawianej książce zdecydowanie za mało. Jak wspomniałem wcześniej, nazywając tak swoje dzieło, Luceno wziął na siebie wielką odpowiedzialność, której niestety nie podołał.

Na potrzeby fabuły, książka momentami balansuje na krawędzi zgodności z uniwersum GW. Może klony wahające się przy wykonaniu rozkazu 66 dodają dramaturgii, ale raczej niezbyt to pasuje do ich "bezwarunkowego oddania dowódcy", które otrzymali przy narodzinach. Jest to jednak dość częste zjawisko spotykane w tytułach traktujących o Wojnach Klonów, więc wybaczmy to autorowi. Drugą nieco irytującą rzeczą jest sytuacja, w której Vader przybywa na Alderaan. Przerażony Bail Organa, który poznał już prawdziwą tożsamość zamaskowanego wcielonego zła, desperacko próbuje ukryć Leję przed jej ojcem. Naprawdę, zakładając, że Vader bezproblemowo wyczułby dziecko będące na planecie, wątpię, by przeszkodziło mu przeniesienie Lei kilka pięter niżej, do piwnicy…

Opis

Kto czytał poprzednie książki Luceno, wie, że autor nie miał prawa popsuć opisów walk - są odpowiednio dynamiczne, przejrzyście podane oraz epickie. Autor ładnie ujął całą panującą w galaktyce sytuację, zamęt spowodowany zmianą ustroju i dezorientację świata GW. Niestety, trafia to raczej do określonej grupy fanów - części czytelników może nie spodobać się bardzo ogólny zarys historii, brak skupienia się na konkretnych bohaterach, przygodach. Drugą grupę odbiorców jednak powinny zadowolić ciekawie skonstruowane pomosty fabularne pomiędzy różnymi elementami znanymi z filmu - jak na przykład scena, w której Obi-Wan dowiaduje się, że Anakin żyje. Ostatecznie, choć książka Luceno nie spełnia nałożonych na nią z góry oczekiwań, może się podobać. Znajdziemy tu kilka dramatycznych momentów, sporą dawkę akcji oraz bardzo zmyślnie skonstruowaną ogólnoświatową sytuację. Poprzednie dzieło autora, Labirynt Zła, spodobało mi się bardziej, pewnie z powodu mniej rozbieganej opowieści, ale przy pisaniu Czarnego Lorda pisarz także nie nawalił. Pomimo wad - polecam.