1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

CivCity: Rome - polonizacja

Strategie ekonomiczne są zdecydowanie moim żywiołem. Dokładniej mówiąc, to strategie ekonomiczne, które dzieją się w czasach innych niż współczesne, najlepiej od średniowiecza w dół. Serii SimCity tknąłem się tylko raz i wówczas stwierdziłem, że nie ma to jak po raz enty zagrać w starego dobrego Cezara.

CivCity: Rome

A właśnie, Cezara. Firma Impressions Games upadła już dawno temu, ale ich seria ekonomicznych tytułów jest chyba niezapomniana. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wyszły aż trzy gry z tego gatunku, które traktują o starożytnym Rzymie. Dwie z nich były recenzowane na łamach Playbacku. Jedna z nich, mianowicie Ceasar został stworzony przez Tilted Mill, którego to zespołu trzon stanowią programiści z dawnego Impressions. Kolejną jest CivCity: Rome, który stworzony został przez dwa teamy, mianowicie Firaxis (z Sidem Meierem na czele) oraz Firefly Studios (twórcy twierdzy). No, to tyle wiedzy teoretycznej, jesteście teraz trochę mądrzejsi, ale musimy przejść do konkretów, bo gdyby nie tytuł niniejszego artykułu to nawet nie wiedzielibyście o czym będę tu mówił.

Gdy doszły mnie pierwsze słuchy o CivCity: Rome w odruchu bezwarunkowym sprawdziłem plan wydawniczy Cenegi. Serce mi zatłukło w piersi z rozpaczy, gdy dostrzegłem, że cena ta ma wynosić blisko 130 złotówek. Cenega wówczas szalała z cenami, żerując na naiwności swych klientów, wpajając im jakie to super produkty kupują. Na szczęście spasowała, dlatego na stronie Cenegi cena programu wynosi 99 PLN, a w częstochowskim Empiku jeszcze 10 mniej. To też nie mało, ale rzekłbym, że to cena bardzo adekwatna do zawartości pudełka. Bo za 30 złotych więcej spodziewałbym się raczej produktu zawierającego jakieś dodatkowe bonusy. A tu nic. Płyta z grą i bardzo obszerna, dokładna instrukcja. Jednakże co z tego, skoro jest ona w większej części kopią tutorialu wbudowanego w grę, z tym że w wygodniejszej formie. Aha, jest jeszcze płyta ze spolszczeniem i "dodatkowymi materiałami", którymi to jest... trailer Sid Meier's Railroads! No bardzo śmieszne.

Przechodząc do spolszczenia samego w sobie - jest to pełna, zdubbingowana wersja polska, wyłączając tylko początkowe intro, w którym mamy do czynienia z wersją kinową. Dalej przetłumaczono już wszyściutko od A do Z i to w sumie przyzwoicie. Nie rzuciły mi się w oczy żadne poważne błędy ani literówki, więc na tym polu jestem zadowolony. Ale za to uderzałem się klawiaturą w głowę, gdy usłyszałem polskich aktorów.

Głównie chodzi mi o tych z briefingów. Wybaczcie, ale taki na przykład Brutus, nie mówi, tylko bełkocze, a aktor podkładający mu głos wczuł się w rolę chyba za mocno. W ten sposób z normalnej wypowiedzi robi się rozbełtany, denerwujący monolog. Sprawdźcie zresztą sami. Dla kogoś, kto grał wcześniej w wersję oryginalną (a przypominam, że Cenega wydaje gry w wersjach dwujęzycznych, więc możecie sami to sprawdzić) dobór głosów prawie w ogóle nie będzie odpowiadał. Po angielsku wszystko brzmiało naturalnie, pięknie, gładko, a tymczasem grając w wersję spolonizowaną miałem wrażenie, że aktorzy udzielali wcześniej głosów w niskobudżetowych animowanych bajkach dla dzieci. Jeśli ktoś z Was oglądał kiedyś taką bajkę, powinien doskonale zrozumieć, co mam na myśli.

CivCity: Rome

W grach Firaxis często znaleźć można obszerną encyklopedię. Nie inaczej jest w tym przypadku. Encyklopedia ta nie ma co prawda szans z jakimś opasłym tomiskiem o starożytnym Rzymie, ale jak na dodatek do gry, informacji jest w niej całkiem sporo. Podana jest też w stosunkowo przejrzystej formie. Civilopedia w CC: Rome nie zawiera suchych definicji, jakich spodziewać byśmy się mogli po encyklopedii. Oto mamy ładną, kolorową mapkę rzymskiego miasta i rozmieszczone na niej ikony. Lecznictwo, drogi, rozrywka, itp. Klikamy przykładowo na "drogi" i przenosimy się na kolejny ładny i kolorowy obrazek. Na obrazku widzimy kilka powozów, kroczących żołnierzy, jakiś budynek w tle, człowieka, który naprawia drogę. Na każdy z tych elementów możemy kliknąć i pozyskać garść informacji. Klikając na któryś z powozów, dowiemy się, kto nimi jeździł bądź co w nich przewożono, jak wyglądały. Kilka drobnych informacji, ale tych drobnych informacji w całej Civilopedii jest dużo. Panowie z Cenegi całą Civilopedię przetłumaczyli bardzo ładnie, za co im się kłaniam.

Zresztą, podsumowując całą polską wersję jestem w stanie bić brawo autorom tłumaczenia warstwy tekstowej programu, ale nóż mi się już w kieszeni otwiera, kiedy myślę o tym, co zrobiono z warstwą audio. Może się powtarzam i troszkę przesadzam, ale polskie aktorstwo nie zachwyciło mnie ani trochę, a nawet więcej - zdenerwowało i sfrustrowało. Głosy aktorów w wersji angielskiej brzmiały zgrabnie i profesjonalnie, jednocześnie oddając klimat Starożytnego Rzymu, a w polskiej wersji to, jak już mówiłem - amatorski dubbing z animowanej bajki dla dzieci. Gdyby nie to, ocena lokalizacji byłaby ze 2 stopnie wyższa. To tyle.