1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Baldur's Gate + OzWM

Jeśli miałbym wskazać najlepsze tytuły cRPG, które nie tylko olśniły mnie wyglądem i mnogością opcji, ale także zachwyciły warstwą fabularną i rozbudowaniem, to z pewnością, obok pierwszego KotOR-a czy genialnego Planescape: Torment, znalazłby się Baldur's Gate. Gra kultowa i diablo grywalna. Stała się autorytetem dla wielu późniejszych produkcji. Czy jest ktoś pośród zapaleńców tegoż gatunku, co nie grał w to cudo? Cudo, które zdołało przywrócić czasy świetności cRPG-ów?

Ach... stare pudełko pierwszego Baldur's Gate :)

Baldur's Gate jest rasowym cRPG-iem wykorzystującym zasady AD&D 2.0, spłodzonym przez BioWare. Dzięki BG zdobyli oni ogromne uznanie na całym świecie i pokazali, że tworzenie gier "erpegie" to ich przeznaczenie. Był to bezapelacyjnie debiut udany (wprawdzie drugi, bo wcześniej spod ich ręki wyszła futurystyczna gra akcji, Shattered Steel).

Ja swą historię z tego typu produkcjami zacząłem dość późno - zważywszy, że przed dziecięciem kanadyjskiej firmy wyszły prawdziwe według wielu graczy perły, takie jak Fallout - bo właśnie od tej, o której mowa w tym tekście. Dla jednych - późno, dla drugich - wcześnie, a dla jeszcze innych - w sam raz. ;) Ja uważam, że gdyby nie BG, to pewnie nie zakochałbym się w cRPG-ach, w które po dzień dzisiejszy grywam i stawiam je ponad wszystkie gatunki.

Wrota Baldura miały wszystko to, co winna posiadać wielka przez duże "W" gra. I dobrą grafikę z malowniczymi tłami, ukazaną w rzucie izometrycznym bez możliwości obrotu kamery (co wyśmienicie się sprawdziło), napędzaną przez popularny i wykorzystany jeszcze w kilku innych produkcjach BioWare'u, jak i Black Isle (autorzy Fallouta), silnik Infinity. I intrygującą historię o młodzieńcu, którego przyodział, nakarmił, napoił i dał dach nad głową Gorion. Ponadto posiadała nieliniową fabułę - mogliśmy w każdej chwili przerwać wykonywanie głównego wątku i zabrać się za sub-questy albo przeczesać jaskinię pełną ohydnych pająków lub, co kto woli, poznać urocze miejsca Wybrzeża Mieczy. Zaś naszego bohatera mogliśmy wyszkolić wedle naszego widzimisię (postać tworzymy na samym początku - o tym opowiem za momencik). Na dodatek dostaliśmy świetnie wyważoną rozgrywkę pod względem ilości potyczek a ilością wyświetlanego tekstu - różnych, na szczęście interesujących, notatek, zapisków w dzienniku, ważnych nowinek na temat naszego jakże tajemniczego pochodzenia oraz paru spraw dotyczących zakutego od pasa aż do przyłbicy w imponującą zbroję Sarevoka, którego widok powoduje, że przez ciało przechodzą dreszcze. (Ach, te pamiętne intro, które widziałem tyle razy, że by babka moja nie zliczyła.)

Naszą długą, pełną (kinder)niespodzianek przygodę zaczynamy w twierdzy Candlekeep, lecz zanim wgłębimy się całkowicie w świat gry, przyjdzie nam stworzyć awatara, z którym zostaniemy aż do samego końca (całej sagi). Począwszy od wyboru płci, a kończąc na nadaniu wdzięcznego imienia. Wybór jest szeroki, mamy wpływ na współczynniki naszego hero, wygląd (kolor włosów i skóry), klasę, a nawet rasę. W przeciwieństwie do nowszej edycji D&D jest na pewno ubożej, ale w czasie premiery Baldur's Gate oferował w tej kwestii sporo. Gra ta nadaje się idealnie dla początkujących, którzy do tej pory nie mieli styczności z tego typu grami, bo zasady idzie pojąć w trymiga.

Opis

Jak na prolog przystało - wprowadza nas w niebezpieczne, zaskakujące życie poza obrzeżami Candlekeep. Spotkamy postaci, które nauczą nas poruszać się po świecie, wytłumaczą tajniki walki, a my, z pomocą druhów (drużyna składać się może do 6 kompanów maksymalnie, wliczając głównego herosa), będziemy dążyli do rozwikłania zagadkowej sprawy. Dowiemy się również, że nasze korzenie sięgają dużo, dużo głębiej... To jest zaledwie zalążek - do końca czeka nas długa droga. Dłuższa, niż można było sądzić.

Fabuła jest bogata - potrafi przyssać człowieka na dobre. Na tyle, że oderwanie się od gry, nawet po tylu latach od momentu premiery, przychodzi z niezwykłym trudem. Historia została podzielona na kilka krótszych lub dłuższych rozdziałów, które wystarczą na parędziesiąt godzin wysmakowanej zabawy. Główny wątek sam w sobie jest bardzo rozbudowany, a jeśli brać jeszcze pod uwagę masę dodatkowych questów czekających na tęgich śmiałków, to już w ogóle miłośnik gier cRPG powinien być, mówiąc skromnie, w siódmym - jeśli nie ósmym - niebie. Zdecydowanie ogromniastym plusem jest wolność i swoboda, których niestety brakuje w dużej ilości nowych tytułów. No właśnie, niestety. Baldur's Gate pod tym względem stoi u mnie na najwyższej półce, bo na to bezdyskusyjnie zasługuje. Bez obrazy, ale ten kto twierdzi inaczej, niech zawrze gębę i schowa się pod stół!

A propos zadań, chwała Bogu - nie ograniczają się tylko do "idź, pozamiataj i wróć". Leciwy już tytuł BioWare'u należy do tych bardziej ambitnych. Choć przydałoby się więcej rozwiązań czysto pokojowych, w których nie trzeba by było wyciągać zaostrzonych po same końcóweczki toporów czy przepojonych magią różdżek. Marudzić jednak nie wypada - trza się radować tym, co oferuje. A oferował i nadal oferuje sporo.

Baldur's Gate

Lokacje, które przyjdzie nam przemierzyć podczas naszej niekrótkiej wędrówki, zostały wykonane z rozmachem. Każde z miejsc ma swój urok i głębię. Obszar, jaki oddano nam do eksploracji robi nawet teraz wrażenie. Miasta są pełne życia i nie brak w nich zaczepiającej Ciebie i Twoją drużynę gawiedzi. Tawerny są przepełnione - ot, tu przejdzie jakaś młoda, piękna dziewka, a tam zobaczymy stół okrążony przez zapijaczonych krasnoludów tudzież szubrawców. Niestety tegoż brakuje w nowej produkcji Obsidianu, NWN 2. W pierwszym Baldurze nawet zwykła, niczym się nie wyróżniająca lokacja wbrew pozorom jest niezwykła. Każdy poziom wykonano z dbałością o szczegóły i z należytą starannością. W głowie utkwiła mi głównie siedziba Sarevoka czy tytułowe Wrota Baldura, które fascynują na każdym kroku, w każdym zaułku. Gracz ma wrażenie, jakby sam znalazł się w środku wydarzeń; z łatwością utożsamiamy się z bohaterem i jego drużyną, i podziwiamy imponujące budowle i klimatyczne miejsca, o których wcześniej słyszało się jedynie z książek o świecie Forgotten Realms albo w ogóle.

Baldur's Gate to przede wszystkim (i nade wszystko), prócz świetnie opracowanej fabuły, dialogi! W przeciwieństwie do Icewind Dale'a towarzysze - na dobre i na złe - nie są bezpłciowi. Tutaj kompan może Cię zaczepić i przeprowadzić z Tobą długą dyskusję na temat Twoich postępków i decyzji. Choć to nie jest Baldur's Gate 2, gdzie duże, rzekłbym nawet, bardzo duże znaczenie mają Twoje wybory. Jednakże w "jedynce" niekiedy może się zdarzyć, że postać, która z Tobą podąża, porzuci drużynę. Choćby przykładem jest Minsc, który dołączy się do naszej kompanii, kiedy uratujemy bliską mu osobę, urodziwą damę, z twierdzy gnoli. Tu mała uwaga - możemy "zmusić" Minsca, aby pozostał w naszej drużynie, jeśli tylko nakierujemy pewnego maga, Edwina - żądnego jej śmierci - na ową kobietę, którą żeśmy uratowali, by ten zgładził ją bez mrugnięcia powieką. Takie zagrania w świecie BG są na porządku dziennym i nie powinny nikogo dziwić. Zwłaszcza, że wcielamy się w prawdziwego bohatera - częstokroć od naszych decyzji będzie zależeć życie wielu istnień. No cóż, nikt przecież nie mówił, że bycie herosem należy do lekkich rzeczy. ;)

Dużą rolę odgrywa również walka. Ta została zrealizowana perfekcyjnie, ani słowa w tym przesady. Osobiście muszę przyznać, że system walki w Baldursach, Tormentach, Icewindach i KotOR-ach jest najlepszy, jaki dane mi było zobaczyć. Należą się pokłony i hełmy z głów twórcom. O oklaskach nie wspomnę. Sama walka jest turowa, lecz wszystko rozgrywa się w czasie rzeczywistym z możliwością włączenia aktywnej pauzy, czyli naciskając spacyjkę zatrzymujemy czas, by na spokojnie wydać rozkazy naszym śmiałkom. W praktyce sprawdza się to znakomicie. Pauza jest dobrym rozwiązaniem - dzięki niej mamy chwilkę na otarcie potu z czoła, przeprowadzenie udanej potyczki i zastosowanie odpowiedniej taktyki, aby naszym walczącym nie ubyło za wiele posoki, a target gryzł ziemię i kamyczki.

Baldur's Gate

Podczas tułaczki napotkamy nie tylko przyjaznych nam ludzi i nieludzi. Nasze plany będą chcieli zniweczyć magowie, zbóje i cała masa potworów, w tym hobgobliny, ogry, gnolle i hersztowie różnych szajek, działających na polecenie jednego z bliskich podwładnych naszego największego wroga. Na swej drodze spotkamy naprawdę silnych przeciwników i ogrom fantastycznych stworzeń.

Nastrój gry świetnie podbudowuje ścieżka dźwiękowa. Przez większą część zwiedzania krain przygrywa nam spokojna, wpadająca w ucho muzyka, tylko w paru ostrzejszych momentach tony stają się mocniejsze, odpowiednio do sytuacji aktualnie dziejącej się na ekranie monitora. Jednakże nie tylko sama warstwa muzyczna stoi na bardzo wysokim poziomie. Dużą rolę odgrywają tutaj głosy postaci. Specjalnie dla polskiego wydania Baldur's Gate'a zatrudniono znane nazwiska m.in. Fronczewskiego, Opanię, Zborowskiego (i innych). Zdecydowanie najlepiej z plejady gwiazd wypadł Wiktor Zborowski w roli czarnego charakteru - Sarevoka. Tego głosu się nie zapomni nigdy. Widać, że aktorowi ta rola była przeznaczona, bo nie można było lepiej trafić. Na uwagę zasługuje również Piotr Fronczewski, który na stałe zapisał się w historii jako narrator w Baldurach. Polonizacja Baldur's Gate'a była swego czasu jednym z większych przedsięwzięć, ale produkt finalny, który trafił do sklepów był, jak sama gra, z najwyższej półki. Osobiście uważam, że jest to bezapelacyjnie jedna z lepszych polskich wersji językowych, jakie polskie oczy kiedykolwiek widziały, a uszy słyszały. Ustępuje miejsca - moim zdaniem - wyłącznie Planescape'owi. Prócz świetnego dubbingu otrzymaliśmy bez zarzutu przetłumaczone zdania (a było co tłumaczyć, oj było!). Sam wyłapałem tylko parę literówek (!) w takim ogromie tekstu.

Graficznie niestety to już nie te lata. Baldur's Gate ma już na karku prawie że 10 latek. A to dużo. Rozdzielczość 640x480 może odstraszyć nowoczesnych graczy, a nawet i fanów. Jednakże ukazały się odpowiednie mody, które pozwalają uruchomić grę w wyższej rozdzielczości (na podrasowanym silniku sequela). Wiek robi jednak swoje, ale da się przeżyć. Wystarczy nasze oko przyzwyczaić i nie grać przez jakiś czas w nowe gierki, a będzie dobrze. ;) Wizualnie, mimo że oferuje wyłącznie taką samą rozdziałkę, lepiej prezentuje się inna gra - na starym, dobrym silniku Infinity - Planecape: Torment. Ale dla największych zapaleńców ta strona się nie liczy - ważne, że gra jako całokształt nadal bawi tak samo!

Baldur's Gate

Bez zwątpienia na ustach oznajmiam - dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą... jeśli w ogóle takie osoby są - że Wrota Baldura są grą kultową. Trudno dobrać odpowiednie słowa, aby wyrazić w pełni czym jest dziecię BioWare'u. Spłodzili produkt, który bije fabularnie dużo młodsze tytuły! W sumie to nie dziwota, bo nowe cRPG-i nie kopią już tak tyłka, jak ich starsi bracia. Baldur's Gate może technicznie jest już przestarzały i mocno leciwy, ale pod każdym innym aspektem kładzie na łopatki prawie wszystkie nowości (wyjątki wyjątkami, ale niestety taka prawda). 5CD wypełnione po brzegi świetnymi dialogami, kunsztowną fabułą, klimatyczną oprawą dźwiękową, wymagającymi poziomami. Lecz nie to jest najważniejsze. Grając w Baldurs' Gate'a gracz ma wrażenie jakby to on podróżował po świecie Zapomnianych Krain. Tego brakuje w wielu ostatnio wydanych produkcjach. CD Projekt pokusił się o reedycję tej wspaniałej gry. Za cenę 24,99 zł otrzymujemy całą sagę, czyli "jedynkę", dodatek i "dwójkę" wraz z expansion setem. Jest to także gratka dla fanów, którzy zapewne mają już od dawien dawna w swojej kolekcji ową sagę. Bo miast sporej liczby "cedeków" wpakowano gry na płytkę DVD. Już nie ma potrzeby żąglowania podczas zabawy.

Jakieś wady? Oprócz nie tej już szaty graficznej, to jeszcze doczepiłbym się (na siłę) do tego, że nasi druhowie często mają problemy z odnalezieniem drogi. Ale to bolączka wszystkich gier na Infinity (czy aby tylko?). ;)

Opowieści z Wybrzeża Mieczy

Baldur's Gate: Opowieści z Wybrzeża Mieczy

Pół roku nie minęło. Nie zdążyliśmy nawet ochłonąć dobrze po Baldur's Gate, a twórcy już poczęstowali nas oficjalnym - oczywiście wymagającym podstawki - dodatkiem. W przeciwieństwie do wielu dodatków, Opowieści z Wybrzeża Mieczy nie rozwijają fabuły, a oferują po prostu dodatkowe przygody. Rozszerzenie spisuje się świetnie, jak na rozszerzenie przystało - dzięki niemu nasza postać wskoczy na wyższy poziom doświadczenia (pułap zwiększono z 89000 na 161000) i mamy możliwość zagrania w kontynuację postacią eksportowaną z tegoż dodatku. Zdobędziemy nowe przedmioty, poznamy mocniejsze zaklęcia, napotkamy na drodze nowe, wymagające potwory. Ponadto likwiduje błędy podstawowej wersji, dzięki czemu jeszcze bardziej możemy cieszyć się produktem, jeśli to w ogóle możliwe.

Opowieści z Wybrzeża Mieczy oferują - jak na expansion pack - sporo godzin godziwej gry. Mamy możliwość eksplorowania nowych poziomów, w tym niesamowitą, w sam raz dla doświadczonych podróżników, Wieżę Durlaga. Przygód nie brak, a niektóre potwory w nowych lokacjach potrafią dać nieźle w kość. Zwłaszcza nowicjuszom tudzież graczom przyzwyczajonym do poziomu trudności choćby w NWN 2. ;)

Ze strony wizualnej - praktycznie zero zmian. Może jakby tylko kolory odrobinkę żywsze. ;) BioWare niestety nie obdarował nas możliwością podbicia rozdziałki, chociaż do 800x600. Więc, podobnie jak w przypadku podstawki, może zrazić co niektórych grafika.

Mamy nowe wydanie, mamy i nowe pudełko ^^

Oczywiste jest, że produkt został w pełni zlokalizowany. Błędów się nie dopatrzyłem - trzyma jakość Baldur's Gate'a. Może nie jest to jakieś wybitne rozszerzenie, ale twórcy odwalili rzetelną robotę i dzięki temu otrzymaliśmy porządny dodatek do genialnej podstawki. Można, co prawda, doczepić się do małej ilości zmian (takich bardziej widocznych), ale to już raczej podchodzi pod czepialstwo. Miejscami nawet - niby mniej rozbudowane - Opowieści z Wybrzeża Mieczy bardziej przypadły mi do gustu niż Tron Bhaala. W końcu dla fanów sagi to pozycja obowiązkowa. A całość (Baldur's Gate + Opowieści) prezentuje się okazale. Kto jeszcze nie miał okazji zagrać (jest w ogóle ktoś taki na sali?), to niech pędem rusza do sklepu po Extra Klasykę GOLD. Za tak niewielką kwotę po prostu nie można nie kupić. Chyba że nie jest się zwolennikiem tego gatunku, to zrozumiem. Mnie pozostaje rzec na zakończenie - fan gier cRPG, który nie posiada na swej półce tej klasyki nie może nazywać siebie fanem. Saga Baldur's Gate jest jednym z tytułów "must have" i nie ma przebacz!