1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Akademia Tajemniczych Sztuk Pięknych

Ekranizacja komiksu jest w większej mierze trudna. Nie wszystko, co znajduje się na kolorowych stronach, będzie się godnie prezentowało na dużym ekranie. Mimo to, producenci ciągle wykupują prawa do kolejnych tytułów, aby ubogacić tym swoją kolekcję. Wszystko po to, by wiernych fanów wersji obrazkowej zaciągnąć do kina i zarobić przy tym jeszcze więcej zielonych banknotów. Pomimo napływu wszelkich ekranizacji komiksów o superbohaterach w stylu "Batman", "Superman", "Spider-Man"czy "X-Men", twórczość niezależna tej formy przekazu, również ma swoje miejsce w światowej kinematografii. Za przykład może posłużyć "Ghost World", nakręcony przez Terriego Zwigoffa. Nic więc dziwnego, że do stworzenia filmowej wersji "Art School Confidential", zatrudniono tego samego człowieka.

Akademia Tajemniczych Sztuk Pięknych

Film opowiada historię Jerome'a, który właśnie skończył liceum, a jego największym marzeniem jest dostać się do Akademii Sztuk Pięknych i w tym kierunku kontynuować swoją dalszą edukację. Tam poznaje nowych znajomych z podobnymi zainteresowaniami, oraz zakochuje się w modelce, pozującej na zajęciach z malarstwa. Celem studenta, jest podbić serce pięknej Audrey oraz wykreować swój własny niepowtarzalny styl, dzięki któremu będzie rozpoznawalny wśród artystów młodego pokolenia. Zauważa jednak, że pojawia się konkurent, który zaczyna być lepszy od niego zarówno w rysunku, jak i w sprawach sercowych. Całą historię doprawia motyw seryjnego zabójcy, który ukradkiem morduje przypadkowo napotkane kobiety.

Pierwsze moje wrażenie, tuż po zetknięciu się z filmem, było bardzo pozytywne, chociaż fabuła nie różniła się niczym od zwykłych historyjek, w których młody chłopak opuszcza swój rodzinny dom, aby studiować i szykować się do swojej przyszłej pracy. Poznajemy głównego bohatera dokładniej, zarówno pod względem gustu plastycznego, jak i ogólnego zachowania. Obserwujemy każdy ruch oraz miejsca, w których się znajduje, aby móc zanalizować otoczenie. Docieramy tym samym do sali wykładowej, pokoju w akademiku, czy kafejki dla malarzy. Wszystko pokazane z zachwytem i gracją.

Akademia Tajemniczych Sztuk Pięknych

Poprzez skupienie się na głównym bohaterze, zanika ukazywanie Akademii Sztuk Pięknych w krzywym zwierciadle. Na ekranie widzimy różne wernisaże pierwszaków, styl każdego z nich oraz zachowania wykładowców, które wołają o konkretne rozbudowanie. W moich myślach już kręciła się satyra na świat współczesnego malarstwa. Oczywiście, w pewnym stopniu naśmiewano się z zachowań fascynatów, uznających za arcydzieło nawet największy kicz, lecz ten zarys gdzieś ucieka, wraz z przepychającym się motywem głównym.

W filmie brakuje również specyficznego rozwinięcia postaci, granych przez Johna Malkovicha i Anjelici Huston. Ta dwójka wspaniałych aktorów, wykreowała pełne wdzięku i tajemniczości role, które zanikły w tym całym chaosie. W pewnym momencie jednak, powracają, aby podać Jerome'owi pomocną dłoń we wszelkich problemach dotyczących miłości i malarstwa.

Akademia Tajemniczych Sztuk Pięknych

Postęp fabularny, utrzymujący się w dość stonowanym, jak na film o nastolatku, klimacie, doprowadza nas do niebanalnego, chociaż w pewnym stopniu przewidywalnego zakończenia. Otrzymujemy bowiem efekt na reakcje myśli głównego bohatera. Poszukiwał własnego stylu, ale chciał również zdobyć piękną Audrey. Odpowiedź na pytanie "co człowiek jest w stanie zrobić, aby stać się sławnym i szanowanym artystą?", przychodzi automatycznie, gdy zbliżamy się do końcowych scen, a pomimo tego ostatnie minuty nas urzekają, powodując tym samym, specyficzną aurę zadowolenia, fascynacji, która tkwiła głęboko w każdym z nas i oczekiwała takiego finiszu.

Podsumowując, "Akademia Tajemniczych Sztuk Pięknych" to pozycja, w której drzemał ogromny potencjał, zrealizowany jednak przez skonkretyzowanie scenariusza do jednego bohatera, a wszystkie wątki poboczne zostały na siłę wprowadzone w bieg akcji. Po seansie jesteśmy zmieszani. Opinie wiją się raz ku pozytywnym a raz ku negatywnym. Zadowalające zakończenie nie daje odpowiedniej satysfakcji. Film miał przyjąć opis "ambitny", lecz zabrakło paru ważnych elementów. Tym samym, z pomysłu na dobry film, powstał ciekawy eksperyment, którego wynik jest średni i żadne katalizatory tego nie zmienią.

Mimo to, film nie przynosi oczekiwanego rezultatu. Dlaczego? Może właśnie ze względu na skoncentrowanie się na jednostce - na Jeromie, jego kłopotach miłosnych i poszukiwaniu swojego własnego, niepowtarzalnego stylu. Scenariusz jest wielowątkowy, ale wprowadzane nowe postacie, nie są za bardzo rozbudowane. W pewnym momencie, widz aż szuka tej specyficznej, altmanowskiej stylistyki, w której każdy, nawet najrzadziej pokazywany bohater, był naświetlany w taki sposób, iż można było zbadać psychologię jego zachowań.