ZUS w opałach. Przy tym kryzysie wszystkie poprzednie były igraszką. Wkrótce odczujemy to w portfelu

85 lat temu prezydent Ignacy Mościcki powołał do życia Zakład Ubezpieczeń Społecznych, scalając w jedną pięć działających na terenie II RP instytucji. Zakład przetrwał II wojnę światową, PRL, w którym został zlikwidowany, by po kilku latach wznowić działalność, ale to w III RP stanął przed największym wyzwaniem w historii. Kryzysem demograficznym. Oczywiście odbije się to na wysokości naszych emerytur, bo obie sprawy są ze sobą ściśle powiązane.

To już dzieje się na naszych oczach. Choć – jak podał GUS – w lipcu 2019 roku liczba urodzeń w Polsce była najwyższa od blisko dwóch lat i przewyższyła liczbę zgonów po raz pierwszy od września ubiegłego roku, to przyrost naturalny w okresie od sierpnia 2018 r. do lipca 2019 r. był na wielkim minusie i najniższym poziomie od 2003 r.

Jakby tego było mało dane GUS są prawdopodobnie zawyżone

Prognozy Głównego Urzędu Statystycznego mają wiele mankamentów, bo nietrafnie oceniają wielkość populacji i wielkość strumieni migracyjnych. Populacja kraju jest już mniejsza od tego, co raportuje GUS, nie uwzględnia bowiem dwóch milionów osób, które przebywają za granicą. Urząd nie doszacowuje też skali imigracji – zauważa Marta Anacka, zastępca dyrektora Ośrodka Badań nad Migracjami na Uniwersytecie Warszawskim.

Niektórzy ekonomiści przekonują, że przy kryzysie demograficznym, z którym dopiero zaczynamy się zmagać, wszystkie, z którymi się do tej pory zmagaliśmy, były niewinną igraszką. Aby utrzymać kraj emerytów, nikt nie będzie patrzył na rachityczny strumień składek ZUS, trzeba będzie podnieść VAT i to do ok. 30-35 proc.!

Kryzys demograficzny. Strach pomyśleć, co będzie się działo

Relacja przeciętnej emerytury do przeciętnego wynagrodzenia obniży się z obecnych 56 proc. do 40 proc. w 2040 r. oraz poniżej 30 proc. w 2060 r. – powiedziała w wywiadzie dla czwartkowej „Rzeczpospolitej” prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych prof. Gertruda Uścińska.

Bizblog.pl poleca:

W jej opinii szybkie starzenie się społeczeństwa, co może doprowadzić do sytuacji, że na jedną osobę pracującą będzie przypadać jeden emeryt. Przypomnijmy, że po obniżeniu wieku emerytalnego od 2017 r. na jednego seniora pracuje w tej chwili dwie osoby czynne zawodowo. A efekt jest taki, że rząd musi skokowo podnosić składki ZUS i szukać pieniędzy w kieszeniach pracodawców, choćby podnosząc płacę minimalną.

Strach pomyśleć, co będzie się działo, gdy na jednego pracującego będzie przypadał jeden emeryt.

Emerytura obywatelska nas uratuje?

Można usłyszeć, że w tej sytuacji ratunkiem dla systemu emerytalnego w Polsce jest wprowadzenie emerytury obywatelskiej. Chodzi o świadczenie wypłacane przez państwo w jednakowej wysokości (kilka lat temu mówiło się o 1100 zł brutto) dla wszystkich osiągających wiek emerytalny bez względu na to, ile pracowali i ile odprowadzili składek.

Jednak Jedynym krajem, w którym obywatel może otrzymywać tylko świadczenie obywatelskie jest Nowa Zelandia. W Wielkiej Brytanii i Kanadzie, gdzie wypłacane są takie świadczenia, trzeba zapisać się do jednego z obowiązkowych programów emerytalnych. Wypłacane z nich emerytury uzależnione są od wpłaconych pieniędzy, tak jak to będzie w przypadku Pracowniczych Planów Kapitałowych.

Czyżby więc rząd przygotowywał się do wprowadzenia rozwiązania kanadyjskiego w naszym kraju? Zapytany o takie rozwiązanie premier Mateusz Morawiecki, że nie można wykluczyć, że tak się stanie.

Ta dyskusja jest dopiero przed nami i niczego nie należy przesądzać – powiedział szef rządu. – Szanujemy dotychczasowe prawa nabyte i wszelkie rozwiązania muszą mieć akceptację społeczną – dodał jednak.

W podobnym tonie wypowiada się prezes ZUS, która zaznacza, że emerytura obywatelska ma charakter zaopatrzeniowy i jest związana z systemem gwarancji obywatelskich, gdzie prawo do świadczenia powstaje z tytułu zamieszkania na terenie tego państwa. System polski jak w większości krajów europejskich ma charakter ubezpieczeniowy. W tym wypadku wysokość świadczenia jest odzwierciedleniem wpłaconych składek.

Ewentualna reforma w kierunku rozwiązań anglosaskich byłaby możliwa, ale wiązałoby się to z kilkoma dekadami dostosowań prawnych, ekonomicznych, społecznych i kulturowych – zaznaczyła prof. Gertruda Uścińska w rozmowie z „Rp” .Przypomnę tylko, że system ubezpieczeń społecznych ma ponad 3 biliony zł zobowiązań zaciągniętych na kilkadziesiąt lat wobec 23 milionów osób ubezpieczonych w naszym systemie. Nie ma tu miejsca na proste przejście do emerytury obywatelskiej. Poza tym emerytura obywatelska wcale nie rozwiązuje problemów stawianych przez procesy demograficzne.

Rzeczpospolita pięćdziesięciolatków

To, że przed ZUS-u ogromne wyzwania, potwierdzają badania statystyczne. W ubiegłym roku głośnym echem odbił się raport Głównego Urzędu Statystycznego. Z opracowania wynika, że w ciągu kolejnych 25 lat populacja w naszym kraju zmniejszy się o około 2,8 mln osób. Bo po prostu zaczniemy wymierać.

Mediana wieku wzrośnie prawie o 10 lat i wyniesie 50 lat, co drugi mieszkaniec mieszkaniec Polski będzie po pięćdziesiątce. Współczynnik dzietności co prawda wzrośnie, ale mała liczba potencjalnych matek spowoduje, że liczba urodzeń nie będzie znacząca i wyniesie 240 tys. w 2040 r. Liczba zgonów sięgnie wtedy 440 tys, bo zacznie wymierać wyż demograficzny z drugiej połowy lat 50. XX wieku, czyli obecni sześćdziesięciolatkowie, na dodatek wiek emerytalny zaczną osiągać obecni 30-, 40-latkowie, wówczas najliczniejsza grupa wiekowa.

GUS przewiduje, że najbardziej zmniejszy się liczba mieszkańców województw opolskiego, lubelskiego, łódzkiego i śląskiego, a najmniej mazowieckiego, pomorskiego i małopolskiego.

„Pomimo istotnego w 2017 roku wzrostu liczby urodzeń należy mieć na uwadze, że kształtujące się przez minione prawie 30 lat procesy ludnościowe spowodowały, że Polska wkroczyła w okres kolejnego kryzysu demograficznego (który miał już przejściowo miejsce w latach 1997-2007), ale obecny prawdopodobnie może mieć charakter dłuższej tendencji” – podał GUS.