Zamieszanie z 500+. Rząd tak namieszał, że chyba sam się nie połapał, że klepnął podwyżkę

Ministerstwo Rodziny planuje podnieść 500+ i to prawie dwukrotnie, bo do 900+. Nieźle nie? Ale bez ekscytacji, bo ta podwyżka nie jest na wszystkie dzieci i nie dla wszystkich rodziców. Żeby było śmieszniej, te dodatkowe 400+ nie trafią bezpośrednio do ich kieszeni i będzie je można wydać tylko na to, na co pozwoli rząd.

500+ wzrośnie od 1 stycznia 2022 r. po tym, jak uzupełnione zostanie o 400+. I właściwie to niektórym rodzicom 500+ zostanie zamienione na 900+.

I mało kto o tym hicie słyszał, bo Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej tego pomysłu wcześniej wcale nie zapowiadało, a ujawniło go dopiero przy okazji pokazania szczegółów rodzinnego Kapitału Opiekuńczego, czyli tzw. 1000+. I to jakby cichaczem, bez wielkiej pompy. To już więcej szumu robiło na temat przejęcia obsługi 500+ przez ZUS.

Dziwne.

Dla kogo 900+?

Okazuje się, że 900+ to nie jakaś tam waloryzacja dotychczasowego 500+, więc podwyżki nie dostaną wszyscy. Dodatkowe 400 zł ma zostać wypłacone tylko na te dzieci, które nie obejmie Rodzinny Kapitał Opiekuńczy.

W dodatku te pieniądze nie będą mogły zostać wydane na cokolwiek, jak obecnie 500+, ale wyłącznie na dopłaty do pobytu w żłobku, klubie dziecięcym lub u dziennego opiekuna. Chodzi o to, żeby te 400 zł pomogło rodzicom zorganizować opiekę nad dzieckiem, kiedy wracają do pracy, a tym samym ułatwiło im decyzję o dalszym powiększeniu rodziny.

Bizblog.pl poleca

Czyli dodatkowe 400+ jest dokładnie tym, czym jest Rodzinny Kapitał Opiekuńczy. A przypomnę, że RKO to świadczenie, które będzie przysługiwać na drugie i kolejne dziecko w wieku od 12. do 36. miesiąca życia, czyli przez dwa lata po 500 zł miesięcznie albo przez rok po 1 tys. zł miesięcznie – jak kto woli.

Rodzinny Kapitał Opiekuńczy ma wspomóc rodziców w opiece nad dzieckiem w okresie po zakończeniu urlopu macierzyńskiego do czasu aż dziecko pójdzie do szkoły.

No i rząd najwyraźniej zorientował się, że z jednej strony może dobrze by było, żeby kobiety wracały do pracy wcześniej niż po 12 miesiącach od urodzenia. A z drugiej strony ktoś też się kapnął, że dzieci nie idą do szkoły w wieku trzech lat.

I stąd dodatkowe 400+, żeby załatać Rodzinny Kapitał Opiekuńczy dziurawy jak durszlak.

Dofinansowaniem pobytu w instytucjach opieki (żłobkach, klubach dziecięcych i u dziennych opiekunów) zostaną objęte dzieci uczęszczające do tych instytucji i niekorzystające z rodzinnego kapitału opiekuńczego, tj. dzieci pierwsze i jedyne w rodzinie, pierwsze z rodzin, w których kolejne dziecko jest objęte kapitałem i wszystkie w wieku przed ukończeniem 12. miesiąca i po ukończeniu 36. miesiąca życia

– wyjaśniło MRiPS Radiu Zet.

Rząd zgubił gdzieś babcię, ale przyszła pomoc z Zimbabwe

A to w sumie oznacza, że dodatkowe pieniądze dostanie każdy rodzic, który ma choćby dziecko i wysyła je do jakiejś placówki opiekuńczej lub zatrudnia nianię. Z tą różnicą, że jak dziecko ma mniej niż 12 miesięcy i jest pierwsze w rodzinie, przysługuje na nie 400 zł. Potem, po ukończeniu pierwszego roku życia stawka rośnie do 1000 zł przez rok albo 500 zł przez dwa lata. A po ukończeniu trzeciego roku życia stawka znowu spada do 400 zł. Rozumiecie coś tego?

Mam wrażenie, że resort rodziny też już się pogubił. Niby zapowiadał, że aby wprowadzić dodatkowe 400+, konieczna jest nowelizacja ustawy o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3, ale przecież świadczenie będzie przysługiwało też starszym dzieciom, co wynika jasno z wypowiedzi ministerstwa.

I po co w ogóle oddzielać to właśnie wymyślone świadczenie od Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego, skoro właściwie ich cel jest dokładnie taki sam. Pogubić się można.

Domyślam się, że nowe 400+ ewoluowało z pomysłu programu Babcia+, który obowiązuje na Węgrzech. Kilka miesięcy temu rząd rozważał przekazywanie jakiegoś świadczenia babciom i dziadkom, którzy opiekują się wnukami, by rodzice mogli wrócić na rynek pracy.

Pomysł upadł. Teraz okazuje się, że ewoluował do 400+, ale jakby zupełnie obok Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego. Niby to jest jakaś nakładka na dziurę, ale jakby robił ją ktoś z Zimbabwe – czyli nie mający pojęcia, jakie inne działania w tym zakresie planowane są w Polsce. Czy w tym ministerstwie ludzie w ogóle ze sobą rozmawiają?

Zaraz się okaże, że dziury są dalej, a gdzie indziej są podwójne łaty. Słabo to wygląda, że rząd sypie pieniędzmi, ale w sumie sam nie wie, z którego okna wyrzuca gotówkę i czy trafia ona tam, gdzie jest potrzebna. A to, że tak cichaczem wyszedł z nowym 400+ pokazuje tylko, że nie chce przyznać, że się już pogubił.

A może chodzi głównie o to, żeby w powietrzu było widać latające pieniądze? Przypomnijcie mi, kiedy mamy kolejne wybory?