Jest konkretna cena za państwo socjalne. To wyższe podatki i ubezpieczenia społeczne

Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) opublikowało raport pt. „Pętla Kaczyńskiego na szyi podatników”. Wynika z niego, że z roku na rok mamy bardziej odczuwać obciążenia fiskalne. Wyższe podatki to nie wszystko. Taka ma być cena za coraz większe wydatki państwa.

A to jedynie początek zapowiadanej przez prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, socjalnej ofensywy skalkulowanej na zwycięstwo wyborcze. W kolejce czeka m.in. „trzynastka” dla emerytów, czy obniżenie PIT-u pracowniczego. Cały pakiet ma kosztować budżet nawet ponad 42 mld zł. 

„Piątkę Kaczyńskiego”, jak potocznie przyjęło się nazywać socjalny pakiet od PiS, na celownik wzięło FOR. Sprawdzili, jak realizacja poszczególnych obietnic wpłynie na gospodarkę kraju i na budżety indywidualne Polaków. Po lekturze ich raportu pt. „Pętla Kaczyńskiego na szyi podatników” powodów do optymizmu nie ma za wiele. O ile w ogóle można o jakichkolwiek wspomnieć.

Zmiany w ustawie o pomocy państwa w wychowaniu dzieci przyjęte przez Sejm. Patrząc na tempo prac za chwilę potwierdzi je Senat i podpisze prezydent. Tym samym 500+ na pierwsze dziecko stanie się faktem. To oznacza większe obciążenie budżetu. Tylko w bieżącym roku dodatkowe świadczenia mają kosztować przeszło 31 mld zł i dotyczyć 6,8 mln dzieci.

FOR: to oznacza wyższe podatki i nie tylko

Wzrost będzie dotyczył zarówno systemu składek na ubezpieczenia społeczne, jak i podatków, z tym że działania w tym pierwszym zakresie będą dla podatników bardziej dotkliwe – twierdzi główny ekonomista FOR Aleksander Łaszek.

Już w przyszłym roku obciążenia fiskalne z 35,9 proc. PKB w 2018 r. zwiększą się do wartości 37,4 proc. PKB.

52 grosze podatku na każdą złotówkę

Ok. 5,2 mld zł ma przynieść do budżetu zniesienie limitów składek ZUS. Wedle dzisiejszych przepisów nie trzeba ich płacić jeśli płaca brutto przekroczy 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia. Z kolei o 2,5 mld zł ma się wzbogacić budżet centralny na oskładowaniu umów cywilnoprawnych. 

Po zniesieniu limitu składek na ZUS już przy zarobkach ok. 6 tys. netto miesięcznie każda kolejna złotówka wypłacana przez pracodawcę będzie obłożona aż 52 groszami podatków i składek, a tylko 48 groszy trafi do pracownika. Wzrost obciążeń osób pracujących na etacie będzie tworzył silne bodźce do fikcyjnego samozatrudnienia, gdzie analogiczne opodatkowanie zamiast 52 groszy wynosi tylko 19 groszy – wskazuje główny ekonomista FOR.

Bez paniki. Nie będzie potrzeby nowelizacji budżetu

W 2019 r. zakładany jest wzrost deficytu, natomiast w kolejnych latach rosnąć mają podatki i składki, przy jednoczesnym ograniczeniu wydatków publicznych w relacji do PKB. Łącznie rząd planuje zwiększyć podatki i składki na ubezpieczenie społeczne z 36 proc. PKB w 2018 r. do 37,8 proc. w 2021 r., dopiero na 2022 rok zakładając ich nieznaczny spadek w związku z obniżką stawek VAT – czytamy w opracowaniu FOR.

Podane ostatnio przez Ministerstwo Finansów dane potwierdzają rosnący deficyt, który po marcu osiągnął poziom 4,5 mld zł. Ale eksperci uspokajają. Dla nich nie ma jeszcze realnej groźby zmian w budżecie. 

Utrzymująca się dobra sytuacja gospodarcza, prawdopodobne dochody jednorazowe (możliwy transfer zysku z NBP), a także wstrzemięźliwość po stronie wydatkowej spowodują, że sfinansowanie nowych wydatków powinno się odbyć bez konieczności nowelizacji budżetu państwa – przekonuje Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.