Wyrok TSUE jeszcze nie zapadł, a już zbiera żniwo. Pierwszymi ofiarami złoty i mBank, kto kolejny?

Jeszcze przez tydzień z okładem polscy bankowcy będą musieli poić się litrami herbaty uspokajającej. Z zaciśniętymi mocno kciukami będą musieli jeszcze trochę wytrzymać też rządowi spece od gospodarki. Wszystko przez oczekiwany wyrok TSUE w sprawie kredytów frankowych, który ma zapaść 3 października.

Nie sprawdziły się pierwsze doniesienia, że wyrok TSUE w sprawie kredytów frankowych udzielanych nad Wisłą ma zapaść pod koniec września. Teraz obowiązującym terminem jest 3 października. Wszystko wskazuje na to, że ta data będzie znamienna tak dla polskiego sektora bankowego, jak i dla całej gospodarki. 

Bizblog.pl poleca:

Już teraz, oczekując na stanowisko Trybunału Sprawiedliwości UE, widać jak na tym sądowo-bankowym zamieszaniu traci złoty. W poniedziałek nasza waluta miała mieć najgorsze notowania na świecie. Euro zbliżyło się tym samym do granicy 4,40 zł, a za dolara i franka szwajcarskiego przyszło płacić powyżej 4 zł. 

Kredytobiorcy biją się o swoje

Jeszcze w 2011 r. zadłużenie frankowe Polaków wynosiło przeszło 162 mld zł. Chociaż od tego czasu systematycznie się zmniejsza, a w ubiegłym roku uciekło z tej puli kolejne blisko 2,5 mld zł, to i tak liczba osób związanych ciągle z frankiem szwajcarskim jest spora i obecnie wynosi ok. 450 tys. osób.

Większość z nich czuje się oszukana przede wszystkim dlatego, że podczas podpisywania umowy bank nie poinformował ich należycie o istniejącym ryzyku. A przecież zaciągali ów kredyt w zupełnie innych warunkach finansowych od obecnych.

Jak pisał redaktor naczelny Bizblog.pl Arek Braumberger:

W ciągu jedenastu lat, od kiedy frank szwajcarski zdrożał z 1,95 zł (31 lipca 2008 r.) do ponad 4 zł, rata przeciętnego kredytu (300 tys. zł na 30 lat) skoczyła z ok. 1500 do 2000 zł, a jakby tego było mało zadłużenie „szczęśliwca” z taką cud-hipoteką wzrosło – mimo terminowego spłacania rat przez 11 lat – do 410 tys. zł. (…) W ciągu 11 lat, gdy frank zdrożał ponad dwukrotnie, Komisja Nadzoru Finansowego ograniczyła się jedynie do wydania serii rekomendacji, które doprowadziły do wyeliminowania kredytów walutowych z ofert polskich banków. Owszem dewizowe hipoteki zniknęły, ale frankowicze zostali z problemem. Sami.

Wyrok TSUE może być dla banków trzęsieniem ziemi

Dla polskich frankowiczów wyrok TSUE to jedyna i chyba faktycznie ostatnia deska ratunku. Politycy różnych maści już im skutecznie udowodnili, że interesują się tymi sprawami, o ile wybory w pobliżu. Inaczej – nie za bardzo. Bo też, po co sobie sprowadzać kolejny, niewygodny kłopot na głowę. 

Tymczasem w maju rzecznik unijnego Trybunału dolał wiadro oliwy do ognia, stwierdzając, że w przypadku kredytów indeksowanych zobowiązanie i rata powinny być wyrażone w złotych, a oprocentowanie nadal naliczane według stóp procentowe obowiązujące w Szwajcarii.

Taki obrót sprawy, czyli przewalutowanie frankowych hipotek na złotówki po kursie z dnia zaciągnięcia, a odsetki naliczane jak dla kredytów we frankach spowodował, że banki wpadły w panikę. Prosząc nawet premiera o interwencje w Brukseli i sugerując przy okazji, że niekorzystny dla sektora wyrok TSUE nie tylko naruszy mocno ich rynek, ale i całą gospodarkę.

Wyrok TSUE to nie automat. Trzeba ruszyć po swoje

O tym, ile w tym czasie na takich kredytach zarobili – dziwnym trafem nie zająknęli się ani słowem. Agencja ratingowa Moody’s uważa zaś, że w przypadku niekorzystnego dla polskich banków orzeczenia sądu w Luksemburgu muszą liczyć się z kosztami rzędu nawet 20 mld zł.

Trzeba pamiętać, że nawet najkorzystniejszy dla frankowiczów wyrok TSUE, jaki zapadnie 3 października, nie będzie oznaczał automatycznych zmian. Niestety, ale swoje trzeba będzie wtedy wydeptać.

Najskuteczniej: indywidualnie zasądzając swoją umowę kredytową w sądzie, dla którego z kolei takie a nie inne stanowisko Trybunału Sprawiedliwości powinno być wyznacznikiem. Chociaż pewnie sztaby bankowych prawników będą robić wszystko, żeby tak się nie stało. 

Strach nie tylko w biało-czerwonych barwach

Okazuje się, że – oprócz lawinowego spadku złotego, inne konsekwencje październikowego wyroku możemy odczuwać już teraz. Bo inni też mają szeroko oczy otwarte i bacznie się sytuacji przyglądają. Jak chociażby niemiecki Commerzbank, większościowy właściciel mBanku, który właśnie wystawia go na sprzedaż.

Wśród zaś powodów, jakie miały stać za tą decyzją wymienia się zaangażowanie mBanku w kredyty frankowe wyceniane obecnie na ponad 15 mld zł. W dobie oczekiwania na takie wieści z Luksemburga i ewentualne decyzje polityczne – to obciążenie frankowe jest zdecydowanie zbyt ryzykowne. A w Commerzbanku chcą naprawiać, a nie psuć sytuację finansową. Dlatego mBank trafi pod młotek.

Chorwacja już dała przykład

Nieuczciwość banków przy okazji podpisywania umów kredytowych we frankach szwajcarskich to absolutnie nie tylko kłopot w Polsce. Kilka dni temu swoje stanowisko w tej sprawie ogłosił Sąd Najwyższy w Chorwacji, który uznał, że klienci banków nie byli należycie informowani o możliwym ryzyku. To z kolei otwiera drogę do walczenia o odszkodowania dla ok. 125 tys. Chorwatów. 

Ten wyrok z pewnością stanowi argument w naszych rozważaniach. To kolejne potwierdzenie, że banki przy okazji podpisywania umów na kredyty frankowe musiały informować klientów nie tylko o zmiennych stopach procentowych, ale również o racie kredytu, saldzie kredytu i jak się te zmienne zmienią w przypadku zmian kursu walut o 20, 50, a nawet 100 proc. I to w okresie zaplanowanym na spłatę kredytu – nie ma wątpliwości Arkadiusz Szcześniak, prezes polskiego Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.