WeWork dodał rekordową liczbę stanowisk pracy i odnotował 1,3 mld dol. straty w trzecim kwartale

Jeszcze przed rzuceniem WeWork finansowego koła ratunkowego przez Japończyków z SoftBanku analitycy przewidywali, że pieniędzy startupowi wystarczy do końca listopada. Okazuje się, że aż tak źle nie jest, chociaż o optymizm też trudno.

WeWork 2018 r. zakończył stratą w wysokości 1,6 mld dolarów. W pierwszym półroczu 2019 r. wyniosła ona już 690 mln dol. Adam Neumann, założyciel WeWork, uspokajał inwestorów mówiąc, że spadki wartości dotyczyły ostatnio wszystkich nowoczesnych przedsiębiorstw, które zdecydowały się na giełdowy debiut. IPO kosztowało Ubera spadek akcji rzędu 24 proc. Udziały z kolei Lyft po wejściu na giełdę były tańsze aż o 47 proc. I WeWork miał podążać tą samą, wydeptaną już przez poprzedników ścieżką.

WeWork w III kwartał traci kasę i dokłada stanowiska

Okazało się jednak, że zanim nastąpi giełdowy debiut WeWork czeka inna rewolucja. Większościowym udziałowcem startupu (ok. 80 proc. akcji) stał się japoński SoftBank. Na mocy tej transakcji ze stanowiskiem CEO musiał pożegnać się Neumann, który od tej chwili występuje w zarządzie WeWork jedynie w roli obserwującego, który nie ma prawa głosu. 

Ponieważ wizja pozostaje niezmieniona, SoftBank zdecydował się podwoić obroty firmy poprzez zapewnienie znaczącego napływu kapitału i wsparcia operacyjnego

– poinformowali Japończycy.

Obie strony dobiły targu pod koniec października. Trudno było przypuszczać, że transakcja będzie miała jakikolwiek wpływ na wyniki finansowe WeWork za III kwartał. I rzeczywiście: nie miała. Startup wykazał się stratą za ten okres w wysokości 1,3 mld dolarów. To znacznie więcej niż w porównywalnym okresie rok wcześniej, kiedy strata wyniosła 500 mln dol. W tym czasie saldo gotówkowe firmy (zliczając ograniczone, jak i nieograniczone środki pieniężne) spadło z ok. 3 mld dol. na koniec czerwca do 2 mld. dol. na koniec września. 

Ale nie wszystkie dane za ostatni kwartał są takie złe. W tym czasie WeWork dodał rekordową liczbę 115 tys. stanowisk pracy (w trzecim kwartale 2018 r. było ich tylko 53 tys.). Nadal głównym celem startupu jest współpraca z firmami zatrudniającymi co najmniej 500 osób. Takie podmioty stanowiły teraz 43 proc. członków społeczności pracodawców WeWork (rok temu 34 proc.). Firma trzeci kwartał br. zamknęła też 625 lokalizacjami w 33 krajach. To prawie dwa razy więcej niż w porównywalnym okresie w 2018 r.

WeWork szuka nowego prezesa?

Od momentu jak Japończycy położyli na stół prawie 10 mld dol. nowy prezesem wykonawczym WeWorka stał się Marcelo Claure, były prezes Sprint. Ale jak donosi właśnie Reuters chyba nie na długo, bo startup zaczął szukać nowego prezesa. Jednym z kandydatów jest obecny szef T-Mobile US John Legere. Na przeszkodzie tej nominacji może jednak stać konflikt interesów. Legere teraz renegocjuje z SoftBankiem fuzję T-Mobile i Sprint Corp, opiewającą na 26 mld dol. 

Poszukiwania nowego CEO WeWork powodowane są tym, że inwestorzy z Kraju Kwitnącej Wiśni chcą inaczej prowadzić niż dotychczas startup. Firma miałaby się skoncentrować na wynajmowaniu modnych powierzchni biurowych dla freelancerów i przedsiębiorstw.