Co za niefart. Rząd znowu musi szukać nowych dostawców węgla

Rząd PiS od tygodni stara się uspokoić panikę na rynku węgla i na różne sposoby przekonuje, że surowca w zimie nie zabraknie. Nie ma więc co teraz robić zapasów i wspierać w ten sposób presję cenową. Dziurę po węglu z Rosji pomóc ma nam zasypać m.in. Kolumbia. Jednak po wynikach tamtejszych wyborów prezydenckich może okazać się, że ten węglowy kierunek Polska będzie musiała szybko ze swojej zapasowej listy wykreślić.

„Kolumbia, USA, Australia, RPA, Indonezja to kierunki importu węgla. Spółka PGE Paliwa oczekuje na 8 statków z ponad 700 tys. ton. W Porcie Gdańsk trwa rozładunek węgla z Kolumbii” – tak tweetowała na początku czerwca Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska, która wzięła na swoje barki organizowanie na nowo polskiego rynku węgla, przy biernej postawie Ministerstwa Aktywów Państwowych. Kilka dni później minister Moskwa dodała, że jest już po dwóch rundach rozmów z ministrem górnictwa i energii Kolumbii Diego Mesa Puyo.

Polskie spółki sprowadzają stamtąd węgiel energetyczny dla ciepłownictwa i gospodarstw domowych – zaznaczyła.

Ale być może rząd Zjednoczonej Prawicy będzie musiał w tym względzie szybko modyfikować swoje plany. Wszystko przez wyniki wyborów prezydenckich w Kolumbii. Wygrał je lewicowy kandydat Gustavo Petro, który już wcześniej zapowiadał, że będzie chciał stopniowo zmniejszać uzależnienie gospodarcze Kolumbii od ropy naftowej i węgla. A to może oznaczać dla Polski kłopoty.

Węgiel z Kolumbii nie popłynie już do Polski?

Już w marcu premier Mateusz Morawiecki, niejako tłumacząc wprowadzenie embarga na węgiel z Rosji, twierdził, że węgiel z Australii, z RPA czy Kolumbii nie musi być droższy niż ten rosyjski. Ale po zwycięstwie wyborczym Gustavo Petro jeden z tych kierunków może być już nieaktualny. Nowy prezydent Kolumbii już w trakcie kampanii wyborczej zobowiązał się nie przyznawać nowych licencji na poszukiwanie węglowodorów w ciągu swojej czteroletniej kadencji, a także wstrzymać wszystkie pilotażowe projekty szczelinowania oraz rozwój podmorskich złóż paliw kopalnych. Swoje prośrodowiskowe poglądy podkreślił dodatkowo mianując wiceprezydentem działaczkę ekologiczną Francie Marquez. Tym samym Kolumbia może stać się pierwszym producentem paliw kopalnych, który zdecyduje się na takie rozwiązanie.

To nie są małe kroczki, ale ogromne kroki w kierunku transformacji i ograniczenia paliw kopalnych – nie ma cienia wątpliwości kolumbijski ekolog Martin Ramirez.

Petro chce utworzyć Narodowy Instytutu Czystej Energii. Projekty dotyczące energii słonecznej mają być realizowane w ośrodku węglowym La Guajira. To pustynny region na najbardziej wysuniętym na północ krańcu Ameryki Południowej. Nowy prezydent Kolumbii ma zamiar również wspierać rozwój pojazdów elektrycznych.

To może być wyjątkowy sezon grzewczy w Polsce

Nie wiadomo, czy te wszystkie plany uda się zrealizować. Przed Gustavo Petro jednak bardzo trudne zadanie. Nie dość, że musi liczyć się z trudnym bojem z opozycją parlamentarną i też Sądem Najwyższym, to w dodatku na wszystko ma tylko cztery lata i ani roku więcej. Kolumbijska konstytucja bowiem nie pozwala prezydentowi kraju ubiegać się o drugą kadencję. Tak czy inaczej, polski rząd powinien wziąć pod uwagę, że dalsze dostawy węgla z Kolumbii mogą znaleźć się pod bardzo dużym znakiem zapytania. 

Bizblog.pl poleca

Co wtedy? W odpowiedzi na nasze pytanie Ministerstwo Klimatu i Środowiska informuje, że kierunkami pozyskiwania węgla dla Polski są m.in. Stany Zjednoczone, Indonezja, RPA, Australia i rzecz jasna Kolumbia. Jeżeli jednak Gustavo Petro rzeczywiście zacznie realizować swój plan – ten kierunek będziemy mieć z głowy i trzeba będzie zwiększać kontrakty od innych dostawców. Bo krajowe wydobycie w tym roku ma w sumie wzrosnąć maksymalnie o 1,5 mln ton. Ale związkowcy od tygodni powtarzają, że to i tak nic nie da i lepiej przygotować się, że w sezonie grzewczym, który wystartuje w październiku, będzie brakować węgla w Polsce. I to całkiem sporo: od 8 do nawet 12 mln ton. 

Jesienią będziemy mieli ogólnopolski program zbierania chrustu. Więc rzeczywiście węgiel nie będzie potrzebny – ironizuje Bogusław Ziętek, szef związku zawodowego Sierpień 80.

Rząd z kolei zapewnia, że na potrzeby gospodarstw domowych zabezpieczonych ma ok. 8 mln ton węgla. Na specjalny program wsparcia, który ma objąć 7 mln polskich gospodarstw – jak przekonuje Jacek Ozdoba, wiceminister klimatu i środowiska – przeznaczyć chce ponad 4 mld zł. Ale regulacje gwarantujące cenę węgla na poziomie z zeszłego roku, czyli poniżej 1000 zł, mają wejść w życie dopiero w sierpniu.