Polacy będą się kąpać w tanim węglu, który kupił rząd. Szkoda tylko, że nie ogrzeją nim domów

Premier Mateusz Morawiecki kolejny raz stara się jak może uspokoić rynek i obiecuje, że węgla za granicą zamówiliśmy z zapasem, czyli więcej niż mamy potrzebować. Szef rządu nie powtarza już słów minister klimatu Anny Moskwy i nie zapewnia, że tym samym węgiel trafi do rąk każdego, kto będzie tego potrzebował. Dlaczego?

Import węgla do Polski ma pokryć zimowe zapotrzebowanie z górką. Będziemy jednak mieli problem i dystrybucją i transportem tego opału. Problem nie jest nowy. Górnicy mówią o nim od kilku miesięcy.

Kiedy związkowcy wskazywali, że moce przeładunkowe polskich portów to w porywach 5 mln ton i tym samym drogą morską będzie nam trudno zasypać dziurę po węglu z Rosji, rząd uspokajał, twierdząc, że zimą będzie w Polsce tyle węgla, ile trzeba, i nie ma żadnych powodów do obaw. 

Węgiel płynie do Polski. Zadbamy o dystrybucje po całym kraju, tak aby przed najbliższym sezonem grzewczym dotarł do wszystkich potrzebujących – przekonywała na Twitterze jeszcze 1 czerwca minister Anna Moskwa.

Pod koniec czerwca szefowa MKiŚ utrzymywała, że dostarczenie Polakom węgla w odpowiedniej cenie jest najwyższym priorytetem rządu. 2,5 miesiąca po tych słowach premier Morawiecki zmienił ton.

Dystrybucja węgla jest na razie wąskim gardłem

przyznał szef rządu.

Węgiel: import zapchał polskie porty

Zdaniem premiera Morawieckiego rząd zamówił więcej węgla, niż wskazywały przeprowadzone analizy. Opał płynie do nas z Indonezji, Kolumbii, RPA i Australii. Rząd nie koncentruje się na jego walorach opałowych i kryteriach energetycznych, ale nad tym, żeby trafił do jak największej liczby Polaków. A z tym może być problem. Tak samo jak z dalszą przepustowością naszych portów. 

Bizblog.pl poleca

W związku z tym, rozmawiamy również z przedstawicielami portów naszych państw zaprzyjaźnionych: Łotwy, Holandii. I stamtąd też ściągamy węgiel już później drogą kolejową – tłumaczy Morawiecki.

Dokładnie takie kłopoty miesiące temu zapowiadali związkowcy. Teraz zwracają uwagę na kondycję energetyczną zagranicznego węgla, który najczęściej jest niesortowany. Ale najwyraźniej to już nie jest zmartwienie rządu. Ekipa premiera Morawieckiego miała w pierwszej kolejności zadbać o odpowiednie ilości opału na zimę. I z tego, jak wynika ze słów szefa rządu, wywiązała się bez zarzutów.

Węglokoks i PGE z własnymi systemami dystrybucji

Zapchane po uszy porty to nie jedyny kłopot rządu z importem wegla. Problem jest też z rozwiezieniem tego zagranicznego, jak już w końcu do nas trafi, opału po całej Polsce. Okazuje się, że dla rządu wzorem jest sieć Kwalifikowanych Dostawców Węgla PGG, która w ostatnim czasie urosła do w sumie 21 składów na terenie całego kraju. I dlatego takie rozwiązanie ma być skopiowane przez dwie inne spółki wydobywcze: PGE i Węglokoks.

Staramy się we współpracy ze składami węgla rozdystrybuować węgiel po całym kraju

– tłumaczy szef rządu.

Na razie efekt tych starań jest mizerny. Dlatego PGE i Węglokoksowi nakazano stworzyć pilnie podobny system dystrybucji do tego w PGG. Dzięki temu, jak przekonuje premier Morawiecki, będzie można na rynek sprowadzić znaczne ilości węgla, a przewaga podaży nad popytem powinna wreszcie uspokoić ceny.