Warszawa to nie Kraków. Żeby powalczyć ze smogiem, trzeba antywęglowych cojones

Podczas warszawskiego Panelu Obywatelskiego o efektywności energetycznej prezydent stolicy Rafał Trzaskowski stwierdził, że nie jest zwolennikiem zakazu palenia węglem, jaki obowiązuje w Krakowie, bo „zmiany mają być nie przeciwko komukolwiek, a dla nas wszystkich”.

Jeszcze w sierpniu 2018 r. jako ówczesny kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Warszawy twierdził, że ma dla mieszkańców stolicy bardzo konkretne propozycje, jeżeli chodzi o bój ze smogiem, między innymi obiecał „walczyć ze wszystkimi kopciuchami”.

Już jako prezydent Warszawy dostał prezent od kolegów z Krakowa, którzy postanowili dłużej ze smogiem się nie patyczkować i od września zakazali u siebie palić węglem i drewnem. Efekty tej decyzji już są zauważalne. Stolica Małopolski oczekuje, że tak samo postąpią okoliczne gminy. Na razie w Skawinie ogłoszono wyrzucenie wszystkich kopciuchów do 2022 r. 

Stano powietrza w Warszawie i okolicach 31.10.2019 godz. 8:30 (źródło: Airly)

Dyskusja, a nie zakaz

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski nawet nie musiałby udawać, że decyzja o zakazie dla paliw stałych w stolicy to jego pomysł. Przecież trwa już akcja zbierania podpisów pod petycją przedstawicieli stowarzyszeń Członkowie Warszawy Bez Smogu, Smogu Wawerskiego i Warszawskiego Alarmu Smogowego, którzy chcą zakazać palenia węglem od 1 stycznia 2023 r. Tak więc w politycznych kuluarach zawsze można przybrać rolę nękanej przez ekologicznych aktywistów ofiary.

Ale Rafał Trzaskowski nawet udawać nie chce. Podczas Panelu Obywatelskiego o efektywności energetycznej o paleniu węglem i drewnem nawet się nie zająknął. W końcu do smogowej tablicy wywołało go pytanie, czy Warszawa pójdzie śladami Krakowa. Wtedy już trzeba było coś powiedzieć i prezydent stolicy Polski poszedł w polityczną formę „odpowiem, ale tak, żeby z tego nic nie wynikało”.

Warszawa to rozważa, ale na ten temat ma być dyskusja, a nie siłowy zakaz. Te zmiany mają być nie przeciwko komukolwiek, a dla nas wszystkich

– stwierdził Rafał Trzaskowski.

Warszawa będzie zielona… dzięki chodnikom

Nie pierwszy to i pewnie nie ostatni polski polityk, który struchlał przed węglem. Jednak obecny prezydent Warszawy musi sobie zdać sprawę, że działaniami pozorowanymi ze smogiem nie wygra. Połaskocze go najwyżej pod pachami. A już z pewnością nie spełni swoich własnych obietnic.

Moim celem jest to, żeby Warszawa była najbardziej zieloną stolicą Europy

– mówił w maju 2018 r. Trzaskowski.

Miały w tym pomóc antysmogowe chodniki. Warszawa, jak przekonuje jej prezydent, jest „jednym z pierwszych miast w Polsce, a także w Europie, który taką technologię będzie realizował i wcielał w życie”.

Tymczasem zdaniem Warszawskiego Alarmu Smogowego w stolicy ciągle funkcjonuje blisko 1700 kopciuchów i to bez Pragi Północ, gdzie ponad 6 tys. lokali komunalnych nie ma podłączenia do sieci ciepłowniczej. 

Trzeba postawić tamę z betonu, a nie z patyków

Stężenie pyłu PM10 w Warszawie od 23 do 25 października wahało się od 100 do 125 µg/m3. W Belgii, Francji czy w Czechach ogłaszaliby za każdym razem alarm smogowy. Przypomnijmy, że zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dopuszczalne stężenia dobowe dla pyłu PM10 nie powinny przekraczać 50 mikrogramów dla PM10. 

Im będzie chłodniej, tym w Warszawie sytuacja będzie tylko gorsza. Dojdzie emisja komunikacyjna, przytrafi się brak wiatru i szukaj w polu zielonej stolicy Polski. Już teraz Warszawski Alarm Smogowy przekonuje, że:

Warszawiak, oddychając przeciętnie dwie godziny dziennie miejskim powietrzem, wypala rocznie równowartość ponad 1200 papierosów.

Dlatego technologiczne innowacje są jak najbardziej przydatne, ale bez kategorycznych decyzji tej walki po prostu nie da się wygrać. Zwłaszcza że w Krakowie pokazują, że to jednak działa. Za chwilę być może podobnie drzwi dla węgla będą chcieli zamknąć w Sopocie. Rafał Trzaskowski też tak może zrobić, przynajmniej zainicjować.

Czas odsunąć w kąt politykę

Ci, którzy polskiej sceny politycznej nie obserwują i myślą, że jesteśmy już po wyborczym szaleństwie i przynajmniej teraz politycy przestaną mówić, a za to robić – będą rozczarowani. Bo tak naprawdę już jesteśmy w bardzo istotnej dla układu politycznego nad Wisłą kampanii wyborczej dotyczącej prezydenta Polski. 

Prezydentura przy ewentualnym przejęciu przez opozycję kontroli nad Senatem to strategiczny wręcz kąsek. 

A skoro tak, to teraz na odwagę polityków z pierwszych stron gazet znowu nie ma co liczyć. Trzaskowski to ciągle rozpoznawalna twarz Koalicji Obywatelskiej, a ta do przyszłorocznych wyborów prezydenckich w ryzykowne dyskusje o węglu i górnikach nie będzie chciała być wplątywana. Jeszcze ktoś płonącą oponą w nich rzuci.

Może to faktycznie wytłumaczenie smogowego rozkroku prezydenta Warszawy. Jest też inna możliwość. W stołecznym ratuszu wszak ciągle może pokutować opinia Rafała Trzaskowskiego, którą prostowali przedstawiciele Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Prezydent stolicy Polski w odpowiedzi na ich list pomylił zmiany klimatu ze smogiem.

Jakość powietrza 31.10.2019 godz. 8:30 (źródło: Airly)

Tylko nawet jak w Warszawie stawiają pod tymi dwoma różnymi pojęciami jeden mianownik – dalej wrogiem nr 1 powinien być węgiel. Kopciuchy przecież to nic innego jak piece węglowe gorszej klasy. A i te na polskim rynku najlepsze – zdaniem Rybnickiego Alarmu Smogowego i Fundacji 360! – nie spełniają norm A i A+, o czym zresztą powiadomili Komisję Europejską. 

Z kolei z palenia węglem wytwarza się dwutlenek węgla. Obok metanu i pary wodnej jeden z gazów cieplarnianych, których zbyt duże stężenie w atmosferze ma być jednym z czynników zmieniających klimat. 

Tak czy siak Rafał Trzaskowski może udawać, że nie dostrzega, jaką rolę w tej układance pełni węgiel. Ale coś mi mówi, że jednak zacznie to zauważać. Po wyborach. Warszawiakom życzę dużo cierpliwości.